Deweloper chce przesunąć rzekę. Brzmi fatalnie, ale może mieć sens
Łódź może i nie kojarzy się z rzekami, ale są na tyle obecne, że deweloper musi jedną z nich przestawić. Żeby zrealizować swoją inwestycję.

Ciekawa sprawa z tymi rzekami w Łodzi. Po czym ta Łódź niby płynie, jak tu żadnej wody nie ma! Jest, ale głęboko ukryta. Dawne rzeczki, które pomagały budować imperia łódzkich fabrykantów, z czasem stały się niepotrzebne i zamieniły się w zanieczyszczone strumyki. Problem zamieciono więc pod betonowy dywan. Gdzieniegdzie łódzkie rzeki są na powierzchni, ale głównie w formie mało spektakularnej, jako ciek płynący wąskim kanalikiem. Pamięć o dawnym mieście czasami się jednak przebija.
Łódzka "Wyborcza" donosi o szykowanej inwestycji na Księżym Młynie. Osiedle jest jedną z wizytówek miasta, przede wszystkim za sprawą odrestaurowanej przędzalni, w której dziś znajdują się mieszkania, i robotniczego osiedla z przepięknymi famułami. Ale takich miejsc do odrestaurowania w okolicy jest więcej. Ruiny fabryk i obiektów towarzyszących porastają zielenią, czekając na nowe, lepsze życie.
Wolny teren za spektakularną dawną fabryką zagospodarować chce deweloper. Inwestycja zakłada przesunięcie korytarza rzeki Jasień na północ, o czym informuje łódzki serwis. Dzięki temu firma zyska teren pod zabudowę.
W cytowanym wniosku dewelopera podkreślono, że rzeka odgrywa istotną rolę w planach firmy.
Główną osią i elementem kompozycyjnym przestrzeni pozostaje meandrujący Jasień z jego doliną rzeczną i rozlewającymi się mokradłami. Jego walory będzie można podziwiać podążając nadwieszonymi ścieżkami o przepuszczalnej nawierzchni. Miejsca zatrzymania i odpoczynku stanowić będą platformy i terenowe schody z ekspozycją na zielony teren - opisano.
Dagmara Grębowska, szefowa łódzkiego oddziału Okam, w rozmowie z łódzką "Wyborczą" przyznaje, że firma zdaje sobie sprawę z "wrażliwości tematu" i chce podejść odpowiedzialnie.
- Obecnie teren jest silnie zdegradowany przyrodniczo. Rzeka Jasień funkcjonuje w technicznym, betonowym korycie, zieleń ma w dużej mierze charakter przypadkowy, występują też gatunki inwazyjne, jak rdestowiec, a miejscami także pozostałości dawnej infrastruktury i zanieczyszczenia gruntu - wyjaśnia.
Pięknie tam faktycznie nie jest, co widać gołym okiem. Okolica świetnie nadaje się do przedstawienia stereotypowych łódzkich kontrastów. Chodźmy na krótki spacer po Księżym Młynie. Idziemy aleją wzdłuż drzew, a po lewej i prawej stronie mamy famuły. Niskie bloczki z czerwonej cegły i uroczymi okienkami. Wychodzimy na ul. Tymienieckiego, gdzie wita nas potężna dawna fabryka. Skręcamy w lewo, a tam kolejna perełka - Pałac Herbsta, jeden z oddziałów Muzeum Łodzi. Dostrzegamy staw, więc udajemy się w jego kierunku. Mijamy mały domek, ruinę, szczęście, że zwróciliśmy uwagę – to jeden z najstarszych zachowanych domów mieszkalnych w mieście, ukończony w 1825 r. Idziemy jeszcze kilka kroków, odwracamy się i widzimy plecy loftów, ale też zupełnie zaniedbaną, popadającą w ruinę fabrykę. Łódź na jednym obrazku.

fot. Google Street View
To właśnie ten teren chce zagospodarować deweloper, przywracając rzekę do życia.
