Spektakl na polskim niebie. "To parada planet"
Już zaraz, tuż po zachodzie Słońca nad Polską ustawi się w łuku aż sześć planet. Podpowiadamy, co faktycznie da się zobaczyć gołym okiem, kiedy wyjść z domu i gdzie patrzeć, żeby nie wrócić rozczarowanym.

Planety krążą wokół Słońca mniej więcej w jednej płaskiej, dyskowatej płaszczyźnie. Z naszej perspektywy - siedzących na jednej z tych orbit - ten „dysk” widzimy z boku jako linię na niebie, zwaną ekliptyką. Dlatego wszystkie planety zawsze wędrują mniej więcej po jednym łuku na sferze niebieskiej. „Ustawienie w linii” to tak naprawdę efekt geometrii, a nie jakieś mistyczne wyrównanie kosmosu.
Takie wieloplanetowe układy nie są ekstremalnie rzadkie. Konfiguracje czterech-pięciu jasnych planet zdarzają się co kilka lat. Były już m.in. w 2016 i 2022 r., kolejne pojawią się w 2025 i 2028 r. To nie znaczy, że nie warto wyjść z domu. Warto - bo to jedna z niewielu okazji, by w jednym spojrzeniu zobaczyć sporą część Układu Słonecznego.
Czytaj też:
Które planety biorą udział w „paradzie”?

W przypadku dzisiejszego wieczoru mówimy o sześciu planetach: Merkury, Wenus, Saturn, Jowisz, Uran i Neptun będą jednocześnie ponad horyzontem po zachodzie Słońca.
W teorii zapowiada się mega ciekawie: prawie połowa Układu Słonecznego w jednym kadrze. W praktyce sytuacja dzieli się na dwie kategorie: planety „dla każdego” i planety „dla zdeterminowanych”.
Gołym okiem, bez żadnej optyki, realnie masz szansę zobaczyć:
- Jowisza - bardzo jasny „punkt” wysoko na niebie, po stronie wschodniej / południowo‑wschodniej.
- Wenus - bardzo jasna, ale nisko nad zachodnim horyzontem, tonąca w poświacie po zachodzie Słońca.
- Saturna - wyżej niż Wenus, mniej jasny, ale nadal widoczny bez sprzętu.
- Merkurego - najtrudniejszy z tej czwórki: bardzo nisko nad zachodem, szybko ginie w łunie i za przeszkodami terenowymi.
Uran i Neptun to już inna liga. Uran jest teoretycznie na granicy widoczności gołym okiem, ale wymaga ciemnego nieba, świetnego wzroku i dokładnej wiedzy, gdzie patrzeć. Neptun jest po prostu za słaby - do jego wyłuskania potrzebny jest teleskop. W dodatku cała parada dzieje się w zmierzchu, kiedy tło nieba jest jeszcze jasne, co dodatkowo utrudnia polowanie na tak słabe obiekty.
Kiedy wyjść z domu? Konkret dla Polski
Kluczowe są dwie rzeczy: zachód Słońca i wysokość planet nad horyzontem. Żeby planeta była sensownie widoczna gołym okiem to powinna mieć przynajmniej kilka stopni wysokości nad horyzontem, a najlepiej około 10° lub więcej. Im niżej, tym bardziej światło rozprasza się w gęstej warstwie atmosfery, ginie w łunie i za blokami, drzewami czy smogiem.
Dla Warszawy 28 lutego 2026 r. Słońce zachodzi mniej więcej około 17:20 czasu lokalnego. W praktyce najlepsze okno obserwacyjne zaczyna się około 30-45 minut po zachodzie, czyli mniej więcej między 17:50 a 18:10. W tym czasie:
- Wenus i Merkury będą bardzo nisko nad zachodnim horyzontem – to jest moment, kiedy masz jeszcze cień szansy je wyłapać.
- Saturn będzie nieco wyżej nad zachodem, wciąż w jasnym zmierzchu, ale już wyraźny.
- Jowisz będzie świecił wysoko po przeciwnej stronie nieba, mniej więcej nad południowym wschodem.
Im dalej na zachód Polski, tym zachód Słońca jest nieco później, ale zasada pozostaje ta sama: celuj w przedział 30-60 minut po lokalnym zachodzie. Później Merkury i Wenus po prostu znikną pod horyzontem, a parada „skurczy się” do Saturna i Jowisza.
Gdzie patrzeć i jak się ustawić, żeby nie kląć na marketing kosmosu
Jeśli chcesz „zaliczyć” jak najwięcej planet to potrzebujesz dwóch rzeczy: odsłoniętego zachodniego horyzontu i w miarę ciemnego miejsca. Balkon na 10. piętrze z widokiem na zachód? Idealnie. Okno na parterze zasłonięte blokiem po drugiej stronie ulicy? Raczej nie.
Planety będą rozciągnięte po całym łuku ekliptyki. Zacznij od zachodu: tam, bardzo nisko, w łunie po Słońcu, szukaj najpierw Wenus - będzie najjaśniejszym „gwiazdopodobnym” punktem w tej okolicy. Trochę wyżej i nieco na prawo powinien znajdować się Saturn. Merkury będzie jeszcze niżej niż Wenus i słabszy, więc to już zabawa dla cierpliwych i dla tych, którzy mają naprawdę czysty horyzont.
Potem odwróć się w stronę południowego wschodu. Jowisz będzie praktycznie nie do przeoczenia – bardzo jasny punkt wysoko na niebie. Uran i Neptun, jeśli masz lornetkę lub teleskop i aplikację typu Stellarium, SkySafari czy Star Walk, będą gdzieś w pobliżu ekliptyki, ale ich znalezienie to już bardziej mini‑projekt obserwacyjny niż rzut oka.
Warto pamiętać, że to nie jest jednowieczorne „okno”. Układ planet zmienia się powoli, więc podobne warunki będą panować przez kilka dni wokół 28 lutego. Jeśli 28.02 trafi się klasyczne polskie „zachmurzenie pełne”, spróbuj dzień wcześniej lub później - różnice w układzie będą niewielkie.
Co realnie uznać za „sukces” podczas tej parady
Internet lubi zero‑jedynkowe nagłówki: „Zobacz sześć planet naraz albo przegapisz wszystko”. W praktyce warto ustawić poprzeczkę inaczej.
Za bardzo udany wieczór można spokojnie uznać:
- poziom podstawowy: Jowisz i Wenus - dwa bardzo jasne punkty po przeciwnych stronach nieba;
- poziom średni: dołożenie Saturna i/lub Merkurego - tu już wchodzi w grę trochę kombinowania z horyzontem i timingiem;
- poziom „hard”: dorzucenie Urana (lornetka) i Neptuna (teleskop, ciemne niebo, dobra mapa nieba).
Jeśli uda ci się zobaczyć cztery jasne planety jednego wieczoru, to już jest bardzo przyzwoity wynik. Sześć to bardziej „achievement” dla osób, które lubią spędzić godzinę z aplikacją, mapą nieba i sprzętem optycznym.
Jak się przygotować: minimum wysiłku, maksimum efektu
Nie potrzebujesz profesjonalnego teleskopu za kilka tysięcy złotych. Wystarczy:
- sensowny widok na zachodni horyzont (balkon, dach, polna droga za miastem),
- ciepłe ubranie - koniec lutego w Polsce potrafi być brutalny,
- aplikacja do nieba na telefonie, która pokaże ci, gdzie dokładnie szukać Wenus, Saturna i Jowisza,
- jeśli masz - zwykła lornetka 8×40 czy 10×50, która ułatwi polowanie na słabsze obiekty.
I najważniejsze: realistyczne oczekiwania. To nie będzie laserowy pokaz świateł, tylko subtelne punkty na niebie, które nabierają znaczenia dopiero wtedy, gdy wiesz, na co patrzysz.


















