Wesela zdrożeją przez system kaucyjny? Znaleźli kozła ofiarnego
Mam problemy z matematyką, ale nawet ja wiem, że lepiej mieć niż nie mieć 250 zł. Tyle że obwinianie systemu kaucyjnego za ogromne koszty organizacji imprez to chyba jednak przesada.

Jak chce się uderzyć psa, kij zawsze się znajdzie. W tym przypadku celem jest system kaucyjny, a Polska to wielki las pełen porozrzucanych gałązek o idealnej długości, lekkich, a jednocześnie twardych, świetnie leżących w dłoniach, które wręcz same wpadają do rąk, nawet nie trzeba się schylać. Nic, tylko łoić.
Ręka niektórych sama będzie świerzbić na wieść o tym, że przez system kaucyjny wzrośnie koszt organizacji takich imprez jak wesela, chrzciny czy komunie. Portal Business Insider donosi, że w przypadku wesela na 150 osób liczba opakowań po napojach może sięgnąć nawet 346 sztuk. "Oznacza to dodatkowy koszt kaucji na poziomie około 250 zł" – czytamy.
I jak opłatę odzyskać? Dla firm taka liczba opakowań to logistyczny koszmar. Niektórzy wprawdzie już współpracują z przedsiębiorcami-amatorami, którzy zbierają puszki oraz butelki i dzielą się zwrotem kaucji, potrącając należną im część za fatygę. Nie wszędzie jednak wypracowano tego typu mechanizmy, więc można spodziewać się, że część organizatorów potraktuje kaucję jako jeszcze jeden element wpływający na cenę imprezy. A państwo młodzi zapłaczą i zapłacą. Znowu.
W tej wersji opowieści system kaucyjny to wcale nie niewinny piesio ze słodkimi oczkami, który radośnie merda ogonem i chce się bawić
To raczej zdziczała bestia, nieobliczalna i niebezpieczna, szczerząca ostre kły i gotowa rzucić się na ludzką ofiarę. I to na kogo: szczęśliwą parę, planującą wspólne życie.
Okrutnie zabrzmiałbym proponując zapłacenie kaucji w imię szczytnego celu, jakim jest przecież ekologia. Jakże byłbym niesprawiedliwy sugerując, że niekoniecznie trzeba stawiać na stół plastikowe napoje – ewentualnie ich zawartość przelaną do szkła – a raczyć można się np. przefiltrowaną wodą. Ma być na bogato, to jeden z najważniejszych dni w życiu. W takich chwilach trzeba szaleć, a nie zaciskać pasa, iść na kompromisy. Przynajmniej w teorii.
Czy nie wiem, ile nerwów kosztuje przekonanie bliskich, że na weselu nie będzie mięsa lub – trzymajcie wujka, bo on już nie wytrzyma – alkoholu? Ile czasu zajmuje udobruchanie babci, że daleka kuzynka od strony ciotki brata stryja, której ona sama nie widziała od trzydziestu lat, niekoniecznie musi zjawić się na imprezie szykowanej z myślą o najbliższych?
Przyznaję, nie wiem, ale się domyślam. Co więcej, podejrzewam, że nawet bez takich stereotypowych sporów planowanie wesela, chrzcin, komunii czy innego ważnego wydarzenia jest źródłem nerwów i stresów, czy na pewno wszystko wypali. Jest też ciągłym liczeniem, czy przekroczyło się budżet i czy nie za bardzo oddala się od bezpiecznej finansowej granicy.
I teraz na sam koniec dostaje się jeszcze jeden cios. "Pamiętacie państwo, na jaką sumę byliśmy umówieni? To proszę dodać 250 zł i nie mieć do nas pretensji, to system kaucyjny!".
Rozumiem frustrację, złość i nerwy. Jeszcze jeden koszt i to nie tak mały. Można machnąć ręką na, dajmy na to, 5 zł i porzucić w koszu kilka butelek czy puszek. W przypadku dużej imprezy to już kwota, od której zależy więcej.
Spróbujmy jednak spojrzeć na sprawę z pewnego dystansu, odkładając na bok gorące emocje. Jeszcze w październiku 2025 r. "Fakt" pisał, że "z roku na rok drożeje weselny talerzyk", a organizatorzy tego typu wydarzeń nie dość, że podnoszą ceny, to jeszcze w umowach szykują różne haczyki. "Menu weselne, usługi gastronomiczne oraz hotelowe mogą wzrosnąć do 15 proc. od cen podanych w umowie" – zabezpieczał się jeden z lokali.
- Już prawie podpisaliśmy umowę z salą w Krakowie, ale kiedy zobaczyliśmy zapis, w którym sala zastrzega sobie prawo do podwyżki ceny o 30 proc. plus koszty inflacyjne, to uznaliśmy, że to już przesada - mówiła Interii Biznes Martyna organizująca wesele w 2026 roku.
Według danych GUS w 2025 roku sektor usług ślubnych w Polsce rozwija się szybciej niż ogólna gospodarka – ich ceny wzrosły o nawet 7 proc. r/r, przewyższając średni wzrost cen usług wynoszący 6,4 proc. Organizacja wesela dla 100 gości to dziś przeciętnie wydatek ponad 100 tys. zł, a w miastach wojewódzkich stawki „za talerzyk" sięgają nawet 800 zł – pisał w lipcu 2025 r. serwis strefabiznesu.pl.
Portal wspominał też o "ukrytych opłatach": "korkowe za własny alkohol, pokrowce, dodatkowa obsługa po 22:00, słodki/wiejski stół, sprzątanie, oświetlenie czy klimatyzacja". Trochę jak w taniej linii lotniczej – bilet tani, ale pozostałe usługi drenują kieszeń.
"Narzeczeni, którzy organizują ślub w tym roku albo planują w następnych latach, łapią się za głowę, gdy widzą nowe ceny" – pisał z kolei w 2022 r. serwis naTemat.
Branża ślubna jest wypadkową kilku innych branż, na które inflacja wpływa znacząco. Są to między innymi branża gastronomiczna, spożywcza, florystyczna, drzewna. Wszelkie materiały, z których szyje się stroje lub paliwo, które umożliwia nam transport, również drożeją. Siłą rzeczy niestety my również musimy podnosić ceny, aby samemu być w stanie cokolwiek zarobić – tłumaczyła portalowi wedding plannerka Joanna Geryń.
Jesienią w rozmowie z "Faktem" kobieta planująca wesele przyznała, że razem z przyszłym mężem zrezygnują z poprawin właśnie ze względu na wysokie koszty. Dziennik sprawdził, że napoje gazowane typu Pepsi to dodatkowe 17 zł od osoby.
Umówmy się: dodatkowe 50 gr nie jest tutaj problemem
Nie chcę przez to powiedzieć, że skoro kieszenie młodych par drenowane są na potęgę, to z dodatkowych skromnych opłat należy się wręcz cieszyć. Po prostu jakoś nie przekonuje mnie narracja, że to właśnie przez system kaucyjny koszt organizacji dużych imprez jest problemem. Był dużo wcześniej, przez co wiele par zdecydowało się na oszczędności. Teraz dochodzi kolejna cegiełka, ale jest ona jedną z wielu. Trochę jak w sprawie śmieci – opłaty nie są spowodowane wyłącznie systemem kaucyjnym. To część składowa, owszem, ale pamiętajmy, że przepisy zostały wprowadzone po coś. To nie widzimisię, fanaberia, chęć wyciągnięcia naszych pieniędzy po to, aby móc sfinansować kolejny apartament i butelki szampana.
Dlatego aż tak bardzo nie oburza mnie np. kaucja na lotnisku. Bardziej podirytowany jestem faktem, że za zwykłą wodę trzeba płacić ok. 10 zł, jak często ma to miejsce. 50 gr to naprawdę nic przy tej lotniskowej podwyżce.
Jeśli więc to właśnie kaucja sprawi, że ludzie przestawią się na picie z własnych wielorazowych butelek i korzystania z poidełek – do czego namawia Oliwier w swoim tekście – to dobra nasza. Jeżeli system kaucyjny będzie kroplą przelewającą czarę goryczy i zachęci do zmiany podejścia podczas organizacji dużych imprez – "nie zaprosimy kuzynki, nie będziemy robić tak, żeby inni byli zadowoleni, będzie po naszemu, skromniej, ale tak jak nam pasuje" – to tak, wygramy.
Zresztą wiele weselnych poradników namawiało do zmiany jeszcze zanim pojawił się problem systemu kaucyjnego, widząc w podejściu zero waste szansę na oszczędności. Trzeba patrzeć, co naprawdę się opłaca, a z czego można zrezygnować. Na forach już przed laty zastanawiano się, co robić z napojami, które zostały z wesela. Może nadszedł kres podejścia "zastaw, a postaw się"? Niektórzy nawet sami nie wiedzą, ile kupić i jak wyliczyć odpowiednią liczbę napojów. Teraz problem się rozwiąże, bo na stoły wjedzie przefiltrowana kranówka.

Podejrzewam, że więcej par po prostu machnie ręką na to dodatkowe 250 zł, bo to jednak i tak najmniejsza z czekających ich opłat. Problemem jest więc ten kij, który wpada w ręce i chce łoić psa, który na okrutną karę nie zasłużył. A tak właśnie jest z systemem kaucyjnym.



