- Projekt zakłada odsłonięcie rzeki, przywrócenie jej bardziej naturalnego charakteru, zwiększenie bioróżnorodności oraz wprowadzenie rozwiązań wspierających retencję wód opadowych. Równolegle tworzymy ogólnodostępną przestrzeń publiczną opartą o system zieleni i wody. Będzie to miejsce, które nie tylko uporządkuje istniejący chaos, ale przede wszystkim przywróci temu obszarowi wartość ekologiczną i społeczną – obiecuje Grębowska.
Przesuwanie czy też odkrywanie rzek zawsze brzmi nieco niepokojąco, ale w ostatnim czasie w Łodzi to norma. Niedaleko od opisywanych terenów położony jest park im. Kilińskiego, gdzie wydobywa się rzekę Lamus. Przechodząc obok już można zajrzeć przez nieszczelny płot i podejrzeć prace. Widoczne jest np. ceglane koryto.
- Naukowcy doradzili nam, jakie rośliny powinny rosnąć nad Lamusem. Planujemy także niewielkie zarybienie go takimi gatunkami jak pstrąg i strzebla potokowa. Wszystko po to, aby stworzyć warunki do rozwoju bioróżnorodności i zbudować naturalny ekosystem – mówiła Anna Wierzbicka, dyrektor Wydziału Kształtowania Środowiska UMŁ.
Prace w parku niepokoiły jednak łódzkich obrońców przyrody. W rozmowie z "Wyborczą" dendrolog Marek Kubacki obawiał się, że wraz z "wprowadzaniem betonu i powierzchni utwardzonych zawsze idą wykopy, a korzenie drzew są uszkadzane". Czy tym razem uda się przyrodzie nie zaszkodzić? Niby w parku zasadzonych zostanie 26 nowych drzew, przybędzie także 800 mkw. krzewów i bylin oraz ponad 600 mkw. roślinności nadwodnej, ale równie cenna jest już istniejąca zieleń. Byłaby wielka szkoda, gdyby drzewom coś się stało, bo to naprawdę piękne okazy.
Czy uda się odzyskać rzeki?
"Rzeki do Łodzi wpływają, ale pod nią już giną. Zapłaciły wysoką cenę za rozwój miasta" – opisywali twórcy projektu "Łódzki nurt: Rzeki (nie)zaginione". Łódzkie rzeki są zresztą ciekawym przykładem na to, że nad przyrodą teoretycznie da się zapanować, ale to nie znaczy, że można z nią wygrać. Zakopane pod ziemią rzeczki przypominają o sobie podczas ulewnych deszczów, kiedy wypływają na powierzchnię.
W międzyrzeczu Łódki i Bałutki ujawnia się ważna cecha tej rzeki – jej siła! Choć w ostatnich latach płynąca woda jest ledwo widoczna, ponieważ naturalne źródliska w obrębie tej rzeki nie istnieją, to gdy Łódź nawiedzą gwałtowane opady, koryto napełnia się błyskawicznie. Siła wody jest tak ogromna, że niszczy umocnienia brzegowe, tak jak stało się to w ujściu rzeki. Bałutkę kojarzyć też możemy z zerwaniem mostka przy ulicy Siewnej, co utrudniło poruszanie się mieszkańcom w zachodniej części miasta – opisywali autorzy projektu "Łódzki nurt: Rzeki (nie)zaginione".
Pomysł i próby odkrywania łódzkich rzek z jednej strony jest ciekawy i pokazuje rolę przyrody w mieście - w tym przypadku rzeki przyczyniły się do zbudowania wielu potęg, a potem zostały brutalnie wymazane. To cenna lekcja i przestroga. Z drugiej zawsze istnieje strach przed zbytnią ingerencją w już istniejącą zieleń. Trudno pominąć też motywacje - czy to deweloper musi odzyskiwać rzeki, czyniąc z nich atrakcje dla swoich inwestycji?
Niedawno przechodziłem obok budowy realizowanej przy łódzkim stawie. Na wizualizacjach widać było coś na kształt bulwarów, które powstaną przy mini-osiedlu. Spacerując raczej niezadbanym, dzikim - na ile to w mieście możliwe - brzegiem zastanawiałem się, czy rzeczywiście w przyszłości będzie tak sielsko, czy może ten błotnisty odcinek zamieni się po prostu w drogę dojazdową do nowego osiedla.



















