Tech  / Felieton

Etykiety Gmail to jedna z najważniejszych kwestii współczesnej poczty elektronicznej. Dziwi mnie niewielka popularność tego rozwiązania

W moim bezpośrednim otoczeniu jestem chyba jedynym „power-userem” Gmaila oraz poczty G Suite (czyli Gmaila, ale za pieniądze). 

Owszem, większość moich znajomych korzysta ze skrzynki pocztowej na Gmailu, co z bardzo wielu powodów jest logiczne i zrozumiałe. Jednak część robi to bez większego zaangażowania, część zaś instrumentalnie korzysta z aliasu, pojemności, bezpieczeństwa i niezawodności gwarantowanych przez Google, ale całość poczty przerzuca do Thunderbirda, Outlooka czy Mail.app.

Bardzo mnie to dziwi, ponieważ osobiście nie jestem w stanie nawiązać trwałej relacji z żadnym z programów pocztowych. Gmail jest od nich pod wieloma względami lepszy. A rzeczą, która mnie w tym przekonaniu utwierdza, są przede wszystkim "etykiety".

Etykiety Gmail kluczem do organizacji

Jest bardzo ważne, by w tej dyskusji rozróżnić „Etykiety” od „Kategorii”. Te drugie, to domyślnie pokazywany pasek z podziałem na 5 grup e-maili: Główna, Społeczności, Oferty, Fora i Powiadomienia. Działa to całkiem nieźle, choć moim zdaniem jest to ukłon przede wszystkim w stronę mniej zaawansowanych użytkowników, którzy nie potrafią wypisywać się z newsletterów czy powiadomień e-mailowych o odpowiedzi na post na Facebooku. Ja wykorzystuję „kategorie” do grupowania typów e-maili i brakuje mi opcji samodzielnej zmiany nazw tychże kategorii. Oczywiście to tylko kosmetyka, bo aż tak bardzo nie doskwiera mi, że do kategorii „Fora” trafiają informacje prasowe np. wyłącznie wszystkich banków.

Inaczej jest z etykietami. Jednym z ich głównych atutów jest możliwość personalizacji pod względem nazwy, ale i kolorystyki. Dzięki temu pozwalają nam one nie tylko pogrupować określone e-maile tematycznie, ale też przypisać je do pewnych kategorii, co pomaga pocztę sprawniej odnaleźć, a także priorytetyzować, jako te rzeczy mniej ważne i bardziej ważne. Zyskuje na tym również wygląd głównej skrzynki odbiorczej, która swoją pstrokatością - owszem, nie neguję - pozwala od razu odnaleźć interesującą część korespondencji. W mojej ocenie to konieczna alternatywa dla takiego na przykład Mail.app, gdzie samo szukanie e-maila sprzed kilkunastu godzin już zajmuje mi sporo cennego czasu.

Etykiety stają się potęga w połączeniu z innym atutem Gmaila, który osobiście bardzo sobie cenię, a mianowicie: filtrami. Filtry pozwoliły mi się przez lata uwolnić od niechcianej poczty, gdy na przykład nie działają opcje wypisania z newslettera, a nachalny nadawca wciąż zarzuca nas treściami - mechanizmy Gmaila już od dawna wysyłają takie listy do kosza, nawet nie widuję ich w skrzynce odbiorczej. Filtry pozwalają też konkretnym nadawcom lub konkretnym treściom nadawać etykiety. Dzięki temu zawsze mam pogrupowane w jednej etykiecie wszystkie rachunki z danego miesiąca czy wszystkie transakcje z Allegro. Sam muszę pamiętać o przypisywaniu etykiety „Faktury” do wszystkich rzeczy kupowanych w ramach wykonywanej działalności gospodarczej tak, by pod koniec miesiąca nie zapomnieć o przesłaniu ich księgowości. Takich sytuacji jest zresztą więcej.

Aktualnie nie jestem w stanie znaleźć alternatywy dla Gmaila

Choć w gronie fanów tego „programu” jestem osamotniony. Programu, bo przecież nie mówimy tu tylko o infrastrukturze POP3 czy SMTP, ale całej machinie UX-owych rozwiązań. Kiedy więc znajomy z przejęciem w oczach pokazuje mi swoje foldery w Thunderbird, wzdrygam się na samą myśl o tym, jak bardzo to jest nieczytelne na tle moich etykiet.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst