Ekonomista ma pomysł na system kaucyjny. Zero kolejek, zero kodów
Debata na temat systemu kaucyjnego trwa, ale to krytycy są w ofensywie.

Dr Łukasz Jasiński z Wydziału Ekonomicznego UMCS zaproponował własną alternatywę dla oddawania butelek i puszek.
- Wolałbym 10 "super-zbieraczy", którzy dobrowolnie obsługiwaliby system recyklingu odpadów i jeszcze na tym zarabiali, niż cały ten system kaucyjny, który jest przymusowy i obowiązkowy dla każdego, nawet dla tych, którzy nie chcą w nim brać udziału, ale muszą, bo raz na jakiś czas zdarzy im się kupić plastikową butelkę wody – stwierdził w rozmowie z "Kurierem".
Idealny "super-zbieracz" to np. postać znana mieszkańcom Lublina. W 2018 r. Super Zbieracz otworzył kebab dzięki środkom zebranym ze zbierania puszek. W ostatnim czasie jego działalność koncentrowała się na odbiorze zbędnych opakowań od tzw. Super Dostawców, czyli osób, które chciały przekazać mu surowce.
Ktoś dzwoni, a ja jadę. Posprzątam, zabiorę i z uśmiechem odjeżdżam. Super Dostawca jest zadowolony, bo ma wszystko posprzątane i ja też jestem szczęśliwy, bo robię to co kocham. Przyjeżdżam, działam i odjeżdżam – wyjaśniał "Kurierowi".
Dr Łukasz Jasiński dziwi się, że system kaucyjny zabiera pracę "tak przedsiębiorczej osobie, która wykonuje pozytywną robotę". Równie dobrze można jednak powiedzieć, że system kaucyjny daje szansę większej liczbie osób, które mogą zaangażować się w podobne aktywności. Złośliwie rzekłbym, że wręcz promuje przedsiębiorczość, ale wcale nie chciałbym, żeby tak system kaucyjny był postrzegany. Nie chodzi w końcu o to, że surowiec ma wartość tylko wtedy, jeśli można na nim zarobić. A jeżeli nie, to niech dalej leży, bo zyski i straty są niewidoczne albo nie uderzają w nas bezpośrednio.
Nie zmienia to jednak faktu, że tak się dzieje: ludzie się organizują i dogadują z sąsiadami czy lokalnymi firmami, by odbierać od nich opakowania lub też sami szukają ich w miastach, parkach czy innych wspólnych przestrzeniach.
Tyle że przez wielu dziwnym trafem nie są wcale nazywane Super-Zbieraczami, a śmieciarzami
Jeśli dobrze rozumiem słowa dr Jasińskiego, w idealnym świecie ludzie, którzy chcieliby sprzątać, dostawaliby za to sowite wynagrodzenie. Rzecz w tym, że problemem jest niekoniecznie - albo nie tylko - to, że taka aktywność się nie opłaca i chętnych brakuje, ale fakt, że tych śmieci w środowisku jest pełno. Za dużo.
Super Zbieracze działający z potrzeby serca robią co mogą. Ostatnio z ciekawości sprawdziłem, jak przebiegały akcje sprzątania rzek organizowane w ramach Operacji Czysta Rzeka. Np. portal bielsk.eu relacjonował, że bielskie morsy najczęściej do worków wrzucały "butelki, stare puszki, słoiki, wazon, figura ceramiczna oraz mnóstwo plastikowych butelek i opakowań". Na terenie Ciechanowca wolontariusze zebrali natomiast 123 worki odpadów.
W tym roku znaleźliśmy kilka e-papierosów, powerbank, opony samochodowe oraz dywan, walizkę, styropian, prześcieradło, wiadra plastikowe, doniczki, folie ogrodowe, worki po nawozach, a w wyrzuconych nieczystościach… fakturę jednego z okolicznych sklepów. Co ciekawe, wystawiona 11 kwietnia br. z przelewem jako formą płatności. Po prostu ręce opadają – relacjonował serwisowi radiobiper.info Łukasz Węda ze Stowarzyszenia Rozwoju Miejscowości Studzianka.
Jarocińscy uczestnicy akcji standardowo natykali się na butelki i puszki, ale natrafili również na "sofę, opony, elementy samochodowe, kineskop, ubrania, portfel, buty, a nawet gofrownicę" – pisał portal jarocinska.pl.
Są też dobre wiadomości. Np. organizacja WWF Polska zauważa, że worków z roku na rok jest coraz mniej. Podobne głosy płyną od osób zajmujących się sprzątaniem Starego Cmentarza w Nowym Sączu.
Na początku zdarzało się, że ludzie przynosili całe worki śmieci i zostawiali je na cmentarzu. Dziś już tego nie ma. Teraz to raczej pojedyncze papierki, puszki czy butelki, co nas naprawdę zaskoczyło. Zostało głównie to, co po zimie – liście i suche gałęzie. Mamy nadzieję, że będzie coraz lepiej – mówili uczestnicy w rozmowie z Radiem Kraków.
Nadal osoby, które biorą udział w tego typu inicjatywach, mają pełne ręce roboty
Wydarzenia najlepiej pokazują, że mamy olbrzymi problem z odpadami. Jestem pod ogromnym wrażeniem osób, którym się chce, a jednocześnie widok zebranych przez nich worków jest druzgocący. Owszem, może jest ich mniej niż przed laty, ale ciągle zmagamy się z tym samym: ludzkim lenistwem, niedbałością, egoizmem. Wspólne, czyli niczyje, można zatruwać, brudzić, nie sprzątać.
To oczywiście nie tak, że śmieci są wyłącznie zasługą np. przeciwników systemu kaucyjnego. Mamy jednak potwierdzenie, że potrzebujemy innego podejścia w walce z odpadami.
W rozmowie z Polskim Radiem 24 wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska stwierdziła, że ochrona środowiska musi iść w parze z ekonomią. Ważny jest jednak nie tylko ewentualny zysk ze sprzątania po innych, ale przede wszystkim to, by śmiecenie się nie opłacało. System kaucyjny zachęca do takiego myślenia o butelkach i puszkach.
To taki model, w którym cenne surowce po prostu nigdy nie stają się odpadami. To piękna idea, do której konsekwentnie dążymy. Budujemy kraj czystszy i bardziej przyjazny – nie tylko dla nas samych, ale przede wszystkim dla przyszłych pokoleń. Ponadto tworzymy znacznie bardziej świadome społeczeństwo. Osobiście traktuję system kaucyjny również jako wielki, ogólnonarodowy projekt edukacyjny. Wszyscy uczymy się teraz, jak w praktyce dbać o nasze otoczenie
Być może to nieco naiwne, wręcz utopijne podejście, ale ja się z nim zgadzam
Podzielam tę wiarę. Skoro nagle okazuje się, że wyrzucenie butelki do niewłaściwego pojemnika wiąże się ze stratą (a nawet do żółtego nie ma tylu korzyści, co mogłoby mieć), to można również zastanowić się, co dzieje się z innymi produktami, których pozbywamy się lekką ręką. Być może istnieje dla nich inne zastosowanie albo miejsce, które z robi z nich użytek i nie pozwoli się zmarnować.
System kaucyjny to zachęta do innego myślenia, będącego w kontrze do podejścia "zapłaciłem, skorzystałem, co się dzieje później – bez znaczenia". Najwyżej ktoś przyjdzie i posprząta.
Jeżeli każdy będzie tak myślał, to Super Zbieraczy zawsze będzie za mało. Wedle tej logiki nie ma sensu zastanawiać się nad przyczyną problemu, trzeba tylko znaleźć sposób na to, jak wyeliminować skutki. To zabawa w kotka i myszkę, bo te będą się powtarzać, jeżeli nie zajmiemy się źródłem choroby.
Nie można więc liczyć na to, że powstanie społeczeństwo, które będzie wprawdzie śmiecić i nie przejmować się konsekwencjami, ale ujdzie im to na sucho, bo ktoś po nich posprząta – trzeba tylko sprawić, by wreszcie stało się to opłacalne. Raczej powinniśmy dążyć do tego, aby śmiecenie zawsze oznaczało stratę. System kaucyjny i prosty gest, jakim jest oddanie butelki czy puszki, to kroczek w tym kierunku. Mały, nierozwiązujący wszystkich problemów, ale dający szansę na to, że można postępować i myśleć inaczej.



















