Foto  / Artykuł

Ktoś ukradł ci zdjęcie? Polski serwis ma niebanalny pomysł, jak temu zaradzić

Polski serwis Picfollow ma naprawdę niebanalny pomysł na walkę z kradzieżą zdjęć. Wszystko to pod sztandarem National Geographic. Czy serwis przyjmie się wśród polskich fotografów?

Poświęcasz całe lata na kompletowanie sprzętu fotograficznego i zdobywanie wiedzy, którą cementujesz poprzez dziesiątki, setki sesji. Wypracowujesz własny styl, który pozwala ci zdobywać zaufanie klientów i pozyskiwać nowe zlecenia.

Nagle trafiasz na stronę, która promuje swoją działalność poprzez twoje zdjęcia. Tyle tylko, że te zdjęcia wykonałeś dla kogoś innego, a właściciel strony po prostu je ukradł i wykorzystuje bez twojej wiedzy.

Co czujesz? Złość, rozczarowanie, bezradność? Błąd. Powinieneś się cieszyć, bo najprawdopodobniej otrzymasz pokaźne odszkodowanie. Wizyta u prawnika powinna załatwić sprawę. Kradzież twoich zdjęć to tak naprawdę dobra okazja do zarobku.

Tyle tylko, że trzeba mieć sporo szczęścia, by trafić na skradzione zdjęcia. Nawet jeśli masz oczy dookoła głowy i mnóstwo znajomych, którzy znają twoją twórczość i powiadomią cię o ewentualnym problemie, i tak prawdopodobieństwo trafienia na skradzione zdjęcie jest znikome.

Jak się okazuje, są narzędzia do automatycznego monitorowania twoich prac

Ostatnio wpadł mi w oko serwis Picfollow, nad którym patronat objął National Geographic. Zasada jego działania jest ciekawa i bardzo nietypowa.

Strona pozwala na upload własnej bazy zdjęć. Następnie algorytmy przeczesują internet w poszukiwaniu stron, które naruszają twoje prawa autorskie. Jeśli pojawi się strona, na której twoje zdjęcia pojawiły się bezprawnie, Picfollow podsuwa ci swoich prawników, którzy mają doświadczenie w podobnych kwestiach i pomogą ci egzekwować twoje prawa.

picfollow kradzież zdjęć

Jeszcze ciekawiej wygląda model biznesowy strony Picfollow. Autorzy nie pobierają opłat za samo monitorowanie zdjęć, a jedynie za skutecznie odzyskaną kwotę odszkodowania. Jest to dokładnie 40 proc. wartości uzyskanej sumy.

To dość spory procent. Zobaczymy, czy usługa przyjmie się na rynku, ale zasada działania ma szansę zachęcić wielu fotografów. Tym bardziej, że samo monitorowanie sieci jest bezpłatne.

O ocenę tego projektu poprosiłem Jakuba Kralkę, felietonistę Spider’s Web i jednocześnie założyciela strony Bezprawnik.pl. Oto jego opinia:

“Bardzo podoba mi się pomysł na podejście do sprzedaży usług prawnych zaprezentowany przez tę usługę. Niemcy, gdzie prawo autorskie jest o wiele poważniejszą tematyką, już od pewnego czasu działają w oparciu o podobne narzędzia. To jest dokładnie to, co staramy się robić wraz z Bezprawnikiem: odmitologizowanie ”wuja Stefana z Klanu", z którym branża prawna ma olbrzymi problem, a w internecie stale można natrafić na narzekania przedstawicieli palestry nie potrafiących i nie chcących poddać się regułom rynkowym.

Biorąc pod uwagę częściowe otwarcie zawodów prawniczych, rokroczny napływ świeżego narybku w tym zawodzie, wyjście naprzeciw z usługami prawnymi do konsumentów, zamiast czekać cierpliwie na piątym piętrze w urządzonej w rustykalnym stylu kamienicy, jest naturalną drogą rozwoju dla tych, którzy chcą się na rynku utrzymać.

Osobiście zastanawiam się, jak działa taki system. Czy polski startup stworzył własne narzędzie przeszukiwania grafiki w sieci i na ile jest ono doskonałe. Czy może jednak idea nie jest aż tak spektakularna i to po prostu fajnie pomyślany system korzystania ogólnodostępnych mechanizmów wyszukiwania grafiki. W Bezprawniku, od momentu jego wystartowania, poprowadziliśmy już kilkadziesiąt spraw w zakresie naruszenia praw autorskich, także w modelu prowizyjnym. Jeśli jesteście fotografami i uważacie, że Wasze prawa mogły zostać naruszone, zachęcamy do kontaktu pod adresem kontakt@bezprawnik.pl"

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst