REKLAMA

Widziałem automatowe piekło na ziemi. Tak może wyglądać przyszłość bez ludzi

Jeżeli chcecie zobaczyć, jak będą wyglądały rządy bezdusznych automatów, gdy już przepędzą wszystkie małe sklepy i usługi, zapraszam na dworzec Łódź Fabryczna.

automaty
REKLAMA

To nawet zabawne, że wystawa poświęcona miastu dla ludzi, o której pisałem niedawno, wystawiona jest w tak mało ludzkiej przestrzeni, jaką jest cały dworzec Łódź Fabryczna. Nie chodzi jednak o architekturę, w której człowiek ginie i nie może się odnaleźć. Lubię przestrzeń dworca, lubię, jak wygląda. Wiem, że nie ma wielu fanów, ale z przyjemnością spaceruję zarówno wewnątrz, jak i wokół budynku, oglądając go z różnych stron. Tym bardziej razi mnie sąsiedztwo nowych bloków, przeciętnych, niepasujących do nowego centrum Łodzi.

REKLAMA

W środku dworca ciągle jest cicho, pusto i smutno

Nawet gdy przyjeżdża pociąg pełen pasażerów, ci szybko rozbiegają się w swoje strony i nie ma tego dworcowego zgiełku, tumultu, życia. Ma to swoje plusy. Na Fabrycznym zawsze jest spokojnie, niemalże jak w muzeum. Wszystko, co żywe, jest poza – to inna przestrzeń, w które czas się zatrzymuje, a może i nawet nie istnieje. Lubię wysiadać na Fabrycznym. Zmęczony podróżą wychodzę na pustą halę, niewiele dzieje się też przed dworcem. Czuję, że jestem u siebie.

To, co mnie cieszy, niekoniecznie musi radować osoby odpowiedzialne za tak duży dworzec, który powinien być bramą do miasta, a jest rzadko kiedy otwieraną skrzypiącą furtką. Nie z powodu wyglądu i zamiarów – po prostu ktoś zapomniał wykorzystać potencjał drzemiący w tym miejscu.

Od lat ta sama śpiewka. Jak już będzie tunel dający wygodne połączenie z dworcem Łódź Kaliska, to sytuacja się zmieni – będzie więcej pociągów, a więc i dojdą podróżni. I tak czekamy od lat, i jeszcze sobie poczekamy, bo przecież budowa tunelu utknęła w martwym punkcie. Wyłoniony ma zostać kolejny wykonawca, więc wznowienie prac to na pewno nie kwestia tygodni.

Póki co jeśli chodzi o życie, to jest kiosk, punkcik z kawą i przekąskami, a nawet kawiarnia. W kwietniu dojść ma kolejna, szykowany jest też punkt konsultacji medycznej. Jak na takiego kolosa to i tak mało, by tchnąć w niego ducha. Ten pojawił się na chwilę z okazji organizowanych jesienią targów książki i prędko uciekł. Świetnie, że impreza udała się po raz drugi. Szkoda, że dworzec odżywa tylko raz na jakiś czas.

Spacer po opustoszałym Fabrycznym to fantastyczne doświadczenie

Dworzec nie jest opustoszały w sensie dosłownym. Widać ludzi, ktoś właśnie przyjechał, ktoś czeka na pociąg, ktoś zmierza w stronę postoju taksówek. Ktoś idzie w stronę podziemnego dworca autobusowego. Ludzie są, ale jakby ich nie było. Po prostu rozpuszczają się w tej wielkiej przestrzeni. W niej nie da się być. To wzór nie-miejsca. Nie da się być bardziej nie-miejscem niż ten dworzec. Pod tym względem to prawdziwa doskonałość.

Kiedy po długiej przerwie odwiedziłem dworzec w ostatni weekend, zacząłem podejrzewać, że to jakiś eksperyment. Polega najprawdopodobniej na sprawdzeniu, jak bardzo można pozbawić przestrzeń życia, co należy zrobić i jak daleko się posunąć, aby wyssać tyle ile się da. Krajobraz już jest wyjątkowo nieludzki, ale to za mało. Może da się zredukować jeszcze bardziej? Upewnić się, że przeciwnik nie ukryje się gdzieś w rogu, nabierze sił i ruszy do kontrataku.

Pierwsze automaty rzucają się w oczy już przy samym wejściu

Nie wiem, ile ich jest – żałuję, że nie liczyłem. Strzelam, że wchodząc głównym wejściem jesteśmy w stanie spokojnie naliczyć więcej niż pięć maszyn. Przy samym wejściu, mając je na rzut beretem.

A to dopiero początek przygody. Idąc przez cały dworzec co chwila wzrok napotyka na nowy automat. Jeden sprzedaje kawę, drugi herbatę, trzeci znowu kawę, ale też napoje i kanapki.

One były już od dawna, ale w ostatnim czasie nastąpiła prawdziwa epidemia. Boję się, że przy mojej kolejnej wizycie będzie ich więcej i więcej. Zacznę może tęsknić za tym spacerem.

Naprawdę żałuję, że nie liczyłem. Choć podejrzewam, że straciłbym szybko rachubę. Próbuję odtworzyć z pamięci spacer i mam wrażenie, że bardzo szybko dobiłbym do 20 maszyn przed połową wyprawy, a pewnie nawet i wcześniej. I to idąc tylko jedną stroną dworca!

Nie zdziwiłbym się, gdyby w trakcie tej wędrówki po drugiej stronie stawiane byłyby kolejne automaty. Albo że nowe wyrastały już za moimi plecami. Całkiem prawdopodobne, że od momentu rozpoczęcia pisania tego tekstu dworzec Łódź Fabryczna wzbogacił się o cztery nowe urządzenia, które serwują przekąski i ciepłe napoje.

Najwidoczniej skoro Łódź Fabryczna jest osobną, odrębną przestrzenią, to musi mieć też swój własny czas.

- Przepraszam, kiedy odjeżdża pociąg do Gdańska?

- Za pięć postawionych automatów.

- Ojej, to muszę się spieszyć, bo to lada chwila! Dziękuję!

Mam wrażenie, że ktoś specjalnie dla mnie zaprezentował makietę piekła, do którego mógłbym trafić

Traktuję to personalnie jako ostrzeżenie. Zamieszczono wszystkie moje lęki: pełno automatów i żadnego życia, co najwyżej kilka zbłąkanych duszyczek. Niby wysepki walczą – jeszcze sprzedają kanapki i gazety, ale patrząc na tempo klonowania przeciwnika, już można mieć pewność, że akurat te miejsca nie powtórzą sukcesu wioski Galów.

W teorii to dobrze, że o każdej porze dnia i nocy podróżni mogą kupić ciepłą herbatę, napić się kawy i coś przekąsić. Jedziesz autobusem, który o 3:00 w nocy robi półgodzinny postój i nie musisz obawiać się, że nie uzupełnisz zapasów.

W teorii to faktycznie dobrze. W praktyce wygląda to jednak przerażająco, bo zapomniano o tej ludzkiej skali, automatyzacja na pełnej. Według anegdoty architekt odpowiedzialny za szykowany pałac Izraela Poznańskiego miał zapytać fabrykanta, w jakim stylu ma być wybudowany. Ten odparł, że w każdym, bo stać go przecież na wszystko. Teraz można sparafrazować tę historyjkę. Ile automatów ma stać na łódzkim dworcu? Wszystkie. Automaty po prostu mnożą się w oczach. Są miejsca, gdzie mogłyby odegrać scenę ze śmiesznego obrazka ze Spider-Manami. Opierają się plecami o ścianę i wskazują na siebie cały czas.

Gdyby ktoś zapytał mnie o moje obawy nt. przyszłości, odparłbym krótko: "co ja będę ci opowiadał, po prostu idź na dworzec Łódź Fabryczna i sam się przekonaj".

Trochę zmierzamy w tym kierunku. Wszędzie – nie tylko na dworcu – nowe automaty. Wszystko z maszyny, bo tak wygodniej, szybciej i taniej. Wszystko wszędzie takie samo.

"Kolej zawsze była i nadal jest prawdziwie demokratyczną instytucją, która umożliwia wszystkim podróżowanie. To dzięki niej wielu ludzi znacznie łatwiej mogło opuścić swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania i osiąść w nowych rejonach i nowych zakątkach" – pisał Jaroslav Rudiš w książce "Stacja Europa Centralna".

REKLAMA

I oczywiście, że Łódź Fabryczna to umożliwia. A jednocześnie jest przypomnieniem, że mogą istnieć inne systemy i rzeczywistości, w których człowiek przestaje się liczyć, w której nie ma wspólnoty, gdzie najważniejszy jest zysk, automatyzacja, a nie to, by komukolwiek było przyjemnie; w końcu jesteśmy tylko masą, która się przelewa i która nie potrzebuje wokół siebie innych.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-28T16:40:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T16:30:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T16:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T16:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T16:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T15:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T08:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-28T07:30:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA