Tech  / Felieton

Tutaj miało być porównanie Filmów Google do polskiego VOD, ale nie będzie...

W tym miejscu miało być długie, wyczerpujące i ozdobiona dziesiątkami tabelek i wykresów, zestawienie ofert dostępnych w Polsce serwisów VOD. Cel? Sprawdzenie, czy wejście Filmów Google Play na nasz rynek cokolwiek zmieni i czy oferta amerykańskiego giganta prezentuje się na tle konkurencji atrakcyjnie. Takiego zestawienia nie będzie. Bo nie ma żadnego sensu.

Nie lubię czegoś krytykować od początku do końca. Zawsze staram się znaleźć jakiś, nawet najmniejszy punkt zaczepienia, jakąś drobnostkę, którą można pochwalić. Ktoś przecież usiadł nad tym, poświęcił czas, pracę i pieniądze, stawiając czoła masie przeciwności. Należy mu się choć jedno dobre słowo, nawet jeśli produkt jest słaby. Polskiemu rynkowi VOD nie należy się nawet to.

Metodologia porównania miała być dokładnie taka sama jak w przypadku serwisów streamujących muzykę. Wybranie kilku największych i może dwóch albo trzech mniejszych graczy, zestawienie opcji dostępu, cen, modeli biznesowych i wszystkiego, co w jakiś sposób dotyczy klienta, a na końcu porównanie ofert na przykładach popularnych pozycji.

remote_control

Miałem szczęście, że zacząłem od tego ostatniego, bo w przeciwnym przypadku plułbym sobie w brodę, że niepotrzebnie straciłem tyle czasu albo co gorsze, musiałbym dociągnąć porównanie do końca, bo „przecież tyle już zrobiłem”.

Wybór kategorii porównawczych był dość prosty i zbliżony do tego z porównania serwisów muzycznych. Zamiast jednak utworów z list przebojów, wybrane zostały filmy najpopularniejsze i najlepiej oceniane według użytkowników Filmwebu. Można się spierać z ich gustem, ale kilka czy nawet kilkanaście albo i kilkadziesiąt tysięcy głosów coś jednak mówi na temat danej pozycji.

Klasyki, nowości i...

Kategorie były cztery. Klasyka zagraniczna (najpopularniejsze filmy przed 2011) składała się ze Skazanych na Shawshank, Ojca Chrzestnego, Nietykalnych, Zielonej Mili i 12 gniewnych ludzi. Do klasyki polskiej zaliczył się Pianista, Przesłuchanie, Gadające głowy, Przypadek oraz Pociąg. W tym drugim przypadku akurat można się było domyślić, że „szału nie będzie”, ale wynik i tak był wstrząsający.

Dwie pozostałe kategorie miały pozwolić sprawdzić to, jak szybko (i ile) nowości pojawiają się w serwisach VOD, dzięki czemu zamiast iść do kina, wystarczy kliknąć jeden przycisk na wyświetlaczu naszego komputera, telefonu czy tabletu.

filmy i seriale online

Pięcioma najlepiej ocenianymi nowościami zagranicznymi z 2013 roku (2014 odpadł ze względów, które zostaną wymienione później) okazały się Wyścig, Koneser, Kapitan Phillips, Labirynt oraz Hobbit: Pustkowie Smauga. Z polskich do gry włączył się Jack Strong, Powstanie Warszawskie, Kamienie na szaniec, Pod Mocnym Aniołem i Wkręceni.

Żeby nie było – w zestawieniu nie brały udziału dwa czy trzy serwisy. Łącznie było ich aż 9 – Filmy Google Play, Apple iTunes, VOD.pl, Ipla, TVN Player, TVP VOD, Ipex, Kinoplex i HBO Go. Wprawdzie oprócz nich istnieją jeszcze na naszym rynku inne, ale mogłoby się wydawać, że to wystarczy. Zestawienie serwisów muzycznych było przecież pod tym względem uboższe, a i tak wyniki były bardziej niż satysfakcjonujące.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że TVN czy TVP robią VOD prawie wyłącznie po to, żeby promować własne produkty, ale komu szkodziło dodanie ich do zestawienia. Jakie były więc rezultaty tego porównania?

Jednym słowem: dramat. Gdyby trzeba było zastosować jakieś powiedzenie, to z całą pewnością nadawałoby się to, które ostatnio zyskało sporą popularność i które odnosi się m.in. innymi do kupy kamieni (choć dwa pierwsze elementy pasują bardziej).

Gdyby natomiast porównać te poszukiwania do czegoś konkretnego, to byłoby to sprawdzanie kuponu w Lotto. Szóstki nie trafimy – to wiemy od razu – ale liczymy na to, że chociaż coś mniejszego. Tymczasem gdzieś trafimy jedną, gdzieś dwie liczby, ale generalnie absolutne zero. I tak wygląda rynek VOD w naszym kraju.

Powyżej znajduje się zestawienie najpopularniejszych zagranicznych filmów - od Ojca Chrzestnego, po stosunkowo "świeżych" Nietykalnych. Co i gdzie możemy obejrzeć? Odpowiedź w skrócie: nic i nigdzie. Jako jedyny coś do zaoferowania ma iTunes. Drogi, bo ceną zbliżający się do wydań na fizycznych nośnikach. Google oferuje wprawdzie m.in. Zieloną Milę, ale nie w Polsce.

W przypadku polskich filmów, jak łatwo (?) było się domyślić, było jeszcze gorzej. Tutaj już naprawdę musimy przejrzeć oferty wszystkich polskich serwisów, żeby na cokolwiek trafić, a i najprawdopodobniej i tak nam się to nie uda. 9 serwisów i 5 tytułów – daje to łącznie 45 kratek w tabeli. Zapełnione zostały… dwie.

W tym momencie poddałem się i odpuściłem szukanie polskich nowości, chociaż pewnie kilka kratek udałoby się uzupełnić. Chociażby Pod Mocnym Aniołem czy Wkręceni za 9,90 zł w VOD.pl.

Trzeba przy tym koniecznie zaznaczyć jedno. iTunes posiada tak naprawdę większość z zagranicznych tytułów, w tym również nowości. Co jednak z tego, skoro po znalezieniu określonego tytułu przez wyszukiwarkę Google, przekierowanie do iTunes generuje informację o tym, że produkt nie jest dostępny w Polskim sklepie. Nie jest i już, wyjedź i będziesz szczęśliwy, a jeśli nie, to przynajmniej pooglądasz w miarę nowe filmy.

itunes

Nie zmienia to jednak faktu, że wniosek Pawła z artykułu opublikowanego pod koniec zeszłego roku jest nadal aktualny. iTunes, jeśli chodzi o dostępność nowości, filmy z polskim lektorem lub napisami i ogólną ofertę, jest w Polsce liderem. Oferta Filmów Google Play w przypadku branych pod uwagę tytułów jest gorzej niż mierna, wliczając w to także zagraniczne nowości z 2013 czy 2014 roku. O pozostałych podmiotach biorących udział w porównaniu w ogóle nie ma co wspominać. Pozytywnie wyróżnia się jedynie VOD.pl, ale i tak jego biblioteka jest mizerna.

Zupełnie jak telewizja

Jedynym sposobem na stworzenie porównania, w którym nie pozostawiałoby się 90% kratek pustych, byłoby wybranie wspólnych dla wszystkich serwisów tytułów i zestawienie ich jakości, cen, opcji dostępu i podobnych. Tyle tylko, że z tego wszystkie i tak wyłania się jeden obraz - VOD w Polsce jest na razie bliższy klasycznej telewizji niż prawdziwemu "wideo na życzenie".

vod w polsce

Tak samo jak przy przeglądaniu programu telewizyjnego, tak samo w VOD mamy do dyspozycji bardzo ograniczoną "ramówkę", z tą różnicą, że nie musimy siadać do TV o określonej godzinie, a możemy odpalić film kiedy chcemy. Nie jaki chcemy, ale kiedy chcemy - z dwóch założeń VOD spełnione jest tylko jedno. Nie możemy przygotować karty płatniczej/wykupić abonamentu i mając w głowie tytuł, jaki sobie upatrzyliśmy, przygotować wieczorem colę i popcorn, zasiąść do komputera z przekonaniem, że obejrzymy to co chcemy. Nie. Jeśli spróbujemy tak zrobić, to skończymy wysypując popcorn do kosza, albo zajadając się nim przy oglądaniu zdjęć śmiesznych kotów.

