Kosmos  / News

Żółw wychodzi na prowadzenie. Chiny wysłały właśnie sondę, która przywiezie na Ziemię próbki z Księżyca

Picture of the author
1110 interakcji
dołącz do dyskusji

W poniedziałek z kosmodromu Wenchang w chińskiej prowincji Hainan wystartowała misja Chang’e 5. Misja ma przed sobą bardzo ambitne zadanie.

Chang’e 5, jak sama nazwa wskazuje, to już kolejna z serii wielu udanych misji księżycowych stanowiących podstawę chińskiego programu kosmicznego. Pierwsze misje programu były kopiami misji amerykańskich sprzed wielu dekad. W ramach zrealizowanej w ubiegłym roku misji Chang’e 4 Chiny zrobiły jednak coś, czego nie zrobił jeszcze żaden kraj: dostarczył łazik księżycowy na niewidoczną z Ziemi stronę Księżyca.

Teraz, w ramach misji Chang’e 5, Chiny chcą już w połowie grudnia dostarczyć na Ziemię świeże (o ile o materii mającej 1,2 mld lat można powiedzieć świeże) próbki regolitu z powierzchni Księżyca. Tak, oczywiście, w ramach programu Apollo Amerykanie przywieźli na Ziemię setki kilogramów skał księżycowych. Nie zmienia to jednak faktu, że było to dawno temu. Ostatnie próbki księżycowe dotarły na Ziemię 44 lata temu w ramach radzieckiej misji Łuna 24.

Misje na Księżyc to istny film akcji

W przeciwieństwie do misji marsjańskich, do których przywykliśmy w ostatnich latach, misje księżycowe nie wymagają długich miesięcy lotu między miejscem startu a lądowania, dzięki czemu kolejne etapy następują bardzo szybko po sobie.

Rakieta Długi Marsz 5 na stanowisku startowym

Chang’e 5 wystartowała z Ziemi 23 listopada, a na orbitę wokół Księżyca wejdzie już 28 listopada. Dzień później na powierzchnię Księżyca wysłany zostanie lądownik i moduł wznoszenia. Zgodnie z planem powinny one wylądować w pobliżu formacji wulkanicznej Mons Rumker, w północnej części Oceanu Burz (Oceanus Procellarum).

Miejsce lądowania misji Chang'e 5. Zwróćcie uwagę jak w najbliższych dniach będzie tam wschodziło Słońce. 29 listopada rzućcie tam okiem, bo właśnie tam będzie lądował chiński lądownik.

Na pokładzie lądownika znajdują się kamery, radar oraz spektrometr, które będą badały otoczenie miejsca lądowania. Najważniejszym elementem misji jednak pozostaje zebranie ok. 2 kg materii księżycowej – z czego część będzie pochodziła z głębokości ok. 2 metrów pod powierzchnią, zapakowanie jej do modułu wznoszenia i wysłanie jej z powrotem na orbitę okołoksiężycową, gdzie zostanie przechwycona przez kapsułę powrotną. Ładunek powinien dotrzeć na Ziemię 16 lub 17 grudnia.

Energia tylko na dwa tygodnie

Warto tutaj zauważyć, że wszystko to musi się odbyć w ciągu maksymalnie dwóch tygodni. Lądownik zasilany jest panelami słonecznymi, które w momencie lądowania będą ładowane wschodzącym słońcem. Energii zabraknie dwa tygodnie później, gdy słońce schowa się pod horyzontem na dwa tygodnie.

Grudzień miesiącem planetologów

Można zatem stwierdzić, że grudzień będzie dobrym miesiącem dla planetologów. 10 dni przed próbkami z Księżyca na Ziemię dotrą także próbki materii pobrane przez sondę Hayabusa2 z planetoidy Ryugu.

Żółw z tytułu to porównanie do bajkowego wyścigu zająca i żółwia. W rzeczywistości Chiny to taki żółw, spokojny, działający metodycznie, zgodnie z założonym planem, sumiennie pokonujące kolejne etapy wyścigu. Zającem tymczasem są Stany Zjednoczone, które robią show, pokazują fantastyczne grafiki, roztaczają fantastyczne wizje powrotu człowieka na Księżyc, pokazują kolejne etapy przygotowań, a jak przychodzi co do czego, to na słowach się kończy: rakiety dalej nie ma, kongres nie daje pieniędzy na lądownik, administrator rezygnuje z kierowania agencją, a sama agencja przyznaje, że pierwotny plan był zbyt ambitny i właściwie na czas to raczej na pewno nie da się nic zrobić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst