Kupisz PS6, skoro nawet fejs ma więcej RIGCZ-u od Sony?
Czy nadal planujesz kupić PS6, chociaż producent przestanie wydawać gry na płytach Blu-Ray? PlayStation 6 trafi na sklepowe półki bez napędu, a Sony ma graczy w nosie. To w sumie zabawne, że dziś od tej korporacji nastroje konsumentów lepiej odczytuje nawet… Mark Zuckerberg.

Chwilę po tym jak Rockstar ogłosił, iż GTA6 będzie dostępne wyłącznie cyfrowo, Sony zrzuciło bombę: od 2028 r. żadna gra na konsole z rodziny PlayStation nie będzie wydawana na Blu-Rayu. Gracze są tym głęboko oburzeni i nic dziwnego - za tytuły w wersji cyfrowej, chociaż te nie wymagają tłoczenia płyt ani produkowania i magazynowania pudełek, w praktyce zwykle płacimy więcej niż za wydania na fizycznych nośnikach. No paranoja.
Sony tłumaczyło się tym, iż rzekomo to sami konsumenci pokochali cyfrową dystrybucję, ale firma manipuluje danymi tak, by pasowały do postawionej przez nią tezy - a w tle jest, rzecz jasna, to nieszczęsne AI. Gracze z kolei rozumieją, iż korporacji zależy na ubiciu rynku gier używanych. PS Store ma być docelowo jedynym miejscem, gdzie takowe będziemy mogli nabyć, co pozwoli na dyktowanie cen. I w tym kontekście warto zadać pytanie:
Czy kupisz PS6?
Nowa konsola Sony nie została jeszcze oficjalnie zaprezentowana, ale jedno o niej już wiemy - o ile firma nie zmieni kursu, to będzie całkowicie pozbawiona napędu optycznego. Wiele osób już dziś deklaruje, iż w przypadku tej generacji nie wysupła pieniędzy na produkt marki Sony. Już wcześniej obawialiśmy się, iż PS6 będzie niezwykle drogie ze względu na globalny kryzys związany z cenami pamięci - ten sam, który sprawia, że PS5 drożeje zamiast tanieć.
Do niedawna gracze mogli racjonalizować sobie zakup drogiej konsoli tym, iż tak jak wydadzą sporo kasy na start, tak potem będą mogli przynajmniej kupować gry na płytach - czy to w sklepie, nierzadko taniej niż w PS Storze, czy to na rynku wtórnym za jeszcze mniejszą kwotę. Potem taką pozycję zaś mogliby sprzedać, co pomogłoby sfinansować zakup kolejnej. Okazuje się jednak, że w ramach kolejnej generacji Sony nie da takiej możliwości, bo PS6 będzie w pełni cyfrowe.
Pal jednak PlayStation 6, bo teraz to mam ochotę przerobić na żyletki moje PS5 Pro.
W ramach obecnej generacji pojawiło się pozbawione zarówno napędu, jak i opcji dokupienia go później PS5 Digital, na które sporo osób się zdecydowało. Co jednak ciekawe, zarówno w kolejnych rewizjach bazowego PS5, jak i w PS5 Pro, można takowy zamontować, jeśli dokupimy go we własnym zakresie. Co jeszcze ciekawsze - zaraz po premierze tej potężniejszej wersji konsoli, której w wersji z napędem na wielu rynkach kupić się nie dało, ten komponent się… wyprzedał.
Sam z dokupieniem napędu do PlayStation 5 Pro się z tego powodu wstrzymałem i czekałem, aż jego ceny spadły do akceptowalnego poziomu, czyli zbliżonego do ceny, jaką ustaliło Sony. Czuję się jednak zrobiony w bambuko, bo zdecydowałem się na PS5 Pro z nadzieją, że będę mógł grać na niej w gry wydawane na płytach przez wiele lat. Policzyłem sobie, iż inwestycja w napęd się zwróci, jeśli będę kupował nowe gry na fizycznych nośnikach, a potem je sprzedawał. A tu klops.
Mój napęd Blu-Ray do PS5 Pro stanie się bezużyteczny zanim skończy się na niego rękojmia.
Rzadko kiedy wracam do tytułów sprzed lat, więc możliwość odpalania starych gier z płyt nie jest dla mnie istotna. Napęd potrzebny mi był do tego, by przez kolejne lata móc kupować nowe gry na płytach, a potem je sprzedawać. Teraz dowiedziałem się, iż możliwe będzie to jedynie przez kolejne półtora roku, a potem, aby grać w nowe gry, będę musiał korzystać z PS Store. Uczyniło to zakup konsoli z napędem znacznie mniej opłacalnym niż zakładałem.
Jeśli z kolei chodzi o te napędy do PS5 i PS5 Pro, które po premierze tej ostatniej konsoli wymiotło ze sklepów, to warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Po uzupełnieniu zapasów magazynowych Sony ograniczyło możliwość zakupu tego opcjonalnego komponentu do jednej sztuki na osobę, powołując się na „wysokie zainteresowanie ze strony graczy. A teraz korporacja próbuje nam wmówić, iż gry na płytach to nisza, którą można pominąć.
A ja już nigdy nie zaufam Sony.
Ze sprzętów Sony korzystam od ponad dekady i kupiłem na nie mnóstwo gier - zarówno na płytach, jak i w PS Storze. Dokupiłem też masę oficjalnych akcesoriów takich jak kolejne pady, słuchawki i obie generacje gogli PS VR. Przez ten cały czas miałem poczucie, iż dobrze wydaję kasę, bo Sony faktycznie starało się prowadzić swój biznes w myśl haseł #4ThePlayers (Dl4 graczy) i #PlayHasNoLimits (Zabawa nie ma granic) i przez lata faktycznie tak było. To się jednak zmieniło.
Wygląda na to, że garnitury po lekturze Excela uznały, że pora golić owieczki. Sony strzeliło sobie tym w kolano tak, że rykoszetem oberwała stopa, ale firma ani myśli odnieść się do sprawy. Wróciła do postowania w social mediach i ignoruje graczy, którzy przerabiają hasła reklamowe na #4TheInvestors (Dl4 inwestorów) czy #GreedHasNoLimits (Chciwość nie ma granic). PlayStation nazywane jest z kolei PayStation, a w Polsce pojawił się hashtag #NieBądźcieSkurwySony.
A co ma do tego wszystkiego Mark Zuckerberg?
Należąca do niego Meta, która rozwija takie portale jak Facebook czy Instagram, również nie cieszy się dobrą opinią wśród konsumentów - oczywiście nie bez powodu. W przypadku tego ostatniego serwisu wprowadzono niedawno zmianę, która spotkała się z równie ciepłym przyjęciem, co koniec dystrybucji gier na płytach. W profilach użytkowników automatycznie zaznaczono zgodę na to, by wrzucone przez nich publicznie posty mogły być przerabiane z użyciem AI przez innych.
Firma spotkała się z falą słusznej krytyki, bo internauci mają dość naruszania ich prywatności oraz tej całej sztucznej inteligencji, która przynosi nam więcej złego niż dobrego. Efekt? Meta zdecydowała po kilku dniach, że… całkowicie wyłączy funkcję, która użytkownikom nie jest w smak. Mark Zuckerberg nie próbował przekonywać, iż tego chcą użytkownicy i nie udawał, że nic się nie stało. No i nie czekał, aż gniew odbiorców przeminie, tylko się wycofał.
Sony z kolei ani myśli cofnąć się o krok.
Buta korporacji, która udaje, że nic się nie stało, działa na graczy jak płachta na byka. Konsumenci są w stanie wybaczyć wpadki i są w stanie przejść do porządku dziennego nawet w obliczu niekorzystnych dla nich zmian, jeśli tylko firma wykaże się skruchą i po zabraniu ręki odda palec. W przypadku PlayStation nie ma jednak o niczym takim mowy. Do tego gracze szybko dostrzegli ruch na akcjach Sony, który wygląda jak uciekanie z tonącego okrętu.
Przyznam, że podziwiam Sony, iż postanowiło spuścić w kiblu całą swoją dobrą reputację jednym postem na blogu na chwilę przed premierą nowego sprzętu. Nawet jeśli przyszłość bez płyt jest nieunikniona, to dało się to rozwiązać znacznie lepiej. Jeśli tylko firma wydawałby PS6 w wersji bez napędu, ale zobowiązała się do wydawania gier na płytach na PS5 przez kilka kolejnych lat, aż konsola umrze śmiercią naturalną, to burza wokół tej sprawy byłaby znacznie mniejsza.
Sony samo podało krytykom wiadro amunicji.
Mówimy w końcu o korporacji, która na jednym wdechu zapowiedziała koniec gier na nośnikach, jak i zamknięcie sklepu PS Store na konsolach PS3 i PS Vita. Zrobiła to w dodatku chwilę po tym, jak usunęła z kont użytkowników filmy, za które ci zapłacili, bez żadnej rekompensaty. Trudno o bardziej jaskrawe przykłady tego, iż ograniczenie się wyłącznie do cyfrowej dystrybucji dóbr kultury, w tym gier, bynajmniej nie leży w interesie konsumentów.
W tej sytuacji osoby, które wydały pieniądze na PS5 lub PS5 Pro w wersji z napędem, mają prawo czuć się wystrychnięte na dudka. Fakt, iż od 2028 r. nowe gry nie będą wydawane na płytach, mogą uznać za zmienianie zasad w trakcie gry - nie tego oczekiwali kupując produkt Sony. W obliczu tej zmiany strategii dotyczącej fizycznych wydań trudno sobie wyobrazić, by dotychczasowi klienci wydali kolejne pieniądze na sprzęt od korporacji, która zalazła im za skórę.
Jedyną kartą przetargową Sony pozostają te nieszczęsne gry na wyłączność.
Nie da się ukryć, iż firma ma w swoim portfolio masę studiów deweloperskich, które wydają gry z uwielbianych przez odbiorców serii. Możliwe, iż Sony uznało, iż fakt, że od 2028 r. nie będzie się dało kupić kolejnych części tych cyklów w wersji fizycznej sprawi, iż gracze, którzy mają PS5, szybciej przesiądą się na pozbawione napędu PS6 i w końcu zaakceptują fakt, iż fizyczne kopie gier odeszły do lamusa i już nie wrócą - byle tylko dalej grać w exclusive’y.
Taki pomysł niby miałby nawet ręce i nogi, ale pamiętajmy, że lwia część powstających gier to tytuły multiplatformowe. W sytuacji, gdy PS6 będzie kosztowało masę siana, a do tego Sony będzie dalej sprzedawać gry w PS Storze za kosmiczne pieniądze, korzystniejszym finansowo rozwiązaniem może okazać się podłączenie peceta do telewizora i kupowanie gier na platformach Steam, Epic Games Store, GOG itd. Multiplatformy są tu zwykle tańsze niż na konsolach.
Sony zagrało va banque
Po przesiadce na PC stracimy dostęp do exclusive’ów od Sony, a tak jak wybrane gry na wyłączność na konsole PlayStation przez pewien czas po kilku latach od premiery trafiały na pecety, tak ptaszki ćwierkają, iż ten eksperyment został uznany za zbyt mało dochodowy. Sony najwyraźniej zaś liczy na to, iż jako gracze zgodzimy się na wszystko i kupimy PS6, byle tylko zagrać w Spider-Mana 3, Uncharted 5 i kolejnego God of Wara. I mam nadzieję, że się przeliczy.
Jak zareaguje na to wszystko rynek, to czas pokaże. Jak na razie przyszłość branży widzę w bardzo ciemnych barwach - aczkolwiek z pewnym rozbawieniem obserwuję renesans piractwa i kolejne informację o tym, iż rozwój emulatorów konsol Sony ruszył z kopyta. Jeśli tylko by się okazało, że gry na wyłączność da się odpalać na pecetach i to bez płacenia za nie ani złotówki, to Sony może uzna, że trzeba dolepić do PS6 napęd i spytać graczy, czy chcą coś z Avonu.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone konsolom:
Nie zdziwię się jednak, jeśli w tej sytuacji gracze uznają, że Sony nie zasługuje na ich kasę i na exclusive’y albo się wypną, albo będą je na złość firmie piracić. Z kolei pierwszym wyborem, jeśli chodzi o konsole, może stać się… Nintendo Switch 2. Japończycy trafili w dziesiątkę z jego ceną i specyfikacją, a do tego wydają masę gier, w tym na kartridżach, których nie znajdziemy nigdzie indziej - a ich różnorodność zawstydza exclusive’y od Sony.
Otwartym pozostaje pytanie, czy decyzja Sony nie sprawi, iż firma będzie musiała całkowicie zrewidować model biznesowy. Unia Europejska co prawda na dziś nie widzi zagrożenia w tym, iż gry na konsole PlayStation nie będą wydawane na płytach, ale z czasem korporacja może zacząć przegrywać batalie prawnicze. Z kolei uznanie PS Store’u za monopol byłoby dla niej czarnym scenariuszem, bo straciłaby kontrolę nad swoją platformą, o którą tak zaciekle walczy.
PS A co z Xboksem? Ten ma swoje problemy i nie bez powodu nie myślę o nim w kontekście kolejnego sprzętu do grania. Microsoft stracił niepowtarzalną szansę, by po przegranej generacji wygrać kolejną w przedbiegach. Jeśli tylko firma ogłosiłaby oficjalnie, iż nie wycofuje się z płyt, to masa ludzi z chęcią zmieniłaby barwy. Fakt, iż nowa szefowa Asha Sharma tego nie robi, to dla mnie jasny sygnał, iż następca Xboksów Series X|S również będzie pozbawiony napędu.
Dziennikarz działu technologie. W Grupie Spider’s Web od 2012 r. W swoich tekstach skupia się na Apple’u, telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą Rozrywka.Blog, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.