Nie ma oferty dopasowanej do potrzeb widza, nie ma dostępu do przynajmniej w miarę nowych hitów (z pojedynczymi wyjątkami), nie ma cennika, który byłby w stanie zachęcić do oglądania, nie ma wyboru. Siadamy do dowolnego VOD i szukamy co by tu można obejrzeć - nie tego, co byśmy chcieli. Kiedy chcemy zabić czas, może to być rozwiązanie do zaakceptowania. W przeciwnym przypadku - nie.

Z całą pewnością jest masa powodów, dla których sytuacja na polskim rynku wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Warto jednak pamiętać o tym, jak jest naprawdę, zanim PR któregoś z VOD zacznie przekonywać, że jest świetnie.

Co z piractwem?

Nic. Pojawienie się Filmów Google Play nie zmieni nic, absolutnie nic. Wysokie ceny, brak dostępu do sporej części nowości i klasyków, które są w bibliotece czy brak atrakcyjnego modelu abonamentowego - to wszystko sprawia, że kto wcześniej korzystał z nielegalnego czy też "wątpliwego moralnie" dostępu do filmów, będzie to robił nadal.

klawiatura komputer

Nie popieram wprawdzie w żaden sposób piractwa i nigdy tego nie zrobię, bo nie ma ku temu żadnego powodu, ale z drugiej strony, patrząc na rynek VOD w Polsce, jestem w stanie przynajmniej częściowo ludzi działających w taki sposób zrozumieć. Branża filmowa ma problem z piractwem, ale z drugiej strony nie robi absolutnie nic , żeby cokolwiek w tej kwestii zmienić, działając tak, jakby chciała wycisnąć z klasycznych sposobów dystrybucji tak dużo, jak jeszcze się da, zanim ostatecznie trzeba będzie przenieść się na "cyfrę". W sumie trudno się temu dziwić.

Z drugiej strony natomiast legalne serwisy mają tak śmiesznie mało do zaoferowania, zarówno jeśli chodzi o jakość, jak i ofertę, że każdego kto płaci za dostęp do nich można uznać za "internetowego bohatera" i należy mu się szacunek (bez ironii!). Trzeba bowiem naprawdę sporo samozaparcia, żeby zapłacić kilkanaście złotych za film w jakości SD, kiedy tuż obok leży darmowe FHD, które do tego łatwiej (!) "nabyć". To nie powinno tak wyglądać. Niech będzie trochę drożej, choć z uwzględnieniem zarobków oraz cen i jakości wydań na fizycznych nośnikach, ale niech to ma ręce i nogi. Na razie to nie ma nawet nibynóżek.

Serwisy muzyczne wzorem?

Pozostaje więc nadzieja na to, że kiedyś w Polsce pojawi się jeden (lub więcej) serwisów przypominających Spotify czy Deezera, choć w filmowym wydaniu. Netflix za wielką wodą przyjął się doskonale, stając się poważnym graczem, oferującym dodatkowo własne, imponujące produkcje. Hulu i usługa Amazonu również cieszą się sporą popularnością.

muzyka dj klub pub bar

Powód jest jeden - większość z nas nie potrzebuje mieć już takich produktów na własność. Nie układamy pod telewizorem w rządku wszystkich pudełek z filmami, bo tak naprawdę nigdy nie obejrzymy ich drugi raz. Kupowanie filmu za 50 zł czy 70 zł jest po prostu niepotrzebnym wydatkiem. Chcemy natomiast oglądać dużo, jak najwięcej, płacąc jak najmniej albo za nic, stając się w zamian dobrowolnym celem reklam. Takie podejście zdało egzamin w przypadku muzyki, której nie tyle nie potrzebujemy na płytach, co nawet w formie MP3 - wszystko "leci" do nas prosto z internetu.

Pozostaje tylko kwestia różnicy w kosztach produkcji filmu i płyty z muzyką, ale to już niech odbije się w wysokości abonamentu na tego typu usługę.

Dopóki to wszystko się nie zmieni, pozostaje mi tylko cieszyć się, że zamiast filmów wolę książki, które w analogowej i cyfrowej formie mogę kupić wszędzie bez większego wysiłku. Osobom, które uwielbiają natomiast oglądać filmy w dobrej jakości, jednocześnie korzystając jedynie z legalnych serwisów VOD, mogę tylko autentycznie współczuć.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst