Małpki poza kaucją to absurd. Rząd "daje sobie czas", a tu trzeba działać
Małe szklane butelki omijają system kaucyjny, na czym tracimy my wszyscy.

A gdyby tak zorganizować zawody: "ile pustych butelek po małpkach znajdziesz w ciągu godziny". Można byłoby prowadzić tabelę, a uczestnikami byłyby miasta – zbiorczy wynik mieszkańców wskazywałby pozycję. Na szczycie szybko dochodziłoby do zmian. Rekordziści co chwila pobijaliby swoje rekordy, udowadniając niedowiarkom, że niemożliwe nie istnieje – granice szybko zostają przekroczone, rezultaty mogą być jeszcze lepsze. Prawdziwi mistrzowie podjęliby się nowego wyzwania. Godzina? Za prosto. Sprawdźmy się w ciągu 15 min. Pewnie i tak liczba zebranych butelek w tym czasie przyprawiłaby nas o zawrót głowy.
Niedawno wybrałem się na krótki spacer i byłem w szoku, ile szklanych pustych butelek wyrzucanych jest byle gdzie. Owszem, od dawna wiedziałem, że problem istnieje, ale kiedy tylko zacznie się zwracać uwagę i będzie się nieco bardziej wytężać wzrok w poszukiwaniu butelek, one natychmiast wpadają w oko. Każda chce być zauważona, nawet jeśli sprawia pozory, że jest inaczej. Niby chowa się za kamieniem, niby przysiada na schodku, ale tak, żeby dało się ją dostrzec.
Na każdym kroku mijamy dowody potwierdzające, że mamy ogromny problem. Statystyki nt. sprzedaży nie kłamią, a jakby ktoś chciał się oszukiwać, wystarczy, że się rozejrzy. Od razu zobaczy, że to nie kłamstwo i codziennie zawartość milionów butelek jest opróżniana. Nikt się z tym specjalnie nie kryje – może i mało kto chciałby być złapany na gorącym uczynku, ale kiedy płyn już trafi do gardła, butelka może zostać na miejscu zbrodni.
Czy da się coś z tym zrobić?
Teoretycznie mamy narzędzie w postaci systemu kaucyjnego. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wprowadzając nowe przepisy argumentowało, że to "mechanizm promujący recykling i ponowne wykorzystanie opakowań". Dzięki kaucji będzie czystsze środowisko: "mniej butelek i puszek porzuconych w parkach, lasach czy nad wodą".
No, chyba że chodzi o te małe, szklane, jednorazowe i jakże powszechne – to wtedy nie.
Plany niby były, ale tłumaczono, że sklepy mogłyby nie podołać. Radzą sobie ze sprzedażą butelek, która jeszcze przed 12:00 idzie w miliony w całej Polsce, ale przyjmowanie pustych opakowań mogłoby sprzedawców przygnieść. I jest w tym jakaś logika. Załóżmy, że jeden sklep sprzedaje 50 butelek, ale musi przyjąć już 260 – bo trafiają do nich smakosze zza rogu, którzy opróżnili po drodze i przecież nie będą się wracać, odbiorą kaucję w pierwszym lepszym punkcie.
Dlatego rząd grał na czas. "Zobaczymy, jak nam wdrożenie systemu kaucyjnego wyjdzie i potem pomyślimy". Klasyczne to trzeba na spokojnie.
System kaucyjny powoli się jednak rozkręca
Liczby zaczynają imponować – tylko jeden producent butelkomatów przyjął już ponad 5 mln opakowań. Skoro wszystko zmierza w dobrą stronę, to być może przyszedł czas, aby zastanowić się, czy systemu kaucyjnego nie trzeba rozszerzyć o kolejne butelki. Te, które wydają się być największym problemem.
- Jeżeli chodzi o (...) butelki jednorazowe, w tym małpki, (...) w tej chwili nie podjęliśmy jeszcze żadnej decyzji. Natomiast daliśmy sobie czas taki mniej więcej półroczny, żeby sprawdzić jak system kaucyjny działa, co należy poprawić, bo niewykluczone, że jakieś drobne rzeczy trzeba będzie poprawić. I w ciągu tych pół roku podejmiemy taką decyzję na kolejne lata - powiedziała wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska podczas debaty w Senacie.
Decyzja ws. ewentualnych zmian miałaby zapaść "mniej więcej do czerwca". Chociaż wiceszefowa resortu jest zwolenniczką włączenia jednorazowych opakowań szklanych do systemu kaucyjnego, to przyznaje, że sprawa nie jest prosta.
Mam tylko nadzieję, że nie jest to typowe odkładanie trudnego tematu na później. Za pół roku okaże się, że to też nie jest idealny moment, jeszcze musimy przemyśleć i podyskutować. I zostaniemy ze szklanymi butelkami na chodnikach, w parkach, schodkach, parapetach, trawnikach, plażach, szlakach, parkingach.







































