Wygrywają startupy, które sięgają po nisko wiszące owoce
„Zdarza się, że wychodzę z pracy i zapominam wyłączyć lutownicę”. „Przychodzę na stację wypożyczania rowerów miejskich Veturilo i widzę tylko puste stojaki”. Na takie zdania reakcje zwykle są dwie. Pierwsza – słuchacz kiwa głową ze zrozumieniem i zaraz zaczyna opowiadać swoją historię, jak to kiedyś zostawił włączoną kuchenkę mikrofalową i cudem, tylko cudem, udało się zapobiec wysadzeniu w powietrze znanego biurowca w Warszawie. Druga – słuchacz kiwa głową ze zrozumieniem, a w duchu myśli „Pfff, co za cioł*, i jeszcze tym się chwali”. * cioł – ang. loser

REKLAMA