REKLAMA

Miasta mówią, jak droższe paliwo uderzy w mieszkańców. "Nieuniknione"

Droższe paliwo przestało być problemem wyłącznie kierowców. Samorządowcy mówią wprost o presji na komunikację miejską, usługi komunalne i inwestycje, a w konsekwencji o podwyżkach, których trudno będzie uniknąć. Przy takiej dynamice cen korekty budżetów mogą pojawić się szybciej, niż wiele gmin zakładało.

Samorządy pod presją paliw. Budżety pękają, mieszkańcy zapłacą
REKLAMA

W samorządach paliwo działa dosłownie jak mnożnik kosztów: podbija rachunki przewoźników, drożeje transport w usługach komunalnych, rosną koszty firm budowlanych i utrzymania infrastruktury. Burmistrz Proszowic i prezes Unii Miasteczek Polskich Grzegorz Cichy w rozmowie z Serwisem Samorządowym PAP zwraca uwagę na prostą arytmetykę: jeśli jeden autobus tankuje codziennie, a samo tankowanie jest dziś nawet o 1000 zł droższe niż dwa miesiące temu, to ta różnica musi się gdzieś pojawić w bilansie. I nie jest to różnica, którą da się długo przechować w budżecie bez cięć albo podwyżek.

Jeżeli ileś paliwa dziennie zużywa autobus, a na tankowaniu jednego autobusu jest np. tysiąc zł więcej niż było dwa miesiące temu, no to musi być z czegoś pokryte. Ten wzrost jest więc nieunikniony – mówi Grzegorz Cichy.

REKLAMA

Zresztą, nie trzeba daleko szukać. Wystarczy spojrzeć na rynek hurtowy, gdzie te wahania widać już jak na dłoni. Cenniki Orlenu z ostatnich dni mówią same za siebie. Za metr sześcienny benzyny 95 płaci się tam w okolicach 5658 złotych, podczas gdy diesel twardo trzyma się poziomu około 7053 złotych. To już nie są tylko rynkowe spekulacje, ale konkretne liczby, które jasno pokazują, jak nerwowa i dynamiczna jest obecnie sytuacja z paliwami.

Najpierw bilety, ale ukryte koszty są większym problemem

Samorządy otwarcie mówią, że rosnące ceny paliw mogą przełożyć się na ceny biletów komunikacji miejskiej i autobusowej. Tyle że wiele gmin podkreśla, iż sama podwyżka biletów nie rozwiąże problemu, bo wpływy z biletów często stanowią tylko część kosztów systemu. Wójt Wieliszewa wskazywał, że w ich przypadku to mniej niż 30 proc. kosztów, więc nawet podniesienie cen nie zbilansuje całej układanki.

W naszym przypadku to często mniej niż 30 proc. kosztów. Podniesienie cen biletów w systemie warszawskim, w którym uczestniczymy, byłoby wizerunkowo trudne do przyjęcia. Bardziej niepokojące są koszty ukryte: gospodarka śmieciowa, budowy i remonty dróg oraz transport publiczny. Przykładowo, opłaty za śmieci u nas wzrosły już z 29 zł na 39 zł, bo nie dało się tych kosztów dłużej ukrywać – mówi Paweł Kownacki, wójt Wieliszewa.

Samorządowcy coraz głośniej zwracają także uwagę na to, czego na pierwszy rzut oka często nie widać. Chodzi o koszty, które rosną po cichu, ale systematycznie i bezlitośnie drenują lokalne budżety.

Wywóz śmieci, łatanie dziur po zimie, bieżące remonty czy zwykłe utrzymanie dróg – to wszystko pochłania z miesiąca na miesiąc coraz więcej pieniędzy. Prawdziwy ból głowy zaczyna się jednak przy przetargach na nowe inwestycje. Kiedy drogie paliwo i prąd biją po kieszeni wykonawców, ci nie mają wyjścia i po prostu wliczają to w swoje cenniki. W efekcie za całą tę droższą logistykę na końcu i tak muszą zapłacić miasta i gminy.

Waloryzacja umów wraca na stół, a budżety mogą pękać w trakcie roku

Jednym z najbardziej nerwowych punktów jest to, co dzieje się już w trakcie realizacji inwestycji. Samorządowcy obawiają się, że przy rosnących kosztach paliw i materiałów wykonawcy będą coraz częściej wnioskować o waloryzację, czyli podniesienie wynagrodzeń zapisanych w umowach. Taki sygnał pojawił się m.in. w powiecie mińskim, gdzie wykonawca dużej inwestycji zwrócił się o waloryzację kontraktu, a urząd zapowiedział analizę.

To jest dokładnie ten moment, w którym nawet dobrze zaplanowany budżet zaczyna się po prostu rozjeżdżać. Z jednej strony rosną koszty bieżące (transport i utrzymanie usług), z drugiej drożeją inwestycje, których nie da się po prostu zatrzymać bez skutków prawnych i społecznych. A do tego dochodzą jeszcze wydatki sezonowe, jak zimowe utrzymanie i naprawy dróg po mrozach.

Ktoś ten rachunek i tak zapłaci. I znowu nie ci, którzy wywołali problem

Kryzys wywołują wielka polityka, wojny i rynki światowe, a rachunek na końcu dostaje nie ten, kto mieszał, tylko mieszkaniec miasta, który chce dojechać autobusem do pracy, zapłacić za śmieci i nie patrzeć, jak gmina tnie kolejne inwestycje. Samorządy są tu po prostu pierwszym amortyzatorem całego chaosu. Najpierw próbują to przeczekać, potem łatają budżety, a na końcu i tak przerzucają część kosztów na mieszkańców, bo z pustego nawet gmina nie naleje. I właśnie dlatego droższe paliwo to nie jest tylko temat dla kierowców i stacji benzynowych. To jest bardzo szybka droga do tego, żeby nasze codzienne życie znowu stało się po prostu droższe.

Przeczytaj także:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-26T06:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T20:02:55+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T19:13:01+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T18:50:32+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T18:35:28+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T17:05:42+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T16:00:59+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T14:51:16+01:00
Aktualizacja: 2026-03-25T14:40:04+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA