REKLAMA

Kraków szykuje antykoncepcję dla gołębi. Dobrze czytasz

Celem jest poprawa dobrostanu ptaków – zaznacza Kraków, zapowiadając wprowadzenie metody, którą wcześniej wykorzystano w innych europejskich miastach.

Kraków szykuje antykoncepcję dla gołębi. Dobrze czytasz
REKLAMA

Kraków rozpocznie pilotażowy program kontroli populacji gołębi, wykorzystujący antykoncepcję w ziarnie kukurydzy – informuje miasto na swojej stronie internetowej. Oprócz poprawy dobrostanu ptaków, celem jest też utrzymanie równowagi w przestrzeni miejskiej.

Jak wyjaśniono, Kraków planuje wprowadzenie "innowacyjnych działań" we współpracy z Fundacją Dzikusy Salamandry, instytucjami naukowymi oraz środowiskiem badawczym. Program będzie realizowany tam, gdzie występują największe skupiska gołębi.

REKLAMA

Metoda opiera się na podawaniu ptakom specjalnego środka antykoncepcyjnego w ziarnie kukurydzy, które będzie dystrybuowane w przeznaczonych do tego karmnikach, zapewniających kontrolowaną porcję pokarmu każdego dnia - opisano.

Miasto uspokaja: rozwiązanie jest bezpieczne dla ludzi i innych zwierząt

Władze Krakowa liczą, że poprawi się kondycja ptaków oraz uda się ograniczyć problemy związane z nadmierną liczebnością populacji, "takich jak rozprzestrzenianie się chorób czy trudności w dostępie do pożywienia".

Gołębie, mówiąc oględnie, nie są zbyt lubianymi stworzeniami przez ludzi. Brudzą (tak jakby ludzie nie – trafnie kontruje Fundacja Jestem na pTAK!), a także przenoszą choroby. Tyle że to nieprawda.

- W 2024 roku prosiliśmy Głównego Inspektora Sanitarnego o podanie statystyk dotyczących przypadków zachorowań na choroby, które mogą być groźne dla ludzi, a które przeszłyby z gołębi. W przeciągu ostatnich 10 lat w Polsce to były dwa przypadki ornitozy, natomiast nie da się do końca stwierdzić, że zachorowanie jest winą gołębi, bo choroba ta może być przenoszone przez inne ptaki. Więc ryzyko, że gołąb przeniesie na człowieka jakąś chorobę, jest w zasadzie czysto teoretyczne – mówił swego czasu w rozmowie przeprowadzonej na antenie Radia Kraków Dariusz Grochal z Fundacji Chatka Gołębia.

Grochal zwrócił uwagę, że wystarczy gołębiom stworzyć alternatywę, miejsce, gdzie będą mogły przesiadywać – wówczas nie wybiorą balkonów, parapetów czy innych lokalizacji, jak choćby nieczynna fontanna na krakowskim rynku, którą ptaki chętnie obsiadły.

Wystarczą więc miejskie gołębniki czy specjalne półki lęgowe

Niestety, jak zauważała Fundacja Jestem na pTAK!, człowiek najpierw udomowił gołębie, porzucił je, a teraz ma pretensje, że są problemem. Niektórzy proponują nawet niehumanitarne rozwiązania, byleby się pozbyć uciążliwej kwestii. Tymczasem potrzebne są odpowiedzialne działania.

Niestety człowiek odpowiada też za zły stan zdrowia gołębi. Wpływ ma na to niewłaściwe karmienie. Widzimy często, że ludzie rzucają chleb, ciesząc się z olbrzymiego zainteresowania stworzeń. Tymczasem nasz przysmak szkodzi nie tylko gołębiom, ale też innym ptakom.

Dokarmianie ptaków pieczywem (szczególnie białym) może doprowadzić do ich kalectwa! Niewłaściwa dieta może powodować deformację skrzydła. Lotki, u ptaków jedzących duże ilości chleba, zamiast układać się wzdłuż ciała, wystają prostopadle na zewnątrz. Schorzenie to (zwane "anielskim skrzydłem") utrudnia, a może nawet całkowicie uniemożliwić ptakom latanie – przypominała fundacja WWF.

W rozmowie z portalem lovekrakow.pl Grochal podkreślał, że skoro człowiek odpowiada za sprowadzenie gołębi do środowiska miejskiego, to przez to właśnie my jesteśmy odpowiedzialni za ich los. A sprawiamy, że jest jeszcze gorszy. Krakowski rynek jest tego dobitnym przykładem.

- Na rynku nie jest prowadzona sprzedaż ziarna, a turyści dokarmiają ptaki chlebem, preclami czy innymi wypiekami. To jest dla nich szkodliwe, osłabia ich odporność. Na rynku ptaki nie mają też dostępu do wody pitnej. Nie mają żadnych miejsc do bytowania, bo wszystko co tylko się dało, zostało otoczone kolcami - zauważał Grochal.

Fundacja na swojej stronie podkreśla, że gołębie są uzależnione od ludzi, a w przestrzeni miejskiej praktycznie nie mają dostępu do naturalnej żywności. Nic więc dziwnego, że karmią się tym, co ludzie im rzucają bądź pozostawiają. I wpadamy w błędne koło.

Rozwiązanie konfliktu człowiek kontra gołąb jest w sumie proste

Wystarczy np. tworzyć specjalnie miejsca dokarmiania gołębi, umożliwiające utrzymanie tych miejsc w czystości. W ubiegłorocznym krakowskim budżecie obywatelskim zgłoszono taką inicjatywę. Według pomysłodawców punkty miałyby być wyznaczane "na terenach zielonych, gdzie już obecnie bytują gołębie miejskie, ogólnodostępnych i możliwie odległych od ciągów komunikacyjnych".

Cytowano wówczas wypowiedź nieżyjącego krakowskiego ornitologa dr Kazimierza Walasza, który w jednym z wywiadów stwierdził:

Najlepszym rozwiązaniem, byłoby wyznaczanie miejsc, gdzie można by dokarmiać, z informacją, czym i kiedy. Pamiętajmy też, że jest wiele osób, zwłaszcza starszych, samotnych, które czują się nikomu niepotrzebne, zmarginalizowane przez społeczność lokalną. Takie osoby, dla równowagi psychicznej znajdują sobie cel, zajęcie, gdzie mogą czuć się potrzebne, akceptowane. Takim celem jest często dokarmianie ptaków, bezdomnych kotów. Jest to więc działalność terapeutyczna, pozwalająca im dłużej utrzymać się w miarę dobrej kondycji psychicznej i fizycznej. O tym też powinniśmy pamiętać, wprowadzając regulacje, co wolno, a czego nie wolno.

O tych zależnościach (by nie powiedzieć brzydko i egoistycznie: korzyściach) i spoczywającej na nas odpowiedzialności tak łatwo się zapomina. Za to często proponowane są proste, zero-jedynkowe rozwiązania, które wcale nie gwarantują sukcesu, ale za to pozwolą się wyżyć: wystrzelać, wybić, przepędzić, zabić. Bo przecież my, ludzie, możemy wszystko. Jesteśmy silniejsi i kto nam zabroni?

A pewnie tym chętniej takie propozycje będą padały, im więcej zwierząt przybywać będzie to miast. To już się dzieje i rodzą się niepotrzebne konflikty.

W wielu miastach mieszkańcy skarżą się na uciążliwe sąsiedztwo dzików

Sęk w tym, że niektórzy sami je do siebie zapraszają, karmiąc albo wystawiając resztki jedzenia na widoku. W rozmowie z PAP prof. Dagny Krauze-Gryz zauważa, że zwierzęta "uczą się korzystać z momentów, gdy śmieci są dostępne", więc "bioodpady wystawione w workach foliowych były dla dzików otwartym bufetem".

- Miasto nie należy wyłącznie do człowieka. Jeżeli nie uwzględnimy potrzeb zwierząt w planowaniu przestrzennym - nie zabezpieczymy odpadów, nie zachowamy korytarzy ekologicznych, nie pozostawimy ostoi - konflikty będą narastać – stwierdzała biolożka.

REKLAMA

Działania takie jak w Krakowie z gołębiami pokazują, że jesteśmy w stanie pokazać ludzką twarz i wyciągnąć pomocną rękę do stworzeń, które są od zależne.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-17T13:56:07+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T13:47:38+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T13:19:21+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T10:30:01+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T08:08:17+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T07:14:35+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T06:31:56+01:00
Aktualizacja: 2026-02-17T06:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T20:11:37+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T19:57:45+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T18:33:26+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T18:08:50+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T17:48:45+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T17:17:15+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T14:59:51+01:00
Aktualizacja: 2026-02-16T13:39:42+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA