Operatorzy  / Felieton

A Orange dzwoni, dzwoni, dzwoni...

327 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Wczoraj na mój numer stacjonarny zadzwonił najgorzej wyszkolony konsultant telefoniczny Orange, jakiego słyszałam, a uwierzcie - tych dzwoniło już mnóstwo. Zaczął od krytyki oferty cenowej Netii, potem chciał wysłać jakiegoś członka mojej rodziny za granicę, potem szukał w mojej rodzinie inwalidów. A tak w ogóle nie chciał się rozłączyć i przez dobre 5 minut nie wyczuwał, że stał się bohaterem ironicznych żartów.

Do konsultantów Orange i ich telefonów jestem już przyzwyczajona - są jak część krajobrazu, jak na przykład jezioro, które widzę za oknem. Są, dzwonią, jezioro jest i już. Chociaż w jeziorze czasem na zimę woda znika, więc jezioro też. Za to telefony od Orange są i najwidoczniej będą zawsze. Bo jako osoba, która nie jest klientem Orange według informacji, jakie uzyskałam na Infolinii i na Facebooku, nie mogę "cofnąć" zgody na przedstawianie mi ofert handlowych. Świetnie!

Tak naprawdę to ja nic przeciw tym biednym konsultantom pracującym za 7 zł brutto na godzinę (plus prowizje!) nie mam. Dzwonią do tych wrednych ludzi, którzy nic nie chcą i już na starcie muszą wypytać, jaki abonament u konkurencji ma klient, a na dodatek często sami nie potrafią zaoferować lepszego.

W zasadzie konsultanci Orange i tak lepsi, niż panie zapraszające na pokazy kołder zrobionych z wełny feniksa połączonych z prezentacją nowych garnków i rozdawnictwem firmowych długopisów. Tylko, że ostatnio telefony od Orange zrobiły się bardzo irytujące, nawet nie dlatego, że zawsze rozlegają się w najmniej odpowiednim momencie, a dlatego, że widocznie przed słuchawkami usiadła nowa fala coraz bardziej zdesperowanych na sprzedaż konsultantów.

Podczas kilku ostatnich rozmów prosiłam więc, by usunięto mnie z bazy i nie dzwoniono więcej. Pamiętam, że sama gdy dzwoniłam do ludzi (ale w ramach innego operatora) to miałam możliwość zaznaczenia w systemie, że klient nie życzy sobie więcej kontaktu. Nie wiem, co działo się potem z taką informacją, ale to już nie leżało w mojej kompetencji. W Orange jednak najwidoczniej takie prośby są ignorowane.

Wczorajsza rozmowa z konsultantem Orange była jednak tak absurdalnie głupia, że nawet ja sama się zdziwiłam. Szło to mniej więcej tak, w skrócie:

- z jakiego operatora pani korzysta?

- z Netii...

- Netia ma straszne ceny, jakość zresztą też, my zaproponujemy...

- ale ja nie jestem zainteresowana, skąd pan dzwoni?

- ja dzwonię z Orange, (tu padło jakieś nazwisko), ma pani w rodzinie kogoś z grupą inwalidzką? Może wśród znajomych? [w sumie nie wiem, o co chodziło]

- nie, nie mam...

- a z rodziny może ktoś jest za granicą?

- nie...

- bo mamy świetne plany taryfowe, w ramach których można tanio dzwonić za granicę...

- ale ja nie dzwonię za granicę, ja dzwonię lokalnie i międzymiastowo tylko...

- a nikt z pani rodziny czy znajomych nie wybiera się za granicę? Może ktoś do pracy? Byłoby jak znalazł.

- a dlaczego pan chce wysyłać moją rodzinę za granicę, obniżać nasz produkt krajowy brutto? Dobrze wszystkim jest tu w Polsce.

- ja nie chcę, ja chcę przedstawić pani ofertę... Czy jest pani zadowolona z obecnego abonamentu? Pewnie drogi, jak w Netii?

- mój obecny abonament jest fantastyczny! 99 złotych za telefon i internet, rozmawiam ile chcę, tylko za komórki muszę dopłacać, ale to w sumie z komórki na komórki dzwonię, więc nie dopłacam...

- a ja mam dla pani za 119 złotych ofertę, nie będzie pani musiała dopłacać...

- ale czy pan słyszał, co powiedziałam? Płacę 99 złotych i nie dopłacam. W ogóle wie pan co - źle pan prowadzi tę rozmowę. Napierw zaczął pan od oczerniania konkurencji - tak się nie robi, zero przyzwoitości!, potem pan chce moją rodzinę za granicę do pracy wysyłać, teraz pan w ogóle nie słucha, co się do pana mówi. Nie tak się sprzedaż prowadzi!

- ale jest pani pewna, nie zna pani żadnych osób z grupą inwalidzką?

....

Przez te emocje, wysyłanie mojej rodziny za granicę i rzucanie grochem o ścianę z ulgą powitałam rozłączenie się, zapomniałam zażądać, by do mnie więcej nie dzwoniono z Orange. Zresztą to pewnie by i tak nic nie dało. Chwyciłam ponownie za słuchawkę, weszłam na stronę Orange po numer kontaktowy i próbowałam połączyć się z kimś żywym, kto pewnie przełączy mnie do lidera grupy, który przełączy mnie do menadżera, który przełączy mnie do kogoś, kto ma jakieś kompetencje (w końcu pracowałam w Call Center!:)).

W tym momencie powinnam spuścić zasłonę milczenia i powiedzieć, że oprócz kontuzji kciuka od klikania odpowiednich numerków by dostać się w odpowiednie działy dopadła mnie też irytacja. Tak więc też zrobię.

Ponieważ ciężko było mi skontaktować się z żywym, nie bezczelnym i rozłączającym się stworzeniem pracującym za więcej, niż 7 zł brutto za godzinę stworzeniem, zdecydowałam się na coś, czego ogólnie nie lubię i czego nie popieram, czyli na zapytanie na fanpejdżu na fejsbuniu. Taka forma komunikacji nie przypada mi do gustu - publiczne pranie brudów nie jest w porządku, ale próbowałam telefonicznie. Zapytałam więc, tak po prostu, pod jakim numerem mogę skontaktować się z kimś żywym i kompetentnym. I zaczęła się górka!

orange

Orange na Facebooku twierdzi (po kilkukrotnym niezrozumieniu moich próśb, po podaniu mi numerów, na które już wcześniej dzwoniłam i które nie działają, bo NIE JESTEM ICH KLIENTEM), że ponieważ nie jestem ich klientem, nie mogę cofnąć zgody na marketingowe wykorzystanie danych.

Udzielono mi rady, żebym... poprosiła mojego operatora o zablokowanie anonimowych rozmów. No, brawo! Genialne - nikt z numeru zastrzeżonego, a nawet ja sama czasem dzwoniąca na mój numer stacjonarny, nie będę mogła się wtedy dodzwonić, bo Orange nie ma możliwości zaprzestania wydzwaniania do mnie! Będą dzwonili i już, będą nękali mnie telefonami i nic z tym nie mogę zrobić, bo NIE JESTEM ICH KLIENTEM.

Nagle absurdalna rozmowa i zwykła chęć zablokowania rozmów marketingowych przerodziła się w dziwną krucjatę typu "o nie, teraz to już nie daruję!". Pal licho stracony na rozmowy czas, i tak byłam za dobra dla konsultantów. Jednak publiczne stwierdzenie, że nie przestanie się do mnie dzwonić z ofertami handlowymi i nie ma na to rady, że w zasadzie to nie mogę Orange tego zabronić, zakrawa już o kpinę!

Wiem, że nie tylko ja mam takie problemy. Wiem, że nasze prawo nie jest egzekwowane, przez co często jest - jak w tym przypadku - ignorowane. Tak publicznie i bezczelnie. BO NIE JESTEM KLIENTEM. Może mam na tydzień przenieść się do Orange, wtedy wycofać zgodę i odejść? Pewnie i tak telefony nie ustaną, bo dlaczego nie?

Według Ustawy o Ochronie Danych Osobowych mam prawo uzyskać informacje, skąd pochodzą moje dane, co się w nich znajduje, komu są i były udostępniane oraz mogę zażądać zaprzestania przetwarzania moich danych w celach marketingowych. Szkoda jednak, że nie da się tego załatwić tak "po ludzku", czyli na infolinii poprosić o wycofanie danych z baz marketingowych. Będę musiała pisać pisma, słać listami żądania i prośby. Szkoda, że Orange tak traktuje nieswoich klientów, których wręcz nagabuje.

Z dodzwonieniem się i załatwieniem sprzedaży nie mają takich problemów, można to zdalnie załatwić... Bo normy trzeba wyrobić!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst