Oprogramowanie  /  Artykuł

Nie panikuj. Audacity nie ukradnie twoich danych i nie sprzeda rosyjskim hakerom

Audacity bezpieczne. Nie kradnie danych

Audacity na cenzurowanym. Ulubiony program do nagrywania i obróbki dźwięku milionów użytkowników właśnie stał się wrogiem publicznym numer jeden. Problem w tym, że niesłusznie.

Dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie znają Audacity – to od ponad 20 lat najlepsze darmowe narzędzie do podstawowej obróbki i nagrywania dźwięku. Open source’owa aplikacja daje potężne możliwości – od podstawowej korekty jakości nagrania, poprzez modyfikację brzmienia głosu, aż po możliwość tworzenia podstawowych miksów. Osobiście znam ludzi, którzy preferują darmowe Audacity względem m.in. płatnego Adobe Audition.

Nad Audacity zawisły jednak czarne chmury. Po tym, jak w maju 2021 r. usługę kupiła firma Muse Group (do której należy m.in. program do tabulatur gitarowych Ultimate Guitar i program do zapisu nut MuseScore), zmieniła się polityka prywatności. Wpisując hasło „Audacity” w wyszukiwarkę Google dowiecie się w tej chwili, że program zaczął zbierać dane osobowe użytkowników, sprzeda je reklamodawcom, a – kto wie – może nawet rosyjskim hakerom i farmom trolli, wszak Muse Group ma swoje biura m.in. w Kaliningradzie i to właśnie adres rosyjskiego biura jest wyszczególniony jako operator przetwarzanych danych w zaktualizowanym raporcie.

Czy faktycznie należy czym prędzej porzucić Audacity? Ależ skąd.

Przede wszystkim, zdefiniujmy „dane osobowe”, które program zaczął właśnie zbierać. Te są dokładnie wyszczególnione w zaktualizowanej polityce prywatności:

Audacity - nowa polityka prywatności.
Audacity - nowa polityka prywatności.

Jak widzimy, Audacity zbiera takie informacje, jak:

  • wersja systemu operacyjnego,
  • kraj rezydencji użytkownika w oparciu o numer IP (zaszyfrowany),
  • procesor zastosowany w komputerze użytkownika,
  • kody błędów niekrytycznych,
  • raporty błędów,
  • dane wymagane w razie interwencji służb.

Nie wiem jak wam, ale mi brakuje chyba wyobraźni, aby zrozumieć, co z powyższych danych można rzekomo „sprzedać” lub na co byłyby one potrzebne rosyjskim hakerom. Inna sprawa, że polityka prywatności dokładnie wyszczególnia, po co Muse Group zbiera te dane. Dane diagnostyczne są zbierane oczywiście celem poprawy jakości aplikacji. Robi to niemal każdy program pod Słońcem (oczywiście za zgodą użytkownika).

Kontrowersje może budzić ostatni punkt, który nie precyzuje, jakie dane mogłyby zostać przekazane policji czy władzy i w jakim celu. Doprecyzowuje to za to dalsza część regulaminu, która mówi, iż dane są zbierane na wypadek ewentualnych kroków prawnych podjętych przeciwko właścicielowi Audacity. Czyli ponownie – standardowy zapis.

Audacity - interfejs.
Audacity - interfejs.

Niektóre media, w tym polskie, upatrują też kontrowersji we fragmencie o przekazywaniu danych podmiotom trzecim. Tyle że ów zapis nie dotyczy podmiotów trzecich (np. reklamodawców), tylko… potencjalnego kupca aplikacji, gdyby Muse Group zdecydowała się w przyszłości połączyć z innym podmiotem lub odsprzedaż mu Audacity. Znowu – standardowy zapis.

Osobiście największą kontrowersję widzę w punkcie nr 3 sugerującym osobom poniżej 13 roku życia, by nie korzystały z aplikacji. Być może ma to związek nie z aplikacją per se, a z jej możliwościami i potencjalnymi implikacjami prawnymi odnośnie tego, co można zrobić np. z przerobionym nagraniem audio.

Co więcej, wszystkie dane są chronione zgodnie z wytycznymi obowiązującymi na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego.

Bez paniki, możesz bezpiecznie używać Audacity.

Reasumując – spokojnie, Audacity nie sprzeda numeru twojej karty kredytowej hakerom z darkwebu. A w takim tonie można dziś przeczytać o tym popularnym programie. Jak to zwykle jednak bywa, wystarczy kilka minut samodzielnej weryfikacji u źródła, by przekonać się, że panika dookoła tematu i nagonka na Audacity jest zupełnie bezzasadna. Nie róbmy afery tam, gdzie jej nie ma.