Social media  / News

To przerażająca i fascynująca galeria. Fotograf robi zdjęcia ekranów z rozmowami przypadkowych osób

Jeff Mermelstein zagląda ludziom do telefonów, robi zdjęcia i publikuje to, co widzi. To fascynujący i przerażający zapis intymnych rozmów, które zostały wystawione na widok publiczny. 

Nie wiem, czy też tak macie. Czy kiedy ktoś obok was czyta książkę, musicie poznać jej tytuł? Kiedy siedzący naprzeciwko chłopak ogląda film, próbujecie rozpoznać, jaki? A czy wasza ciekawość idzie tak daleko, że zaglądacie ukradkiem w telefon piszącej SMS-y dziewczyny obok?

Projekt Jeffa Mermelsteina jest tyleż kontrowersyjny, co fascynujący.

Business Insider opisał bardzo specyficzną galerię zdjęć umieszczoną na Instagramie. Fotograf Jeff Mermelstein robi zdjęcia rozmów. Konwersacji toczących się smsowo czy przez Messengera lub WhatsAppa. Te zdjęcia dają wgląd w to, co często jest zbyt intymne, by zostać opublikowane bezpośrednio w mediach społecznościowych.

Jest jak odtrutka od przebranego przez sito krytycznej samooceny doboru scen, póz i informacji, serwowanych nam przez znajomych w aktualnościach.

Do świata ciężkich decyzji, z których każda jest zła, ale przecież i tak trzeba jakąś podjąć.

Albo wyznań, na które niewielu stać i które zachowujemy zwykle dla siebie, z dala od pięknych wakacyjnych zdjęć.

Inne wprowadzają w świat fantazji.

W miejsca, w które trudno dostać się bez specjalnego zaproszenia.

I to jest też bardzo niepokojące. Ci ludzie fotografa do swojego świata nie zaprosili, tak jak nie zaprosili tam setek ludzi, którzy na Instagramie oglądają fragmenty ich prywatnych rozmów.

Zdjęcia, po których czasami łatwo rozpoznać autora wiadomości. Czasami obie strony konwersacji.

Z jednej strony fotograf robi zdjęcia w miejscu publicznym, nie pokazując twarzy fotografowanych osób, z drugiej jednak trudno nie zauważyć, że prywatność tych osób została zdecydowanie naruszona. Wszyscy mamy takie wiadomości, które zostały napisane tylko dla jednej osoby. Tylko dla jej oczu.

A jednak piszemy je i czytamy w miejscu publicznym. Do tej pory o pomieszaniu prywatnego i publicznego myślałam tylko w kontekście internetu i mediów społecznościowych, w których te dwie domeny przenikają się i nie pozwalają jasno rozdzielić.

Może też w fizycznej przestrzeni zaczęliśmy zachowywać się znacznie swobodniej, przekonani, że, jeśli robimy coś w zaciszu naszego własnego telefonu, to świat zewnętrzny nie ma do tego dostępu. Naiwnie powierzając swoje i nie tylko swoje tajemnice oczom wszystkich zainteresowanych.

Patrzę na ten projekt z mieszaniną fascynacji i przerażenia. Pogwałcenie prywatności tych ludzi pozwala na pokazanie autentycznych rozmów nieprzemielonych przez autocenzurę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst