Sprzedawał ubrania w internecie. Teraz KAS ściga go o miliony
Sprzedawca działał jak pełnoprawny e‑commerce - tylko bez firmy. Ot taki mały drobiażdżek, a to dopiero początek problemów.

Dolnośląska Krajowa Administracja Skarbowa pochwaliła się właśnie jedną z bardziej spektakularnych kontroli ostatnich miesięcy. Na pierwszy rzut oka to historia jakich wiele: ktoś sprzedaje ubrania w Internecie, ktoś inny kupuje, paczki jeżdżą kurierami. Tyle że w tym przypadku skala była tak duża, że trudno mówić o dorabianiu po godzinach. To był pełnoprawny biznes - tyle że prowadzony całkowicie poza systemem. Według ustaleń KAS sprzedawca zrealizował 36 590 transakcji, a łączna wartość obrotu przekroczyła 9,6 mln zł.
To nie literówka. Dziewięć i pół miliona złotych. Bez zarejestrowanej działalności gospodarczej, bez podatków, za to z bardzo sprawnie działającą logistyką i importem towaru z Włoch.
Czytaj też:
Jak działał nielegalny „sklep”?
Według informacji KAS sprzedaż odbywała się za pośrednictwem jednego z popularnych portali społecznościowych. Transmisje live, grupy sprzedażowe, relacje z nowymi dostawami, szybkie zamówienia przez wiadomości prywatne. To format, który w Polsce rozkwitł szczególnie w branży odzieżowej.
Sprzedawca oferował głównie nową odzież damską, sprowadzaną w większości z Włoch. Towar trafiał nie tylko do klientów w Polsce, ale również do odbiorców w innych krajach Unii Europejskiej i poza nią. Zamówienia były wysyłane firmami kurierskimi - czyli dokładnie tak, jak robi to każdy legalny sklep internetowy.
Różnica polegała na tym, że pieniądze za zakupy nie trafiały na konto firmy, bo… firmy nie było. Zamiast tego środki wpływały na rachunki bankowe należące do osób trzecich - w tym członków rodziny sprzedawcy.
Według ustaleń KAS sprzedawca nie tylko nie prowadził działalności gospodarczej, ale też zaniżył zobowiązania podatkowe w VAT o ponad 1,7 mln zł.
KAS zabezpiecza majątek. W grę wchodzi nieruchomość, ruchomości i milion złotych w gotówce
W ramach działań zabezpieczających KAS zajęła majątek należący do sprzedawcy, w tym nieruchomość, ruchomości, i gotówkę w wysokości 1 mln zł. Postępowanie prowadzi Naczelnik Dolnośląskiego Urzędu Celno‑Skarbowego we Wrocławiu pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy.
Sprawa trafiła do prokuratury, a sprzedawcy grożą poważne konsekwencje finansowe i karne. Ale szerszy problem pozostaje: jak skutecznie kontrolować handel, który przenosi się do mediów społecznościowych i działa w modelach trudnych do uchwycenia tradycyjnymi metodami?
To pytanie, na które odpowiedzi szukają nie tylko polskie służby, ale też regulatorzy w całej Europie. Bo jeśli ktoś może prowadzić nielegalny „sklep” na 9,6 mln zł obrotu, to znaczy, że system ma jeszcze sporo luk.



















