Dwie najgorsze marki laptopów świata? Tak się składa, że moje ulubione
Apple na samym dnie naprawialności. Nowy raport punktuje giganta - i kilku innych ulubieńców geeków

Nikt z nas nie wchodzi do elektromarketu z myślą: „kupię sobie coś, czego nie da się naprawić”. A jednak dokładnie tak wygląda dziś spora część rynku elektroniki. Najnowszy raport organizacji U.S. PIRG Education Fund, „Failing the Fix 2026”, rozkłada na czynniki pierwsze laptopy i telefony największych producentów - i wystawia im bardzo konkretne oceny. Najgorsze wieści? Apple ląduje na samym dole stawki zarówno w laptopach, jak i w telefonach.
Skąd te oceny? Francuski indeks, unijne etykiety i prawo do naprawy
Od 2021 r. Francja wymaga, by producenci elektroniki publikowali szczegółowe informacje o naprawialności swoich urządzeń - w formie indeksu, który musi być widoczny przy sprzedaży, trochę jak naklejka z zużyciem paliwa w samochodach. Ten indeks bierze pod uwagę m.in.: dostępność dokumentacji serwisowej, dostępność części zamiennych, ich relatywną cenę, specyficzne kryteria dla danej kategorii produktu oraz - kluczowe z punktu widzenia użytkownika - łatwość rozebrania urządzenia na części.
Czytaj też:
Od 2025 r. w przypadku smartfonów i tabletów wchodzi do gry jeszcze bardziej rozbudowany system: unijny EPREL (European Product Registry for Energy Labelling). To sześć parametrów: głębokość demontażu, rodzaj i liczba łączników, wymagane narzędzia, dostępność części, długość wsparcia aktualizacjami oraz dostępność informacji serwisowych.
U.S. PIRG w swoim raporcie korzysta właśnie z tych oficjalnych, europejskich danych - dla laptopów z francuskiego indeksu, dla telefonów z EPREL - i dodatkowo je „dostraja” pod realia użytkownika: mocniej waży łatwość rozebrania sprzętu oraz… postawę firm wobec prawa do naprawy. Członkostwo w organizacjach lobbujących przeciwko takim regulacjom oznacza minusy w końcowej ocenie, a aktywne wsparcie ustaw „Right to Repair” - plusy.
Telefony: Motorola na górze, Apple na samym dole. Laptopy? Stagnacja, wyjątki i Apple znów na końcu

Według tegorocznego raportu liderem naprawialności jest Motorola z oceną B+. Za nią plasuje się Google z C-, dalej Samsung z D, a na samym końcu Apple z D-. Dwaj najwięksi gracze rynku telefonów, Apple i Samsung, wypadają słabo.

W laptopach wygląda to nieco inaczej, ale wnioski równie mało optymistyczne. U.S. PIRG przygląda się ośmiu najpopularniejszym markom w Stanach Zjednoczonych: HP, Apple’owi, Dellowi, Acerowi, Lenovo, Microsoftowi, Samsungowi i Asusowi. Wykorzystuje francuski indeks naprawialności, ale mocniej dociąża kategorię „disassembly” - bo to właśnie fizyczna możliwość rozebrania sprzętu jest tym, co przeciętny użytkownik rozumie pod hasłem „da się naprawić”.
Na szczycie stawki jest ASUS z B+, za nim Acer z B. HP, Dell, Samsung i Microsoft okupują środek tabeli z B-. Lenovo dostaje C, a Apple kończy stawkę z C-. Apple dostaje po głowie przede wszystkim za niskie wyniki w kategorii demontażu. Dodatkowo firma traci punkty za członkostwo w organizacjach TechNet i Consumer Technology Association, które aktywnie lobbują przeciwko prawu do naprawy.
Co dalej? Europa ma etykiety, Stany Zjednoczone mają luki, a my mamy… wybór
Raport kończy się dość prostym postulatem: skoro Europa potrafi wprowadzić obowiązkowe etykiety naprawialności to Stany Zjednoczone też mogą - i powinny - pójść tą drogą. U.S. PIRG wprost proponuje stworzenie amerykańskiego „repair score”, wzorowanego na unijnym systemie, który pozwoliłby konsumentom porównywać naprawialność tak samo łatwo, jak dziś porównuje się zużycie energii czy paliwa.
Na poziomie legislacji coś się już dzieje: aktywne projekty ustaw „Right to Repair” są w 22 stanach, a konkretne przepisy obowiązują m.in. w Nowym Jorku, Oregonie, Kolorado, Minnesocie i Waszyngtonie. Oregon i Kolorado poszły najdalej, wprost zakazując parts pairingu w urządzeniach wyprodukowanych od 2021 r. - i to właśnie po wejściu w życie tych przepisów Apple zaczęło luzować swoją politykę w iPhone’ach.
Łatwo byłoby sprowadzić ten temat do prostego „Apple złe, reszta dobra”. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Większość dużych producentów ma coś na sumieniu: jedni kleją baterie, inni blokują części software’owo, jeszcze inni lobbują przeciwko prawu do naprawy, jednocześnie chwaląc się „zielonymi” kampaniami marketingowymi.
Warto natomiast zapamiętać kilka rzeczy. Po pierwsze, naprawialność to nie jest „fanaberia serwisantów”, tylko realny parametr produktu - tak samo ważny jak wydajność czy czas pracy na baterii. Po drugie, da się ją mierzyć i porównywać, co pokazują francuski indeks i unijne etykiety EPREL. Po trzecie, presja - konsumencka i legislacyjna - działa. MacBook Neo, zmiany w polityce części w iPhone’ach, rosnąca liczba bardziej modularnych konstrukcji na rynku to nie jest przypadek, tylko efekt tego, że temat przestał być niszowy.



















