Motoryzacja  / Artykuł

Masz problemy z samochodem? Rozwiąże je… aktualizacja oprogramowania

Jeszcze do niedawna źle wyregulowane zawieszenie, podejrzanie wysokie spalanie, stare oprogramowanie w systemie informacyjno-rozrywkowym czy niepoprawnie działającą klimatyzację dało się naprawić tylko w jeden sposób – udając się do punktu, w którym zakupiliśmy samochód i zostawiając go na dłuższy lub krótszy czas w serwisie. Wiele wskazuje jednak na to, że te czasy powoli dobiegają końca i producenci będą mogli zdalnie nie tylko zdiagnozować problem, który dolega autu, ale także w wielu przypadkach usunąć go bez konieczności pozostawiania samochotu gdziekolwiek. Recepta? Bezprzewodowe aktualizacje oprogramowania.

Problem jest przy tym dość poważny, ponieważ według najnowszych badań mniej więcej 60% lub

nawet 70% akcji serwisowych przeprowadzonych w ostatnim czasie na terenie Europy i Ameryki Północnej związanych jest właśnie z błędami w oprogramowaniu samochodów,

a nie faktycznymi usterkami. I nie chodzi tu tylko o aktualizację map czy zmianę UI systemu widocznego na ekranie nawigacyjnym. Biorąc pod uwagę, jak wielkie znaczenie ma obecnie elektronika w naszych autach i jak wieloma istotnymi elementami zarządza, im szybciej będziemy w stanie usunąć nieprawidłowości w oprogramowaniu, tym lepiej dla naszej wygody i przede wszystkim bezpieczeństwa. O ile prostsze byłoby to wszystko, gdyby zamiast całej, wielogodzinnej wyprawy, wystarczyło po prostu dotknąć przycisku „Ok” na wyświetlaczu i po kilkudziesięciu minutach mieć pewność, że najważniejsze problemy, nawet te, o których nie wiedzieliśmy, zostały rozwiązane. Owszem, w niektórych przypadkach możliwa jest aktualizacja z pendrive, ale w porównaniu do aktualizacji całkowicie bezprzewodowej, nie jest to jednak tak samo wygodne.

Gran_Turismo_6_PlayStation_3_gry_samochody_konsole_premiery_sony_tesla_02

Producentem, którego można uznać za pioniera w tej kwestii jest oczywiście Tesla, której model S otrzymał już od premiery kilka tego typu aktualizacji. Pierwsza, dostępna we wrześniu wprowadzała raczej kosmetyczne zmiany – poprawki w systemie obsługi wyświetlacza dotykowego, odtwarzaczu muzyki – oraz jedną dość poważną, związaną z maksymalnym wyświetlanym przez samochód zasięgiem na pojedynczym ładowaniu.

To jednak kolejna, wysłana do użytkowników zaledwie wczoraj, jest symbolem tego, czego w przyszłości możemy spodziewać się po aktualizacjach oprogramowania w naszych autach. W związku z analizą sytuacji, w których w modelu S doszło do pożaru, okazało się, że powodem było zbyt niskie ustawienie poziomu zawieszenia. W co najmniej dwóch przypadkach samochód podczas jazdy na autostradzie przejechał nad metalowym przedmiotem, który spowodował uszkodzenie akumulatora umieszczonego w tym modelu pod podłogą.

aktualizacja samochodu

W dotychczasowej rzeczywistości wiązałoby się to najprawdopodobniej z zakrojoną na szeroką skalę akcją serwisową, w ramach której użytkownicy musieliby udać się do salonów, gdzie wgrane zostałoby nowe oprogramowanie. Tutaj wystarczy jedynie potwierdzić chęć dokonania aktualizacji, odczekać dwie godziny i już możemy przestać obawiać się, że samochód podczas jazdy obniży się do niebezpiecznego poziomu.

Nic nie stoi przy tym na przeszkodzie, aby takiej aktualizacji nie dokonywać od razu – z auta nie można w tym czasie w ogóle korzystać, ani tym bardziej przeprowadzać instalacji nowego systemu w czasie jazdy – i np. wyznaczyć termin jej wykonania na godziny wieczorne, kiedy po powrocie z pracy będziemy pewni, że nie musimy już nigdzie danego dnia jechać. Uziemienie samochodu na dwie godziny nie jest wprawdzie przyjemne, ale biorąc pod uwagę fakt, że na dojazd do salonu i powrót zeszłoby nam jeszcze więcej czasu (nie wspominając o samym czekaniu na instalację), wydaje się być to rozwiązaniem o wiele wygodniejszym.

Wszystko wskazuje, że taka przyszłość czeka nie nie tylko posiadaczy egzotycznych u nas aut produkowanych przez Teslę,

ale sporą część klientów, którzy w ciągu najbliższych lat zdecydują się na zakup samochodu. Początkowo będą to modele z wyższej półki, później ze średniej, a na końcu nie będziemy mogli się już przed tym w ogóle obronić. Szacuje się, że obecne oprogramowanie samochodowe ma od około 40-50 milionów, do nawet ponad 100 milionów linijek kodu. Miejsc na błędy, nawet pomimo trwających długie miesiące testów, jest zbyt wiele, żeby udało się wprowadzić na rynek produkt idealny pod każdym względem. Tym bardziej, że jeśli weźmiemy pod uwagę to, z jakimi błędami do sprzedaży trafiają obecnie samochody, możemy mieć poważne wątpliwości co do jakości lub przynajmniej efektywności procesu testowego.

tesla s

Na szczęście nie tylko Tesla zdecydowała się na wprowadzenie tego rozwiązania i lista producentów samochodów wspierających bezprzewodową aktualizację oraz dostawców odpowiednich usług jest z miesiąca na miesiąc coraz dłuższa. Podobnie proces instalacji nowego oprogramowania można przeprowadzić w wybranych pojazdach firm takich jak m.in. Mercedes Benz, Toyota, BMW czy Chrysler, a systemami aktualizacji OTA zajmuje się chociażby Red Bend Software, Vector czy należące do BlackBerry QNX. Do tej pory jednak żaden z producentów samochodów nie zdecydował się na tak poważną, dostarczaną w całości bezprzewodowo, zmianę w oprogramowaniu jak Tesla.

Co jednak najważniejsze, sporo osób chce mieć możliwość takiej aktualizacji samochodu, nawet pomimo tego, że jest to technologia dość świeża, a więc niekoniecznie wszyscy muszą dążyć ją zaufaniem. Zgodnie z ostatnimi badaniami Gartnera, zainteresowanie takimi usługami wykazuje ponad 40% klientów i prawdopodobnie z czasem będzie rosło, tym bardziej, że ten segment rynku rozwija się bardzo szybko. Obecnie aktualizacja zajmuje kilkadziesiąt minut lub nawet ponad dwie godziny, natomiast niektóre proponowane rozwiązania pozwolą dokonać takiej operacji w kilkanaście minut.

volvo concept

Z drugiej strony, pomimo wygody korzystania z takiego rozwiązania, należy sobie zadać jedno istotne pytanie – czy popularyzacja aktualizacji OTA w przypadku oprogramowania samochodów nie spowoduje uchylenia furtki, która pozwoli producentom jeszcze mniej przykładać się do przeprowadzanych przed premierą testów?

W końcu czym innym jest ogłoszona we wszystkich mediach akcja serwisowa, w ramach której tysiące lub dziesiątki tysięcy samochodów musi powrócić na pewien czas do salonów, a czym innym cicha aktualizacja, w której przecież wszystkie, nawet najpoważniejsze zmiany można opisać jako „bug fixes”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst