Foto  / Artykuł

Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze chwila i tryb zdjęć seryjnych wyprze tryb filmowania

Podczas gdy nagrywanie w rozdzielczości 4K dopiero zaczyna nieśmiało wchodzić do konsumenckich kamer i aparatów, już dziś można osiągnąć znacznie wyższe rozdzielczości. Dla przykładu, przy odrobinie chęci i samozaparcia da się ze zwykłej lustrzanki wycisnąć nagranie RAW w jakości 4K, lub nawet 8K. I nie chodzi tu o nagranie timelapse, ale o film w czasie rzeczywistym.

W nadchodzących latach na rynek będzie trafiać coraz więcej sprzętów z możliwością nagrywania w rozdzielczości 4K. Już dziś potrafi to wiele urządzeń, nawet tych kieszonkowych. W 4K nagrywają smartfony (Samsung Galaxy Note 4), kamerki sportowe (GoPro Hero 4 Black), aparaty kompaktowe (Panasonic Lumix LX100), czy w końcu bezlusterkowce (Sony A7S, Panasonic Lumix GH4).

Po co nagrywanie, gdy mamy tryb zdjęć z szybkością 40 kl/s?

Tymczasem konkurencją filmów 4K mogą okazać się bardzo szybkie tryby zdjęciowe. Szybkostrzelność aparatów rośnie z roku na rok, a już dziś są sprzęty, dla których nie jest problemem seria 40 zdjęć w ciągu sekundy. To znacznie więcej, niż kinowe 24 kl/s, więc teoretycznie seryjny tryb zdjęć może posłużyć do zarejestrowania materiału, który można złożyć w film.

Tyle tylko, że prędkości tego pokroju są utrzymywane przez bardzo krótki czas. Ilość danych, jakie aparat musi przetworzyć w ciągu sekundy, jest ogromna. Dziś aparaty jeszcze sobie z tym nie radzą, ale za jakiś czas powinno się to zmienić, za sprawą nowszych procesorów obrazu.

Tryb zdjęć seryjnych ma jednak jedną zasadniczą przewagę nad trybem filmowym. Chodzi oczywiście o rozdzielczość. Film w 4K ma 3840x2160 pikseli, czyli 8,29 megapiksela. Tymczasem większość aparatów ma dziś matryce o rozdzielczości z przedziału 16-24 milionów pikseli, a zatem taką rozdzielczość mógłby mieć film zarejestrowany ze zdjęć.

Z tego założenia wyszli Miguel de Olaso i Art Sanchez – dwójka fotografów, która stworzyła niecodzienny projekt filmowy. Panowie wykorzystali w swoim projekcie Nikona D800, którego sensor ma aż 36 milionów pikseli. Dzięki temu pojedyncza klatka ma rozdzielczość wyższą od standardu 8K (8192x4320, czyli 33,18 megapiksela).

Tylko dla wytrwałych

Panowie napotkali dwa główne problemy. Największym była szybkość trybu seryjnego aparatu, która wynosi tylko 5 kl/s. Do standardu 24 kl/s jest więc długa droga. Nie jest problemem stworzenie filmu poklatkowego timelapse, jednak charakteryzuje się on znacznie szybszym tempem. Tymczasem w całym projekcie chodziło o zarejestrowanie filmu w czasie rzeczywistym.

Aby to osiągnąć, fotografowie posłużyli się interpolacją, czyli wypełnieniem luk pośrednimi klatkami, stworzonymi przez algorytm. Nie jest to idealna technika, bowiem w ten sposób nie da się przedstawić szybkiego ruchu. Okazuje się jednak, że do nagrań architektury i krajobrazu pomysł sprawdza się doskonale, nawet jeśli kamera powoli się porusza.

Drugim problemem był limit długości serii, który Nikon z niewiadomych powodów ustawił na 100 zdjęć. Okazuje się jednak, że to ograniczenie można łatwo obejść dzięki użyciu zewnętrznego interwałometru, który wymusza wyzwolenie migawki co zadany odstęp czasu.

W efekcie udało się stworzyć nagrania w jakości 4K i 8K. Ich przeskalowane wersje możecie obejrzeć wyżej. Fotografowie nazwali swoją technikę jako Quicklapse, czyli szybki timelapse.

Czy takie rozwiązanie się przyjmie?

Zaletą techniki jest możliwość rejestracji materiału w formacie RAW, dzięki czemu możliwości obróbki są praktycznie nieograniczone. Dzięki temu każda klatka filmu ma fotograficzną jakość.

Wadą jest brak możliwości nagrywania poruszających się szybko obiektów oraz niedorzecznie długi czas pracy nad obróbką. Fotografowie cały materiał w formacie RAW obrabiali w Lightroomie, a eksport wszystkich zdjęć trwał… 2 tygodnie ciągłej pracy komputera. Następnie całość było trzeba było poskładać w programach After effects i Sony Vegas.

Efekty są rewelacyjne – obraz jest niesamowicie ostry i szczegółowy – jednak na obecnym etapie quicklapse jest jedynie ciekawostką. Mimo wszystko, być może właśnie widzimy przyszłość filmów.

Kto wie, może za kilka lat ultraszybkie tryby zdjęć seryjnych zupełnie wyprą tryby filmowania.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst