Tech

Sony ma być firmą... ubezpieczeniową jeszcze przez dwa lata

Japoński gigant biznesu elektronicznego Sony ogłosił, że roczne wyniki na koniec marca 2012 r. będą jeszcze gorsze niż wcześniej sądzono. W zasadzie to stan finansów Sony jest katastrofalny – w zeszłym roku firma dołożyła do interesu ponad 4 mld dol. Przekładając to na sumy krążące w ostatnich dniach – za roczną stratę Sony można by kupić cztery Instagramy. To także więcej niż roczne przychody tego, który 1 mld dol. na Instagram wydał, czyli Facebooka. Gorzej już w Sony być nie może, więc.. musi być lepiej.

To już czwarty rok z rzędu, w którym Sony zamiast zarabiać pieniądze traci je. Na rynku, który historycznie generował największe przychody japońskiego gracza – telewizorach – Sony stracił ponad 10 mld dol. w ciągu 10 ostatnich lat. Po raz kolejny najbardziej dochodową linią działalności Sony w ostatnim roku okazały się… usługi finansowe, a w nich ubezpieczenia, co podkreśla wyjątkowo niezdrową sytuację u japońskiego giganta. Nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby przecież Sony firmą ubezpieczeniową.

Limit wymówek już dawno się skończył. W końcu ileż można zwalać winę na kolejne roczne straty na: a) niekorzystny kurs yena, b) powodzie, czy tsunami w Japonii, c) niezależną od producenta stagnację na rynku telewizorów. Czas to jasno powiedzieć – liczba masakrycznych pomyłek marketingowych Sony w ostatniej dekadzie jest zatrważająca. Mając markę Walkman, która byłą marką generyczną, czyli taką, która nazywała całą kategorię produktów swoją nazwą, Sony kompletnie przegapił moment, w którym Apple wystrzelił ze swoim iPodem, który notabene przejął nazewnictwo całej kategorii przenośnych odtwarzaczy. Kontrolując jedną z czterech największych wytwórni muzycznych na świecie, Sony przegrał sromotnie bitwę o sprzedaż cyfrowej muzyki z iTunesem (ponownie z Apple’em). W telewizorach przegrał z Samsungiem, a w internecie nie ma go prawie wcale.

Gdzie więc jest Sony? W konsolach do gier, bo PlayStation wciąż jest światowym synonimem rozrywki graczy na najwyższym poziomie. Jako tako radzi sobie także dział produkujący sprzęt fotograficzny oraz obróbki zdjęć. Dobrze stoi także wytwórnia filmów. I na tym plus jeszcze na rynku mobilnym na bazie przejętego udziału z joint-venture z Ericssonem, Sony chce odbudować swoją potęgę. Strategia powrotu do gry przyjęła wdzięczną nazwę Sony One, a do jej realizacji zatrudniono nowego szefa. Słynny Sir Howard Stringer, rządzący Sony w ostatnich latach został usunięty z pozycji szefa firmy, a jego miejsce zajął Kazuo Hirai, któremu Sony zawdzięcza jedyny wielki globalny sukces ostatnich lat, czyli PlayStation.

Hirai zaczął od… brudnej roboty, czyli restrukturyzacji. W ostatnim czasie Sony rozrósł się bowiem do gigantycznych wręcz rozmiarów – zatrudnia 200 tys. osób na całym świecie. Rozwija też – uwaga uwaga – ok. 3 tys. różnych produktów. Hirai zapowiedział, że zwolni 10 tys. osób, a to dopiero początek. Zmniejszona zostanie również drastycznie liczba rozwijanych produktów, a odpowiadać będą za nie nowi szefowie w nowej jednej strukturze organizacyjnej Sony. Sony One ma działać nieco jak Apple – z jednym silnym ośrodkiem decyzyjnym z elastycznymi zespołami pracującymi projektowo, a nie produktowo. To znaczy, że zespół rozwijający linię aparatów fotograficznych będzie ściśle współpracował z zespołami mobilnymi (tymi od smartfonów), jak i cyfrowej obróbki zdjęć.

Hirai obiecał również bardzo ambitne cele finansowe – w ciągu dwóch lat na nogi ma stanąć największy pod względem przychodów (obok nieszczęsnych usług finansowych) segment sprzedaży telewizorów. 10 mld strata w ostatniej dekadzie w ciągu dwóch lat ma się przełożyć na niewielki zysk operacyjny. Wiadomo także, że aktualny początek marketingowej ofensywy wokół smartfonów Sony to dopiero początek, bo nowy szef firmy widzi w nich produkty, które mają pociągnąć cały ekosystem produktów japońskiego gracza.

Jest w tym sens – Sony ciągle dysponuje bowiem największym obok Apple’a potencjałem w rozwoju tzw. cyfrowego hubu, który swój wielki rynek zbytu ma na urządzeniach mobilnych (smartfony, tablety, e-czytniki, odtwarzacze multimedialne). To po to Sony wskrzesił markę Walkman, to po to wykupił się ze spółki z Ericssonem, to dlatego wydaje gigantyczne pieniądze na kampanię reklamową smartfonów Sony – żeby mieć gdzie sprzedawać produkty cyfrowej rozrywki. Ma je przecież od dawna wszystkie: muzykę, filmy, gry i aplikacje.

Sony daje sobie dwa lata na odbudowę reputacji finansowej. Trzymamy kciuki by się udało. W końcu to wstyd, by firmą o takiej historii i tak wielkich zasługach dla rynku technologicznego nazywać dziś ubezpieczycielem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst