Oprogramowanie  / Felieton

Czy możemy się na chwilę zatrzymać i zdać sobie sprawę, że to początek końca przeglądarki Firefox?

429 interakcji
dołącz do dyskusji

Na naszych oczach powstaje zupełnie nowy standard. Otwartoźródłowe środowisko uruchomieniowe dla webowych aplikacji. Nazywa się ono Chromium i już teraz zaczyna wypierać z rynku ostatki konkurencji. Ostał się ino Firefox.

Przejście Microsoftu na Chromium to bez wątpienia jeden z ważniejszych newsów roku w dziedzinie informatyki. Nie dlatego, że przeglądarka Edge miał jakikolwiek wpływ na rynek – wręcz przeciwnie, był na marginesie nie miał żadnego, co zapewne jest główną motywacją tej decyzji. Nie zapominajmy jednak, że w czasach dominacji Internet Explorera to Microsoft przez długie narzucał swoją wolę w kwestii dalszego rozwoju sieci Web. Co nie wyszło jej na dobre.

Złożenie broni przez Microsoft ma jednak charakter wielce symboliczny. Silniki EdgeHTML i Chakra wykorzystywane przez Edge’a były jednymi z ostatnich alternatyw względem Chromium jeśli chodzi o mechanizmy do uruchamiania aplikacji webowych. To również jasny sygnał dla deweloperów: „ostatnia wielka firma informatyczna uznaje Chromium za obowiązujący standard”. Nie wierzycie? To przyjrzyjmy się temu rynkowi przeglądarek.

Niemal wszystkie popularne przeglądarki internetowe korzystają z tego samego mechanizmu.

firefox przyszłość

Wykorzystajmy pomiary NetMarketShare i przyjrzymy się wykresowi popularności przeglądarek internetowych na rynku. Wyniki prezentują się następująco:

  1. Chrome (62,46 proc.) – bazuje na Chromium,
  2. Safari (17,64 proc.) – bazuje na platformie, z której Chromium się wywodzi,
  3. Firefox (5 proc.) – bazuje na autorskim rozwiązaniu,
  4. Internet Explorer (4,88 proc.) – nierozwijany relikt, jego popularność wynika z prehistorycznych, zgodnych wyłącznie z nim aplikacji wykorzystywanych w firmach,
  5. Edge (1,93 proc.) – bazuje na autorskim rozwiązaniu, nie będzie już rozwijany. Jego następca wykorzysta Chromium.

Kwestią sporną jest tu zaliczenie przeglądarki Safari do dominującej grupy, którą pozwoliłem sobie pogrubić. Chromium składa się z silnika Blink do renderowania elementów webowych i silnika V8 do przetwarzania JavaScriptów. Blink z kolei jest pochodną WebKita z Safari. Rozbieżności w działaniu aplikacji webowych w obu tych rozwiązaniach są więc bardzo rzadkie. Mam nadzieję, że zawodowo zajmujący się programowaniem aplikacji webowych czytelnicy rozwiną te niuanse w dyskusji w komentarzach pod tekstem.

Pozostają więc Internet Explorer – który już nikogo nie obchodzi – oraz Firefox. Ubierzmy teraz te dane w kontekst aplikacji webowych. Ich twórcy muszą przetestować ich działanie na przeglądarkach webkitopodobnych oraz na Firefoksie, który jest używany raptem na co dwudziestym urządzeniu za pomocą którego przeglądana jest sieć Web. Na pewno już zaczynacie dostrzegać do czego zmierzam.

Mało kto będzie testował działanie aplikacji webowych pod Firefoksem.

Wiem doskonale – jako były entuzjasta platformy Windows Phone – czym się kończy popularność na poziomie pięciu procent. A więc minimalnym zainteresowaniem ze strony deweloperów. Przeglądarki internetowe w teorii powinny być co prawda nawzajem ze sobą zgodne – wszak niby mają realizować przetwarzanie ustalonego odgórnie standardu – praktyka jednak wykazuje, że tak się nie dzieje.

Dlatego też „popularne i nowoczesne” wersje przeglądarek mają dostęp do nowych wersji aplikacji webowych. Marginesowi rynkowemu, dla którego nie opłaca się finansowo testowanie aplikacji, serwuje się zazwyczaj starą wersję, by nie wystąpiły nieprzewidziane problemy techniczne. Użytkownicy Firefoksa prawdopodobnie będą coraz częściej skarżyć się na ułomne wersje Map Google, Office’a Online, Slacka czy innych popularnych narzędzi webowych. Nie od razu, ale im więcej takich przypadków w kolejnych miesiącach (latach?) się pojawi, tym mniej zadowolonych użytkowników Firefoksa.

Co to właściwie oznacza?

Z wykresu NetMarketShare płyną dwa wnioski. Po pierwsze, wyraźnie formuje się jeden nieformalny standard związany z renderowaniem witryn i aplikacji webowych, z którym Firefox nie do końca jest zgodny. Po drugie: teoretycznie mało którego czytelnika Spider’s Web to obchodzi, bo według statystyk mało kto go już używa.

Konsekwencje tego stanu rzeczy już rysowaliśmy w jednym z poprzednich tekstów. Pokrótce: firma, która stanowi główną kontrolę nad rozwojem Chromium to wielka korporacja, której największym źródłem siły i przychodów jest profilowanie i „szpiegowanie” (w granicach prawa) internautów. Choć są i korzyści: praca twórców aplikacji webowych stanie się znacznie łatwiejsza, nie muszą bowiem tworzyć wielu podwersji swoich rozwiązań.

Pytaniem otwartym jest to, czy otwartoźródłowa natura projektu Chromium jest dostateczną ochroną przed potencjalnymi złowieszczymi działaniami ze strony Google’a. Teoretycznie każdy partycypujący w projekcie może decydować o jego rozwoju, a także w każdej chwili odłączyć się od niego i na jego fundamentach budować coś swojego. Należy jednak pamiętać, że Microsoft, Opera i reszta właśnie po to przyłączyły się do Chromium, by iść z nurtem, zamiast mu się przeciwwstawiać.

Niezależnie od odpowiedzi na te wątpliwości, to bardzo złe wieści dla Firefoksa.

Co mnie szczególnie boli, choć przeglądarki tej nie używam niemal wcale. To właśnie Mozilli – twórcom Firefoksa – zawdzięczamy przełamanie webowego monopolu ze strony Microsoftu. To właśnie wysiłki tej fundacji miały fundamentalne znaczenie w budowaniu otwartej i dostępnej dla wszystkich sieci Web. To Mozilla pokazała, że istnieje inny, otwartoźródłowy świat, a nie dictum jednej korporacji, która byłaby przeszczęśliwa, by do obsługi Internetu trzeba było kupić licencję na system Windows.

Składająca się głównie z entuzjastów Mozilla zadała śmiertelny cios wielkiej korporacji, a dziś jej istnienie jest zagrożone z powodu innej o porównywalnej potędze. Rozumiem ogromne korzyści związane z przyszłością pisania aplikacji webowych, szczególnie PWA. Rozumiem, że (nieformalny) standard Chromium jest otwartoźródłowy. Problem tylko w tym, że nawet przez chwilę nie zastanawiałbym się czy zaufać Mozilli, gdyby w alternatywnej rzeczywistości to jej Gecko czy Quantum były takim nieformalnym standardem. Google’owi zaufać jakoś niezmiennie nie potrafię.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst