ChatGPT inwazyjnie wyświetla reklamy. Koniec darmowej sielanki
OpenAI oficjalnie rozpoczyna testy reklam w swoim flagowym produkcie na najważniejszym rynku, USA. Od teraz za darmową wiedzę zapłacimy uwagą poświęconą sponsorowanym linkom, chyba że zdecydujemy się na droższy abonament.

Pamiętacie te czasy, gdy wydawało się, że giganci technologiczni to po prostu dobrzy wujkowie rozdający prezenty? OpenAI czy Google udostępnili jedne z najpotężniejszych narzędzi w historii ludzkości zupełnie za darmo, a my naiwnie wierzyliśmy, że robią to z czystego serca.
Przez chwilę żyliśmy w utopii, gdzie przepalanie miliardów złotych na serwery było jedynie filantropijnym gestem, mającym na celu uszczęśliwienie ludzkości, a nie elementem długofalowej strategii uzależnienia użytkowników od produktu.
Ten miesiąc miodowy właśnie dobiegł końca. Zaczynamy otrzymywać rachunek za te lata darmowych testów, choć walutą niekoniecznie są przelewy bankowe. Wkraczamy w erę, w której mit o bezinteresownej sztucznej inteligencji upada, a jego miejsce zajmuje stary, dobry kapitalizm. Od teraz, jeśli nie płacisz wysokiego abonamentu, stajesz się odbiorcą banerów, bo przecież korporacje muszą w końcu zacząć zarabiać na swojej gigantycznej inwestycji.
ChatGPT ma reklamy. To fakt
OpenAI oficjalnie ogłosiło rozpoczęcie reklam w ChatGPT na terenie Stanów Zjednoczonych. Od 9 lutego 2026 r. użytkownicy korzystający z darmowej wersji oraz ci opłacający tańszy plan Go (kosztujący 8 dolarów miesięcznie, w Polsce 34,99 zł) zaczną widzieć treści sponsorowane.
Wyświetlanie reklam ominie subskrybentów wyższych pakietów, takich jak Plus, Pro, Business czy Enterprise. Firma argumentuje, że przychody z reklam są niezbędne, aby utrzymać darmowy dostęp do narzędzia dla setek milionów ludzi.
Zgodnie z zapewnieniami twórców reklamy nie będą wpływać na treść generowanych odpowiedzi. Mają pojawiać się jako wyraźnie oznaczone linki sponsorowane, oddzielone wizualnie od organicznej konwersacji. Jeśli użytkownik zapyta o pomysł na obiad, system może wyświetlić propozycję zakupu produktów spożywczych lub usługę dostawy, ale sam przepis pozostanie obiektywny i niezależny od reklamodawcy.
Kwestia prywatności została potraktowana priorytetowo - przynajmniej według oficjalnego komunikatu. Reklamodawcy nie otrzymają dostępu do historii czatów ani danych osobowych użytkowników. Dopasowanie treści marketingowych ma opierać się na temacie bieżącej rozmowy oraz ogólnych interakcjach z reklamami, a nie na głębokim profilowaniu czy analizie wspomnień bota.
Furtka dla darmowych kont i ograniczenia
Istnieje pewna furtka dla osób, które nie chcą płacić pełnej stawki za plan Plus, ale nienawidzą marketingowej papki. W darmowym planie będzie można zrezygnować z reklam w zamian za zmniejszenie limitu dziennych wiadomości. Ot, prosty mechanizm wymiany „coś za coś”. Z kolei użytkownicy płatnego planu Go nie mają takiej możliwości - reklamy są tam stałą częścią pakietu, co może budzić kontrowersje, biorąc pod uwagę, że jest to usługa płatna.
OpenAI wprowadza również ograniczenia dotyczące tego, gdzie i komu reklamy będą się wyświetlać. Nie zobaczą ich osoby niepełnoletnie, a system nie będzie promował produktów przy tematach wrażliwych, takich jak zdrowie psychiczne, polityka czy kwestie medyczne.
Ruch ten był zapowiadany już w połowie stycznia, kiedy firma opublikowała zasady dotyczące reklam, kładąc nacisk na niezależność odpowiedzi AI. Warto odnotować, że konkurencja nie śpi - Anthropic (twórcy Claude'a) wykorzystał moment, emitując podczas Super Bowl reklamę krytykującą komercjalizację czatbotów.
Spodziewany koniec darmowego obiadu
Trudno udawać zaskoczenie takim obrotem spraw. Utrzymanie serwerowni pożerających energię małego miasta kosztuje krocie, a inwestorzy w końcu muszą zobaczyć zwrot z kapitału. Model subskrypcyjny ma swój sufit, a reklama to sprawdzone, niemal nieskończone źródło przychodu. Było to nieuniknione od momentu, gdy ChatGPT stał się masowym produktem, a nie tylko technologiczną ciekawostką dla garstki entuzjastów.
Czy to sprawi, że ludzie masowo porzucą narzędzie od OpenAI? Wątpię. Użyteczność tego systemu jest zbyt duża, by kilka linków sponsorowanych zniechęciło przeciętnego użytkownika. Nauczyliśmy się ignorować reklamy w wyszukiwarkach i mediach społecznościowych, więc tutaj stanie się dokładnie to samo. Po prostu zaczniemy je przewijać, traktując jako konieczny podatek za wygodę, którą oferuje sztuczna inteligencja.







































