Tech

Samsung, Apple i najciekawsza wirusowa kampania ostatnich miesięcy

128 interakcji
dołącz do dyskusji

Samsung ostatnimi czasy ostro atakuje Apple’a w swoich reklamach. Najpierw sugerował, że „the next big thing” to nie żaden iPhone 4S, a sprzedawany na rynku Galaxy S II. Szykując nas do premiery następnego smartfonu Galaxy sugeruje, że „wszyscy inni” (czytaj: użytkownicy iPhone’a) to stado potulnych owiec. A teraz „zorganizował” kolejną kampanię. Skąd cudzysłów? Bo wszystkie media tak podały. A tymczasem sam zainteresowany twierdzi, że to nie jego sprawka.

Samsung i Apple wyraźnie się nie lubią. Nie ma nic odkrywczego w tym zdaniu. Obie firmy, zwalczając siebie nawzajem, stosują różne mniej lub bardziej wyszukwane chwyty. Apple walczy z Samsungiem głównie w sądzie, pozywając go o naruszenie należących do niego patentów i wzorów przemysłowych. Samsung odpowiada tym samym, na dodatek kreując kampanie reklamowe, które w złośliwy sposób nawiązują do marki Apple i użytkowników jej produktów.

Dlatego też w momencie, w którym Apple’owi znowu dostało się od marketingowców, wszyscy automatycznie założyli, że odpowiedzialność za to ponosi Samsung. Sprawa jest jednak dość zagadkowa, z uwagi na to, że sam zainteresowany uważa, że… o niczym nie wie.

Cała sytuacja miała miejsce w Australii. To miejsce, w którym Samsungowi się mocno oberwało od Apple’a. Ten doprowadził do czasowego wstrzymania sprzedaży tabletów Galaxy Tab z uwagi na „uderzające podobieństwo” do iPada. „Samsung” (sugerowałem wyżej skąd cudzysłów) przygotował swoją własną odpowiedź.

Pod sklepami Apple Store w Sydney zaczęły pojawiać się manifestacje. Profesjonalnie zorganizowane demonstracje z udziałem, nazwijmy to, „cywilów” (nie wiadomo, czy to ochotnicy, czy też wynajęci ludzie). Wszyscy mieli ze sobą jeden rodzaj transparentu. Kartkę lub planszę z napisem „WAKE UP” („obudźcie się”). Kto ma się obudzić? Rzecz jasna, klienci Apple Store, którzy są „niewolniczo oddani swojemu Apple’owi i Steve’owi Jobsowi”. Żadne inne hasła nie były skandowane. Nie pojawiło się ani razu słowo określające jakikolwiek produkt. Po prostu, „obudźcie się” w różnych formach (pod niektóre sklepy podjeżdżał nawet autokar z wielkim napisem „WAKE UP” z boku).

Pojawiła się też w Internecie witryna Wake Up Australia, na której trwa odliczanie do premiery nowego produktu Samsung Galaxy. Każdy rozsądny człowiek od razu wyciągnął wnioski, że za flash-mobami i viralową kampanią (nagrania na YouTube to absolutny hit w klikalności) stoi Samsung.

I tu pojawia się szkopuł, o którym wspominałem wcześniej. Oczywistym odruchem australijskich mediów technicznych było udanie się do biura Samsunga z prośbą o komentarz. Jedyne, co otrzymali dziennikarze, to oświadczenie: „Samsung Electronics Australia nie ma nic wspólnego z kampanią Wake-Up”. Co u licha?

Jeżeli to nie Samsung, to kto? Istnieje kilka możliwości. Sprawdziłem, która agencja reklamowa obsługuje Samsunga w tym kraju. Firma nazywa się Tongue. Poprosiłem wczoraj (ach te strefy czasowe) ich o komentarz w tej sprawie, ale najwyraźniej australijskie biura traktują weekend jako święto (jak ja im zazdroszczę, taka piękna pogoda za oknem…), i przez kilka godzin odpowiedzi nie otrzymałem . Zastanawiam się jednak, czy to możliwe, by agencja reklamowa przeprowadziła kampanię na rzecz swojego klienta bez jego wiedzy i zgody. Prawdę powiedziawszy, wątpię, ale może w Australii panują inne obyczaje. Jeżeli otrzymam odpowiedź, z pewnością uzupełnię notkę.

Pozostaje więc… no właśnie, co? Czy za tym wszystkim stoi jakiś inny konkurent Apple’a? W takim razie skąd witryna Wake Up Australia? A może jacyś ultra-fani Samsunga zorganizowali flash-mob? Ale w takim razie czemu nie chwalą się tym gdzieś?

Dziwne to wszystko i intrygujące. Jeżeli za tym wszystkim jednak stoi Samsung, tyle że incognito, to w Australii o całym wydarzeniu aż huczy. Jeżeli to prawda, to jestem pod wielkim wrażeniem umiejętności tworzenia tak zwanego buzzu. A jeżeli nie, to, raz jeszcze zadam pytanie: co u licha?!

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst