REKLAMA

Internet huczy o tajnej broni USA. Relacje mrożą krew

Amerykanie mieli użyć w Wenezueli tajemniczej broni, która sprawia, że człowiek staje się niezdolny do walki. Opis jej wykorzystania przypomina sceny z horroru.

Amerykanie mieli użyć w Wenezueli tajemniczej broni, która sprawia, że człowiek staje się niezdolny do walki. Opis jej wykorzystania przypomina sceny z horroru.
REKLAMA

Operacja schwytania Nicolasa Maduro przez amerykańskie siły Delta Force przejdzie do historii nie tylko jako koronkowa akcja, ale być może jako moment debiutu technologii, którą dotąd znaliśmy głównie z szczątkowych przekazów.

Od kilku dni internet zalewają niepotwierdzone, ale niezwykle szczegółowe relacje o użyciu broni dźwiękowej lub mikrofalowej, która miała obezwładnić wenezuelskie służby bezpieczeństwa w sposób niemal natychmiastowy i przerażający.

REKLAMA

Sprawie przyjrzał się serwis TWZ, który przeprowadził analizę strzępków informacji i spytał wprost amerykańskie władze o tajemniczą broń. Choć Pentagon milczy, a Biały Dom jedynie podsyca ciekawość, technologiczne tło tej sprawy sugeruje, że w tych plotkach może kryć się ziarno prawdy.

Więcej na Spider's Web:

Świadek z TikToka i krwawe skutki "fali dźwiękowej"

Wszystko zaczęło się od nagrania, które 9 stycznia pojawiło się na profilu Varela News w serwisie TikTok. Na filmie mężczyzna podający się za członka wenezuelskich sił bezpieczeństwa, które brały udział w starciu z Amerykanami w Caracas, opisuje starcie z "czymś, czego nie da się opisać".

Według jego relacji, w pewnym momencie amerykańscy komandosi mieli uruchomić urządzenie generujące intensywną falę dźwiękową. Skutki były makabryczne: żołnierze mieli poczuć, jak ich głowy "eksplodują od środka", pojawiły się masowe krwotoki z nosa, a niektórzy mieli nawet wymiotować krwią.

Relacja ta zyskała globalny zasięg, gdy Mike Netter, znany amerykański komentator polityczny, opublikował jej tłumaczenie w serwisie X. Opis brzmi jak z koszmaru. dwudziestu ludzi z Delta Force miało pokonać setki wenezuelskich strażników bez ani jednej straty własnej, korzystając z technologii, która dosłownie zwaliła ich z nóg.

Choć nagranie nie zostało niezależnie zweryfikowane, reakcja oficjeli nadała mu niespodziewanego ciężaru. Karoline Leavitt, rzeczniczka prasowa Białego Domu, udostępniła wpis Nettera, sugerując, by każdy poświęcił chwilę na jego lekturę.

Przestań robić to, co robisz i przeczytaj to… - napisała Karoline Leavitt.

Pentagon natomiast, pytany o szczegóły przez TWZ, zasłonił się bezpieczeństwem operacyjnym i odesłał do lakonicznych komunikatów generała Dana Caine’a z początku stycznia.

Poniżej wybraliśmy istotne fragmenty z wywiadu udostępnionego przez Nettera:

Ochroniarz: W dniu operacji nic nie słyszeliśmy. Byliśmy na straży, ale nagle wszystkie nasze systemy radarowe wyłączyły się bez żadnego wyjaśnienia. Następną rzeczą, jaką zobaczyliśmy, były drony, mnóstwo dronów, przelatujące nad naszymi pozycjami. Nie wiedzieliśmy, jak zareagować.

Reporter: Co wydarzyło się później? Jak przebiegał główny atak?

Strażnik: Po pojawieniu się dronów, przyleciało kilka helikopterów, ale było ich bardzo mało. Chyba ledwie osiem. Z tych helikopterów lądowali żołnierze, ale bardzo niewielu. Może dwudziestu. Ale ci ludzie byli bardzo zaawansowani technologicznie. Nie przypominali niczego, z czym wcześniej walczyliśmy.

Reporter: A twoja własna broń? Nie pomogła?

Ochroniarz: Żadnej pomocy. Bo nie chodziło tylko o broń. W pewnym momencie odpalili coś – nie wiem, jak to opisać… to było jak bardzo intensywna fala dźwiękowa. Nagle poczułem, jakby moja głowa eksplodowała od środka. Wszyscy zaczęliśmy krwawić z nosa. Niektórzy wymiotowali krwią. Upadliśmy na ziemię, nie mogąc się ruszyć.

Dziennikarz: A twoi towarzysze? Czy zdołali stawić opór?

Ochroniarz: Nie, absolutnie nie. Tych dwudziestu ludzi, bez ani jednej ofiary, zabiło setki z nas. Nie mieliśmy szans konkurować z ich technologią, z ich bronią. Przysięgam, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie mogliśmy nawet ustać na nogach po tej broni sonicznej, czy czymkolwiek innym.

Promień bólu i lekcje z przeszłości

Idea użycia energii do obezwładniania przeciwnika nie jest dla amerykańskiej armii nowa. Najbardziej znanym projektem tego typu jest Active Denial System (ADS), potocznie nazywany "promieniem bólu". Jest to system montowany na pojazdach, który emituje wiązkę fal milimetrowych o częstotliwości 95 GHz.

Fale te przenikają skórę na głębokość zaledwie 0,4 mm, co wywołuje u celu uczucie intensywnego parzenia, niemal identycznego z dotknięciem rozgrzanego pieca, ale bez trwałych uszkodzeń tkanek.

System ADS był testowany publicznie już w 2013 r., a jednym z ochotników był dziennikarz Fox News, Peter Doocy. Wideo z tego pokazu, na którym widać, jak niewidzialna siła zmusza człowieka do ucieczki, ponownie stało się wiralem.

Choć prototypy ADS trafiły do Afganistanu w 2010 r., nigdy nie zostały użyte w walce z powodu kontrowersji etycznych i obaw o to, co stanie się, jeśli operator "podkręci moc" powyżej bezpiecznych limitów. Jednak jak domosi TWZ od 2020 r. prace nad tą technologią przyspieszyły, a zastosowanie nowej generacji półprzewodników z azotku galu (GaN) pozwoliło na miniaturyzację urządzeń i zwiększenie ich efektywności.

Od ogłuszania do paraliżu: Ewolucja LRAD

To, co opisuje wenezuelski strażnik, może być jednak ewolucją innej technologii Long Range Acoustic Device (LRAD). To urządzenia, które już teraz są na wyposażeniu wielu służb porządkowych na świecie. W standardowym trybie służą do nadawania komunikatów na ogromne odległości, ale po przełączeniu w tryb ofensywny emitują wąską wiązkę dźwięku o natężeniu przekraczającym 150 decybeli. Dla porównania, startujący odrzutowiec generuje około 120-130 decybeli.

Efekty działania LRAD są dewastujące: od ekstremalnego bólu uszu, przez dezorientację i nudności, aż po utratę równowagi. Jeśli amerykańscy komandosi rzeczywiście użyli nowej, mobilnej wersji takiego urządzenia w ciasnych uliczkach Caracas lub wewnątrz budynków rządowych, efekt fali uderzeniowej mógł zostać zwielokrotniony.

Wykorzystanie zjawisk rezonansowych mogłoby teoretycznie doprowadzić do pękania naczyń krwionośnych w jamie nosowej czy uszach, co pokrywałoby się z relacją o "krwawiących żołnierzach".

Technologia, która zmienia reguły gry

Choć obecnie dysponujemy jedynie przeciekami i relacjami z drugiej ręki, cała sytuacja rzuca światło na kierunek, w którym zmierza nowoczesne pole walki. Jeśli Delta Force rzeczywiście dysponuje przenośną bronią skierowanej energii, która jest w stanie obezwładnić setki przeciwników bez wystrzelenia ani jednego pocisku, tradycyjne metody defensywne stają się bezużyteczne.

To nie tylko kwestia siły ognia, ale przede wszystkim przewagi technologicznej, która czyni opór fizyczny niemożliwym.

REKLAMA

Warto śledzić kolejne doniesienia, ponieważ jeśli ta tajemnicza broń wyjdzie z cienia, będziemy musieli na nowo zdefiniować pojęcie humanitarnej wojny i kontroli zbrojeń. Na razie pozostaje nam obserwowanie, jak wojskowe laboratoria zamieniają fantastykę naukową w rzeczywistość.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-14T09:56:35+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T08:22:22+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T07:58:29+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T06:51:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T06:31:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-14T06:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T21:45:46+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T21:07:13+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T19:40:41+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T19:02:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T18:33:53+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T18:03:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T17:35:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T15:25:42+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T13:32:32+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T07:56:34+01:00
Aktualizacja: 2026-01-13T07:29:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA