Zarodek ujawnił tajemnicę przetrwania po wielkim wymieraniu. "Przełom"
Dzięki przełomowemu badaniu jaja z embrionem lystrozaura, ostatecznie poznaliśmy niezwykły sekret ewolucyjnego sukcesu naszych praprzodków. Nowe odkrycie rzuca światło na jedną z największych tajemnic w dziejach Ziemi i rozwiązuje zagadkę naukową sprzed dziesięcioleci.

Wyobraźcie sobie świat, w którym temperatury biją absolutne rekordy, a przedłużające się susze zamieniają planetę w wypalone piekło. Dokładnie tak wyglądała Ziemia około 252 mln lat temu, tuż po wielkim wymieraniu permskim, najbardziej niszczycielskim zdarzeniu w historii naszej planety.
Większość gatunków zniknęła z powierzchni globu na zawsze.
Znalazł się jednak jeden twardziel, który w tych ekstremalnych warunkach nie tylko przetrwał, ale wręcz zaczął całkowicie dominować. To lystrozaur, roślinożerny praprzodek dzisiejszych ssaków. Aż do teraz badacze zachodzili w głowę, jakim cudem mu się to udało. Odpowiedź tkwiła w znalezisku, które musiało czekać na odpowiednią technologię blisko dwie dekady.
Niezwykła skamieniałość, na którą nauka nie była gotowa
Najnowsze badania opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym PLoS ONE całkowicie zmieniają naszą wiedzę. Historia tego przełomu zaczęła się w 2008 r., podczas ekspedycji w RPA kierowanej przez profesor Jennifer Botha z Uniwersytetu Witwatersrand. Jej współpracownik, niezwykle utalentowany poszukiwacz skamieniałości John Nyaphuli, natrafił na niewielką bryłkę.
Początkowo widać było na niej jedynie maleńkie drobiny kości, ale po precyzyjnym oczyszczeniu oczom badaczy ukazał się perfekcyjnie zwinięty w kłębek, malutki lystrozaur. Profesor Botha już wtedy podejrzewała, że zwierzę zmarło jeszcze wewnątrz jaja, jednak ówczesna technologia nie pozwalała na bezinwazyjne i ostateczne potwierdzenie tej tezy.

Z pomocą przyszła dopiero nowoczesna, zaawansowana tomografia komputerowa i promieniowanie rentgenowskie z Europejskiego Ośrodka Promieniowania Synchrotronowego (ESRF) we Francji. To właśnie tam międzynarodowy zespół, w skład którego weszli również profesor Julien Benoit i doktor Vincent Fernandez, zdołał prześwietlić znalezisko z niespotykaną precyzją.
Badacze uchwycili najdrobniejsze, niezwykle delikatne struktury kostne. Dzięki temu udało się ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, które od dziesięcioleci spędzało sen z powiek biologom ewolucyjnym, czy pradawni przodkowie ssaków składali jaja?
Miękka skorupka i twarde dowody na jajo praprzodka
Odpowiedź brzmi: tak, i to w dodatku jaja o miękkiej skorupce. To całkowicie tłumaczy, dlaczego przez tak długi czas pozostawały one nieuchwytne dla paleontologów.
W przeciwieństwie do twardych, zmineralizowanych jaj dinozaurów, które bez problemu wytrzymują próbę czasu i świetnie się fosylizują, miękkie powłoki rozkładają się bardzo szybko. Odkrycie niemal 250-milionowego embrionu lystrozaura jest więc zjawiskiem absolutnie unikatowym i stanowi pierwsze tego typu znalezisko w historii nauki.
Kluczowym dowodem, który potwierdził status znaleziska, było spojenie żuchwy. Dolna szczęka lystrozaura składała się z dwóch połówek, które musiały się zrosnąć, aby zwierzę mogło sprawnie przeżuwać pokarm.
Skanowanie wykazało, że u badanego osobnika proces ten jeszcze nie zaszedł. Oznaczało to, że maluch byłby całkowicie niezdolny do samodzielnego odżywiania się w środowisku zewnętrznym. To ostatecznie udowodniło, że badany osobnik zmarł na etapie rozwoju zarodkowego, wciąż tkwiąc w jaju.
Więcej na Spider's Web:
Żyj szybko, rozmnażaj się wcześnie, czyli ewolucyjny przepis na sukces
Konsekwencje tego odkrycia wykraczają jednak daleko poza sam fakt udowodnienia jajorodności u przodków ssaków. Zespół badawczy wykazał, że lystrozaury składały stosunkowo duże jaja w proporcji do rozmiarów swojego ciała.
W świecie zwierząt oznacza to zazwyczaj potężną dawkę żółtka, które dostarcza zarodkowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych do zaawansowanego rozwoju. Wynika z tego jasno, że ten gatunek nie karmił jeszcze swoich młodych mlekiem.
Duży rozmiar jaja miał jeszcze jedną, fundamentalną zaletę w spalonym słońcem świecie. Zapewniał wysoką odporność na śmiercionośne wysychanie. Z tak zabezpieczonego schronienia wykluwały się młode o niezwykle zaawansowanym stopniu rozwoju.
Były niemal od razu gotowe do brutalnego życia. Mogły samodzielnie szukać pożywienia, uciekać przed drapieżnikami i błyskawicznie osiągać dojrzałość płciową. Zwierzęta te postawiły na bezkompromisową strategię ewolucyjną, polegającą na szybkim cyklu życia i najwcześniejszej możliwej reprodukcji.
W świecie zrujnowanym przez katastrofę klimatyczną ta niesamowita zdolność adaptacji, ogromna odporność i nowatorska strategia rozrodcza okazały się ostatecznym kluczem do opanowania planety.
Oto lystrozaur
Lystrozaur, choć odegrał gigantyczną rolę w historii przetrwania życia na Ziemi, wizualnie w niczym nie przypominał majestatycznych władców prehistorii. Z wyglądu przypominał nieco krzyżówkę świni z mopsikiem o bardzo krępej, beczkowatej budowie ciała, a jego rozmiary, w zależności od konkretnego gatunku, wahały się od około 60 cm do nawet 2,5 m długości, przy wadze nierzadko przekraczającej 100 kg.
Ten pękaty roślinożerca był jednak istną maszyną do przetrwania. Miał krótki pysk zakończony twardym, rogowym dziobem (przypominającym ten u żółwi) oraz parę charakterystycznych, wystających kłów. Taki zestaw narzędzi idealnie sprawdzał się przy rozgrzebywaniu jałowej gleby w poszukiwaniu twardych korzeni, bulw i nielicznej, ubogiej roślinności, która ostała się po globalnej katastrofie.
Dodatkowo jego krótkie, ale niezwykle silne łapy czyniły z niego wybitnego inżyniera budowlanego, lystrozaury nałogowo kopały podziemne nory, w których mogły schronić się przed morderczym upałem panującym na powierzchni, co ostatecznie pomogło im przetrwać najgorsze momenty w historii naszej planety.
Głowna ilustracja: Lystrosaurus. Autor: Dmitry Bogdanov, CC BY-SA 3.0



















