1. SPIDER'S WEB
  2. Kosmos
  3. Nauka

Wezmą wodę, dwutlenek węgla i potraktują je prądem. Tak powstanie zeroemisyjne paliwo lotnicze

paliwo lotnicze

Potrzeba jest matką wynalazku - tak chyba najlepiej można scharakteryzować to co się dzieje w ostatnim czasie w sektorze energetycznym. Co kilka tygodni pojawiają się nowe pomysły na tworzenie alternatyw dla węgla ropy czy gazu ziemnego jako źródła energii, surowca do produkcji paliw, bez których w dzisiejszych czasach człowiek daleko… nie zajedzie.

W Niemczech właśnie otwarto fabrykę, w której paliwo lotnicze będzie produkowane z wody, dwutlenku węgla i energii elektrycznej. Zważając na to, że w atmosferze mamy aż za dużo dwutlenku węgla, idealnie byłoby go wykorzystać do produkcji paliwa lotniczego.

Dopracowanie takiej technologii może sprawić, że lotnictwo stanie się w przyszłości ekologiczną alternatywą dla obecnego lotnictwa, które oskarżane jest o emisję ogromnych ilości dwutlenku węgla do atmosfery - według najnowszych danych transport lotniczy odpowiada za 2,5 proc. emisji dwutlenku węgla na świecie. Wiele środowisk nawet coraz częściej deklaruje rezygnację z przelotów samolotami na rzecz bardziej ekologicznej kolei.

Syntetyczna kerozyna będzie przy udziale energii elektrycznej syntetyzowana z dwutlenku węgla zebranego z atmosfery oraz wodoru pochodzącego z wody.

W ten sposób wykorzystywana jako paliwo lotnicze będzie całkowicie zeroemisyjna. Samoloty napędzane takim paliwem będą bowiem emitowały jedynie tyle dwutlenku węgla co zostało pobrane z atmosfery do jego wyprodukowania.

Brzmi zbyt dobrze? I słusznie. Nawet kiedy nowa fabryka zacznie działać, rynek lotniczy nie zmieni się z dnia na dzień. Jak na razie jest to bardziej laboratorium, a nie fabryka. Przy pełnej mocy będzie w stanie produkować około ośmiu baryłek paliwa dziennie, co wystarcza na zatankowanie jednego małego samolotu pasażerskiego raz na trzy tygodnie.

Nie zmienia to faktu, że jest to pierwszy krok na drodze do czystego lotnictwa. Czy uda się tutaj zastosować efekt skali zobaczymy jednak dopiero za jakiś czas.

Zdjęcie główne: Konwicki Marcin