Oprogramowanie  / Artykuł

Zainstalowaliśmy już „finalną” wersję Windows 10 - pierwsze wrażenia Spider's Web

394 interakcji
dołącz do dyskusji

Windows 10 kompilacja 10240 uznawana jest za tą, która pofrunęła do partnerów celem preinstalacji na nowych komputerach. My, co oczywiste, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy jej nie zainstalowali.

Noc, słodka noc. Jedni spędzają ją na imprezie, inni śpią wtuleni w ukochaną osobę, a my… my instalujemy Windows 10 „RTM” i się nim bawimy.

Warto dodać, że Microsoft nie potwierdził oficjalnie, że kompilacja 10240 jest RTM. Należy też pamiętać, że do premiery nadal sporo czasu, więc z całą pewnością w Sklepie oraz w Windows Update do 29 lipca pojawi się wiele aktualizacji. Jednak nawet jeśli faktycznie nie jest to finalna, premierowa wersja Windows 10, to i tak jest ona jej bliska. A to oznacza, że autor tej notki zdecydował się na zaktualizowanie komputera „produkcyjnego”, a więc tego, którego używa do pracy i zabawy. Nie oprócz Windows 8.1, nie w ramach maszyny wirtualnej, a zamiast. Dokonaliśmy pełnej aktualizacji i od dziś będziemy dzielić się cyklicznie wrażeniami z użytkowania Windows 10, a także spisywać swoje spostrzeżenia na potrzeby końcowej recenzji, którą opublikujemy w dniu premiery rynkowej tego sytemu operacyjnego.

Proces aktualizacji z dość bogatego w aplikacje Windows 8.1, przy wybraniu opcji zachowania wszystkich aplikacji, plików i ustawień trwał długo. Choć był bezobsługowy, to musieliśmy czekać ponad godzinę na komputerze z Core i5 Broadwell, 8 GB RAM i dyskiem SSD. A po instalacji dodatkowe kilkanaście minut aż system się „spolszczy” za pośrednictwem Sklepu (choć to tylko informacja dla tych, którzy pierwotnie wykorzystują inną wersję językową Windows z późniejszym doinstalowanym językiem polskim).

Już teraz wiemy, że aktualizacji ów system jeszcze wymaga. Aplikacje nadal, choć rzadko, lubią się zamknąć bez przyczyny, a sam system okazjonalnie się na pół sekundy zacina. Choć ten objaw może zniknąć: tuż po instalacji Windows po cichu wykonuje wiele zadań, jak synchronizacja od zera z chmurą, tworzenie punktów przywracania i tym podobnych. Choć fakt, że wiatraki w laptopie nie milkną zaczyna być niepokojący.

Wszystkie aplikacje i dane z Windows 8.1 zostały zaimportowane bezbłędnie. Choć istnieje jeden problem z OneDrivem. Nie jest to jednak usterka, a… pozbawienie nas genialnej funkcji znanej z Windows 8.1, a więc migawek plików. W bardzo dużym uproszczeniu: Windows 8.1 pozwalał na podgląd w Eksploratorze plików zarówno zsynchronizowanych plików, jak i tych dostępnych wyłącznie w chmurze, które system mógł na życzenie pobierać. Windows 10 nie ma tej funkcji, co oznacza, że w Eksploratorze widzimy wyłącznie w pełni zsynchronizowane pliki i foldery, które wybieramy przy pierwszym uruchomieniu OneDrive’a. To prawdziwa katastrofa.

Nadal też istnieje wiele niespójności wizualnych. Wiele menu które powinna cechować ta sama stylistyka wygląda zupełnie odmiennie. Choć nie ma śladu po „starociach” graficznych z czasów Windows 2000, które uchowały się nawet w Windows 8.1, to Windows 10 wymaga jeszcze kilku końcowych szlifów.

Na dodatkowe pytania dotyczące przebiegu procesu aktualizacji z przyjemnością odpowiemy w komentarzach. Tylko… dajcie nam chwilę pospać. By umilić oczekiwanie, prezentujemy galerię zrzutów ekranowych.

Kliknij i sprawdź galerię screenów:

Oglądaj również: Windows 10 - zmiany i nowości - Spider's Web TV

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst