Gry  / Recenzja

Takiej gry brakowało Switchowi. Luigi's Mansion 3 nie straszy nudą, ale jest strasznie dobre - recenzja

Właśnie z myślą o Luigi's Mansion kupiłem w 2003 r. niedocenianą konsolę GameCube. Kilkanaście lat temu Nintendo połączyło świat duchów i strachów z sympatycznymi postaciami gier wideo. Wyszła z tego (nie)strasznie dobra mieszanka, która zachwycała klimatem, światłocieniami oraz pomysłami. Luigi's Mansion 3 to godny następca hitu sprzed lat, przy którym czuję się jak dziecko oglądające bajkę studia Pixar.

Luigi's Mansion 3 wygląda, działa i sprawuje się KAPITALNIE. Od razu czuć, że to tytuł tworzony z miłością i wielkim zaangażowaniem. Luigi przemierza korytarze upiornego hotelu, trzymając w dłoniach przerobiony odkurzacz. Gdy go włączymy, dysza podłogowa wsysa wszystko dookoła - karki papieru, poduszki, kubki, świeczki i rośliny. Pomieszczenie wiruje od obiektów lądujących w przepastnych trzewiach naszej broni. Przedmioty wypadają z kuchennych półek, wysuwają się spod dywanów i wylatują zza firan. Dysza zjada je i zamienia w monety, które przydają się na późniejszym etapie rozgrywki.

Cudownie to wygląda.

Luigi's Mansion 3 zachwyca dokładnie tym samym co pierwsza odsłona z 2003 r.: świetną grą światłocieni, uniwersalnym humorem, kapitalnymi animacjami oraz światem, postaciami i kreacjami których nie powstydziłby się sam Pixar. Grać w Luigi's Mansion 3 to jak przeżywać Edwarda Nożycorękiego. Jak oglądać Coco albo Potwory i Spółkę. Jak rozumieć rodzicielskie rozterki wampira w Hotelu Transylwanii. Trzeba przygotować się na piękną, uroczną, trwającą 14 - 16 godzin przygodę w której nie straszą ani duchy, ani nuda.

Największą nowością Luigi's Mansion 3 jest nowa postać pozwalająca grać w trybie co-op.

Gooigi to nic innego jak kleista, rozciągliwa, galaretowa wersja głównego bohatera. Zielony humanoid posiada zdolności, których Luigi może tylko pozazdrościć. Może przeciskać się przez szczeliny, ściekać do kanalizacji czy czołgać się w mysich dziurach. Nowy wachlarz ruchów daje Nintendo szersze pole do działania, jeśli chodzi o zagadki oraz łamigłówki. Ich rozwiązanie może być dla młodszych graczy wyzwaniem. Na szczęście w razie problemów pojawia się znany z poprzednich odsłon szalony doktor, który zawsze podpowie co i jak.

Obecność Gooigiego to przede wszystkim możliwość przechodzenia Luigi's Mansion 3 na jednym ekranie we dwie osoby. Gra przygodowa staje się wtedy nieco bardziej chaotyczna i nieco mniej klimatyczna, ale dobrze wiecie, jak to jest z kanapowym co-opem. Zawsze daje masę frajdy. W LM3 twórcy oddają w ręce graczy kilka sekwencji, które są o wiele ciekawsze przy wspólnej, skoordynowanej rozgrywce. Tyczy się to zwłaszcza walk z bossami.

Jeśli jednak mam być szczery, wolałem grać w Luigi's Mansion 3 samemu. Do tego z dobrym zestawem słuchawkowym na uszach. Wtedy (nie)straszny hotel pełen zasadzek i duchów wydaje się o wiele ciekawszy. Grając we dwoje, gnaliśmy do przodu na złamanie karku. Samemu muszę natomiast zajrzeć w każdy kąt, każdą szczeliną i każdą mysią dziurę. Program nagradza takie podejście. Luigi's Mansion 3 jest usiane sekretami, bonusami i dodatkowymi trybami. Dlatego jeśli uwielbiacie dokładną eksplorację, będziecie mieli tutaj co robić.

Wcześniej wspomniany odkurzacz to nasza główna broń do walki z duchami. Walki bardzo nierównej.

Istoty nie z tego świata robią co mogą, aby przestraszyć (już i tak cierpiącego na stany lękowe) Luigiego. Na szczęście kultowe połączenie latarki i odkurzacza wciąż wystarcza na większość przeciwników. Najpierw oślepiamy ducha, aby zastygł w bezruchu. Potem wsysamy go przez dyszę, widząc jak zmniejsza się jego pula zdrowia. Oczywiście widma nie dają łatwo za wygraną. Chwytają się czego mogą, aby nie dać się wessać. Do tego zasłaniają oczy, chroniąc się przed snopem latarki.

Gracz musi stale kombinować, dostosowując taktykę do półprzezroczystego przeciwnika. Jednym razem trzeba w niego czymś rzucić, rozbijając ochronę przed światłem. Innym razem pchnąć go na ścianę albo upuścić mu coś ciężkiego na głowę. W wykonywaniu tych czynności pomaga odkurzacz. Za pomocą przycisku LR odpychamy nim obiekty przy pomocy podmuchu wiatru. Z kolei dzięki RR wsysamy wszystko co możliwe. Do tego dochodzi kombinacja LR + RR wywołująca małą falę uderzeniową. Na tych trzech ruchach, oczywiście kreatywnie wykorzystanych, opiera się większość walk w LM3.

Oczyszczając z duchów kilka pierwszych pięter hotelu można pomyśleć, że Luigi's Mansion 3 jest grą bardzo łatwą. Jednak z czasem konfrontacje stają się coraz bardziej wymagające. Trzeba obserwować. Trzeba analizować. Trzeba wyciągać wnioski. Będąc gdzieś w środku swojej przygody złapałem się na tym, że niemo kiwam głową w uznaniu dla deweloperów, myśląc sobie: ale to było dobre. Ale dobrze to wymyślili. Część starć jest niezwykle pomysłowa.

Luigi's Mansion 3 to jedna z niewielu gier, która staje się tym lepsza, im dłużej w nią grasz.

Pierwsze poziomy hotelu to klasyka klasyki. Później robi się naprawdę dziwnie. Egzotycznie. Nieoczekiwanie. Oczywiście nie będę wam niczego zdradzał. Napiszę tylko, że wnętrze wielkiego obiektu wypoczynkowego znacząco odbiega od tego, czego można się spodziewać w typowym hotelu. Do tego gra ugina się od nawiązań do dzieł popkultury, w tym filmów grozy. Już nawet nie chodzi o odkurzacz będący oczywistym uznaniem dla Pogromców Duchów. Grając w LM3 coś dla siebie znajdą fani Lśnienia, Mumii czy Poltergeista.

Pomimo aluzji do kultowych horrorów, Luigi's Mansion 3 wciąż pozostaje grą dla każdego. To produkcja pokazująca duchy jako istoty psotliwe, złośliwe, ale niczym nie różniące się od innych przeciwników świata Mario. Jasne, gdzieś tam można usłyszeć brzęki łańcuchów albo stukot obuwia, ale gra jest bardziej śmieszna niż straszna. Jeśli twoja pociecha nie bała się Coco czy Gnijącej Panny Młodej, również z tą grą nie będzie miała żadnego problemu. To pięknie zaanimowana, świetnie udźwiękowiona produkcja zrealizowana na poziomie profesjonalnych studiów tworzących dzieła kinowe. Magiczna, klimatyczna, urocza wręcz przygoda.

Z kolei po jej przejściu, co zajęło mi kilkanaście godzin, gracz zyskuje dostęp do modułu z osobnymi rozgrywkami wieloosobowymi. Nawet do ośmiu graczy jednocześnie. Nie są to co prawda tryby przesadnie rozbudowane, ale zawsze miło, gdy Nintendo troszczy się o graczy którzy już przeszli ich grę.

Luigi's Mansion 3 jest tytułem, którego brakowało Switchowi.

Od czasu premiery kapitalnego Super Mario Odyssey nowe odsłony hydraulika miały typowo imprezowy, społecznościowy charakter. Super Mario Party, Mario Tennis Aces czy Smash Bros. - wszędzie tam chodzi o wieloosobową rywalizację, najlepiej w gronie przyjaciół zgromadzonych przed jednym telewizorem. Z kolei Luigi's Mansion 3 jest świetną przygodą dla jednego gracza. To kapitalna pozycja na godzinę relaksu przed snem, w łóżku i z dobrymi słuchawkami. Gra wyróżnia się wysoką jakością, którą czuć od samego początku do samego końca.

Największe zalety:

  • Pięknie zaanimowana bajka, której nie powstydziłby się Pixar
  • Tak straszne, że aż śmieszne i zabawne
  • Grę można przejść w trybie co-op
  • Dodatkowe mini-gry do 8 graczy
  • Świetna zabawa fizyką i światłocieniami
  • Bardzo dopracowana, bardzo dobra, bardzo zróżnicowana rozgrywka

Największe wady:

  • Gdyby tylko przygoda była troszkę, troszkę dłuższa...
  • Mało precyzyjne sterowanie

Nie zdziwiłbym się, gdyby Luigi's Mansion 3 zostało uznane za lepszą odsłonę niż uwielbiana część pierwsza.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst