REKLAMA

Chcą aplikacji do systemu kaucyjnego. Lubicie sobie robić pod górkę, co?

Niektórzy chcą bohatersko ratować system kaucyjny, ale interwencje dotyczą naprawdę mało problematycznych kwestii. Nie, aplikacja to nie jest coś, czego nam brakuje.

kaucja
REKLAMA

System kaucyjny zdecydowanie nie jest zupą pomidorową i zdania na temat kaucji są podzielone – i to delikatnie mówiąc. Oceny się różnią. Jedni powiedzą, że można z optymizmem patrzeć w przyszłość, skoro już zebrano miliony butelek. Na początku marca sama tylko Biedronka chwaliła się, że od uruchomienia zbiórek do 3 marca klienci sklepów tej sieci oddali łącznie 53 mln 510 tys. opakowań. Wcześniej podobne liczby raportował Lidl. A mówimy tylko o dwóch dużych markach.

REKLAMA

"No dobra, może i ludzie oddają opakowania. Ale jakim kosztem!" – stwierdzą przeciwnicy systemu kaucyjnego. Na poparcie swoich słów zaprezentują wyniki sondażu z pierwszej połowy marca. Z badania przeprowadzonego przez IBRiS dla "Rzeczpospolitej" wynikało, że dla 30,3 proc. badanych system kaucyjny funkcjonuje "źle", a dla 20,2 proc. – nawet "bardzo źle". Z kolei 22,8 proc. badanych oceniło go "dobrze" i zaledwie 4,8 proc. "bardzo dobrze".

Nie brakuje więc prób naprawy systemu, który budzi skrajne emocje. Pisaliśmy np. o mapie dostępnych butelkomatów. Inną propozycję miał autor wpisu, który mignął mi na Facebooku. Niestety zapomniałem zrobić zrzutu ekranu, więc nie wskażę dokładnego pomysłodawcy, ale koncepcję zapamiętałem.

Komentujący stwierdził, że pewną wadą systemu kaucyjnego jest kiepsko widoczne logo kaucji. Przez to nie od razu wiadomo, że należy nam się zwrot. O ile np. w Lidlu można dostać 10 gr za opakowanie, które nie jest objęte kaucją, tak w innych sklepach butelka czy puszka nie zostanie przyjęta. I trzeba będzie szukać kosza. Nie jest to może wielki problem, ale nie każdy chce aż tak długo chodzić z pustymi butelkami: z domu do butelkomatu, a potem z butelkomatu do kosza. Wprawdzie będę upierał się, że to nic trudnego, ale nie oceniam progu bólu innych. Może rozczarowanie, że 50 gr się nie należy, będzie tak duże, że lepiej od takich niepowodzeń uciekać.

Rozwiązaniem miałaby być więc… aplikacja

Program czytałby kod kreskowy opakowania i na podstawie zebranych danych pokazywałby, czy butelka lub puszka objęta jest systemem kaucyjnym, czy nie. Wątpliwości od razu wyjaśnione! Teraz tylko czekać, aż ktoś zamieni słowa w czyn i ułatwi życie... no właśnie, w zasadzie to komu?

Problem – a raczej korzyść – w tym, że w zdecydowanej większości przypadków logo kaucji znajduje się właśnie blisko kodu kreskowego. Kiedy więc użytkownik brałby do ręki opakowanie, aby zeskanować symbol, jego oczom i tak ukazałby się znak kaucji. Skanowanie jest niepotrzebne.

Koncepcja jak koncepcja, ale zwróciłbym uwagę na sam pomysł, bo mówi nam nieco więcej o współczesnym podejściu użytkowników. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do korzystania z wielu różnych aplikacji, że naturalnym jest użycie ich przy każdej kolejnej czynności. Nawet takiej, która tego nie wymaga.

Już w raporcie "Nowe nawyki, nowe wyzwania. Jak Polacy postrzegają system kaucyjny?" 38,5 proc. respondentów wskazało, że aplikacja mobilna ułatwiająca zwrot bez kolejek i z szybkim przelewem kaucji na konto zwiększyłaby ich zaangażowanie.

O ile przelew kaucji na konto jest możliwy – takie automaty już ma Ikea, a podobne w całym kraju chce stawiać Czysta Polska Recyklomaty – tak kompletnie nie rozumiem wykorzystania aplikacji. Jak miałaby ułatwić unikanie kolejek? Wysyłać powiadomienia: "hej, przyjdź do mnie, nikogo teraz nie ma"? Prezentować zapełnienie?

Niby z jednej strony lepiej gromadzić kaucję na wirtualnym koncie niż za każdym razem odbierać papierowe kupony. To rzeczywiście ma jakiś sens i być może się prędzej czy później przyjmie. Z drugiej mam wrażenie, że cały proces przez to by się wydłużył i dlatego celowo przynajmniej na początku zrezygnowano z aplikacji.

Dobrze widać to przy kasach samoobsługowych, kiedy klienci upewniają się, że wszystkie kupony zostały aktywowane

Nieco czasu zajmuje samo odpalenie programu, by móc zeskanować kartę klienta. Przyznaję, sam dokładam cegiełkę do dłuższych zakupów innych, ponieważ zdarza mi się wyciągnąć telefon na ostatnią chwilę. Wiem więc doskonale, że aplikacja kradnie sekundy przy kasie.

Nie dość, że aplikacji przybywa i są od wszystkiego – a my staliśmy się pokoleniem pod te aplikacje, jak pisał Rafał Pikuła na łamach Spider's Web+ – to jeszcze programy rozrastają się do gargantuicznych rozmiarów. Sklepowa aplikacja to dziś centrum rozrywki. Chcąc sprawdzić promocję, wyskakuje mi okienko ze zdrapką do zdrapania. Widzę pasek postępu pokazujący, ile złotych muszę jeszcze wydać, aby odblokować następną zniżkę. Nadmiar atakujących mnie informacji potrafi zaskoczyć, bo przecież chodzi tylko o sprawdzenie ofert. A tu albo koło fortuny, albo horoskop, albo kolejna usługa.

Odbierałem ostatnio paczkę z automatu paczkowego i cały proces wydłużył się o kilka sekund tylko dlatego, że musiała zostać wyświetlona mi animacja z pieskiem. To reklama nowej funkcji, choć nieco zagadkowa, bo gdybym nie wiedział, o co chodzi, czułbym się skołowany. Rozumiem, że firma chce się chwalić nowością, stąd efektowne intro, ale ja nie odpalam gry ani czy filmu, żeby zobaczyć widowiskowy wstęp, który wprawi mnie w dobry nastrój przed rozrywką. Chcę odebrać paczkę. Chcę kliknąć, otworzyć skrytkę i iść dalej.

Coraz bardziej przekonuję się, że prostota systemu kaucyjnego – tak chętnie i często kwestionowana – jest jego zaletą. Nie trzeba nic przykładać. Nie trzeba odblokowywać telefonu. Wkładam butelki, wyjmuję kwitek, który później skanuję przy kasie i to wszystko.

Dlatego też nie rozumiem rozczarowania, że butelki się zgniata. Mój redakcyjny kolega proponował "drukowanie kodów QR na twardych, plastikowych nakrętkach albo na grubszym dnie butelki, które i tak się nie gniecie".

Coś mi jednak podpowiada, że znalezienie symbolu na mniejszej powierzchni generowałoby problemy. Skanery miałyby kłopoty z prędkim i poprawnym odczytaniem kodu, więc cały proces by się po prostu wydłużył. Teraz wkłada się niezgniecioną butelkę i puszkę, a kamery od razu rozpoznają opakowanie. Trwa to chwilę. A tak korek byłby zawsze pod innym kątem, bo w końcu każdy zgniata inaczej. Butelkę i puszkę łatwo obrócić na rampie i nie trzeba robić podchodów, aby dostrzec symbol, jak pewnie miałoby to miejsce w przypadku grubszego dna butelki.

Rozumiem, że kogoś mogą frustrować kolejki przy maszynach, ale próby usprawnienia systemu kaucyjnego przypominają mi chęci złapania się prawą ręką za lewe ucho, i to nad głową. Niby można, ale łatwiej jednak sięgnąć bezpośrednio lewą.

REKLAMA

Zaczynam zastanawiać się, czy chodzi tylko o przyczepienie się do systemu kaucyjnego i wyszukiwanie wad na siłę, czy może problem jest szerszy. Przyzwyczailiśmy się do skomplikowanej rzeczywistości, aplikacji do każdej drobnej czynności, więc teraz samo podejście do automatu z niezgniecionym opakowaniem wzbudza podejrzenie. Jak to tak? Bez dodatkowego konta, bez kodu QR, bez aplikacji?

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-31T05:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T05:30:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T21:28:16+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T20:09:43+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T18:04:19+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T17:17:31+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T15:32:06+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T15:03:09+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T14:58:45+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T13:49:09+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T13:22:25+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T10:19:10+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA