Foto  / Felieton

Nie ufajcie sprzedawcom w sklepach i gazetkom promocyjnym

227 interakcji
dołącz do dyskusji

Kilka dni temu przy codziennym opróżnianiu skrzynki ze spamu (mowa o skrzynce pocztowej, nie mailowej), natknąłem się na gazetkę sklepu „nie dla idiotów”. I po prostu mnie zamurowało.

Co takiego w niej znalazłem? Lustrzankę Sony A3000 (ILCE3000). Fajna, duża, czarna, z wymiennymi obiektywami, na dodatek niedroga. Tyle tylko, że taka z niej lustrzanka, jak ze mnie królowa angielska. Sony A3000 to bezlusterkowiec z krwi i kości. Konkretniej mówiąc, jest to nowa linia bezlusterkowców, które jak sama nazwa wskazuje, lustra nie mają. Zatem A3000 z lustrzanką ma tyle wspólnego, co pralka z lodówką.

Ale że obudowa duża i czarna, to klient łyknie. I pochwali się przed sąsiadem, że sobie profesjonalną „luszczankę” sprawił. I nareszcie będzie mógł założyć na fejsie fanpage Jan Kowalski Photography (w końcu z lustrzanką można, no bo zakładać taką stronę z bezlusterkowcem? Jakoś tak głupio i w ogóle nieprofesjonalnie).

Tyle tytułem wstępu, ale ten błąd sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad obsługą pracującą w marketach elektronicznych.

Za każdym razem gdy jestem w takim sklepie, klienci pytają o aparaty nie mając absolutnie żadnej wiedzy o sprzęcie. Coś tam im świta, że megapiksele, że ISO. Ale co z czym – nie wiadomo. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli – taka postawa jest całkowicie OK, w końcu nie każdy musi znać się na aparatach.

DSC09113

Tyle tylko, że obsługa bardzo często ma równie niskie pojęcie, jak sam klient. Na pytanie o polecany aparat, ekspedient wskaże oczywiście ten droższy. Jeżeli zapytamy o jakość zdjęć, dostaniemy odpowiedź, że lepsze zdjęcie zrobi ten aparat, który ma więcej megapikseli. Ergonomia, wizjer, dobra bateria? Niekoniecznie, ważne, że jest Wi-Fi, NFC. I odpowiednio wysoka cena.

Żeby nie być gołosłownym – ostatnio zapytałem w sklepie czym różni się nowy Sony NEX 5T od starszego 5R. Jedyna różnica między tymi modelami, to dodanie NFC w nowszym modelu. A co usłyszałem? Że nowszy aparat generuje mniejsze szumy, daje ostrzejszy obraz i generalnie jest lepszy i szybszy.

Jest to denerwujące, bo kiedy idę po odkurzacz, chcę kupić model optymalny w stosunku do moich potrzeb, a nie najdroższy w sklepie. I ja także nie mam pojęcia co to ten cały filtr HEPA i do czego służy turboszczotka. Pytam o to sprzedawcę i liczę, że będzie miał chociaż minimalnie większe pojęcie na ten temat niż ja. Niestety, ekstrapolując przykład aparatów, wiem że tak wcale być nie musi.

Dlatego też przeważnie informacji szukam w Internecie, nie u sprzedawcy w sklepie. Nie można ufać sprzedawcy, to oczywiste.

Jednak tym, co irytuje mnie w zachowaniu wspomnianego sklepu, jest jego jawne oszustwo. Bezlusterkowiec nie jest lustrzanką! To nie jest kosmetyczna, pomijalna różnica, to są dwa całkowicie różne aparaty. Zaczynając od zupełnie innego systemu obiektywów, poprzez całkowicie odmienny autofocus, na słabszej baterii kończąc. Lustrzanka i bezlusterkowiec przeznaczone są do innych celów, a mieszanie tego nazewnictwa jest zwykłym oszustwem.

Idąc dalej tym tropem, można wziąć kompakt z megazoomem i także sprzedawać go jako lustrzankę. W końcu też jest duży i czarny, może klient się nie pozna.

Ta sytuacja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jeśli robić zakupy, to tylko w Internecie. Raz, że taniej, dwa, że nikt mi nie wciśnie szczotki do parkietu zamiast obiecanej turboszczotki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst