Sprzęt  / Lokowanie produktu

Co to znaczy, że laptop jest "dla kreatywnych"? To znaczy, że jest taki, jak Lenovo Yoga 910

124 interakcji
dołącz do dyskusji

Jeszcze nie tak dawno temu „laptop dla kreatywnych” był w zasadzie jeden i pochodził z Cupertino. Jednak od pewnego czasu producenci laptopów z Windows 10 zaczęli doganiać Apple i tworzyć maszyny, które spełniają wszelkie kryteria, jakich szukają osoby kreatywne. Takim sprzętem jest nowa Lenovo Yoga 910.

Pozwólcie, że na wstępie wyjaśnię, co to znaczy (przynajmniej w mojej głowie), że laptop jest „dla kreatywnych” i dlaczego tak niewiele sprzętów pasuje do tej definicji. Poprzez „kreatywnych” rozumiem osoby, które na co dzień zajmują się tworzeniem treści, a zatem:

  • Piszą – więc potrzebują wygodnej klawiatury
  • Fotografują/zajmują się grafiką – więc potrzebują dobrego, wiernie odzwierciadlającego barwy ekranu o wysokiej rozdzielczości
  • Tworzą muzykę/wideo – więc potrzebują sporej mocy obliczeniowej w jak najmniejszym opakowaniu, by mieć sprzęt zawsze ze sobą
  • Często pracują poza domem – więc muszą mieć sprzęt z wytrzymałym akumulatorem
  • Są wrażliwi na walory wizualne swoich urządzeń – więc sprzęt musi nie tylko dobrze działać, ale też dobrze wyglądać

Spoglądając po krajobrazie komputerów przenośnych, niewiele jest konstrukcji, które spełniają wszystkie kryteria. Zazwyczaj czegoś brak. Jak laptop jest wydajny, ładny i ma dobry ekran, to oferuje krótki czas pracy. Jeśli długo pracuje na akumulatorze i ma świetną klawiaturę, to często ma ekran kompletnie nienadający się do pracy z grafiką. I tak dalej, i tak dalej.

Lenovo Yoga 910 spełnia każde z powyższych kryteriów.

Yoga 910 już na pierwszy rzut oka przypadnie do gustu kreatywnej duszy, bo prezentuje się ślicznie. Może srebrna wersja, która była u nas na testach nie wyróżnia się z tłumu aż tak, ale już wersja złota czy też szklana edycja Glass to małe dzieło sztuki.

Pełni doznań estetycznych dopełnia zawias 360 stopni, przywodzący na myśl bransoletę drogiego zegarka. Widzieliśmy już to rozwiązanie w Yodze 900 i 900s, ale tutaj zostało wyniesione na wyższy poziom. Warto zaznaczyć – taśma prowadząca do wyświetlacza nie jest już odsłonięta, jak w poprzednim modelu, lecz schowana za elementem ochronnym.

Jeśli rzut oka na obudowę nie wystarczy, by zauroczyć, to spojrzenie na ekran z pewnością zadziała.

Wyświetlacz to prawdziwa perła wśród mobilnych komputerów z Windowsem. Mamy do czynienia z 13,5-calowym ekranem o rozdzielczości 3840x2160 , otoczony cieniutkimi ramkami z góry i boków, i nieco grubszą od spodu, w której skrywa się kamera do wideorozmów.

Po kalibracji panel doskonale odwzorowuje barwy, więc sprawdzi się w mobilnej edycji zdjęć, grafiki i wideo. Naturalnie, jak na Yogę przystało, jest to też ekran dotykowy. Panel jest responsywny i korzystanie z niego czy to w trybie laptopa, czy tabletu, to czysta przyjemność.

Kreatywnym nie zabraknie też mocy obliczeniowej.

Yoga 910 ma też czytnik linii papilarnych do logowania poprzez Windows Hello.

Testowany przeze mnie egzemplarz wyposażony był w dwurdzeniowy procesor Intel Core i7, 8 GB RAM-u i dysk SSD o pojemności 256 GB. Korzystałem z Yogi 910 przez miesiąc, obrabiając na niej zdjęcia, od czasu do czasu składając wideo FHD, używając laptopa w codziennej pracy.

Nie licząc jednej sytuacji, kiedy Adobe Lightroom (który – powiedzmy to sobie szczerze – nie działa przesadnie szybko nawet na potężnych PC-tach) ewidentnie potrzebował więcej RAM-u, by poradzić sobie z załadowaną biblioteką, Lenovo Yoga 910 nie złapała zadyszki ani na moment.

Tym niemniej przy bardzo dobrej wydajności Lenovo Yoga 910 rozczarowuje jedną cechą, której nie wolno przemilczeć – kulturą pracy.

Być może w wersji z Core i5 sytuacja prezentuje się nieco lepiej, ale w wariancie z Core i7 wentylatory urządzenia pracują non-stop, z mniejszą lub większą intensywnością, nawet podczas zwykłego przeglądania Sieci. Do tego spód urządzenia potrafi się odczuwalnie nagrzać.

W tym jednym aspekcie pozostaje miejsce do sporych poprawek.

Nie powinno zabraknąć energii.

Lenovo Yoga 910, przy normalnym, niezbyt intensywnym użytkowaniu, średnio wytrzymywała z dala od gniazdka 5-6 godzin. Mowa oczywiście o wariancie z Intel Core i7, który jest bardziej prądożerny, niż wersja z Core i5. To i tak całkiem niezły czas pracy, pozwalający na swobodne korzystanie z laptopa przez połowę dnia.

Duży plus należy się Lenovo za kompaktową, leciutką ładowarkę na USB-C, która zmieści się w każdej torbie czy plecaku, a do tego jest bardzo poręczna, w przeciwieństwie do starych, dwuczęściowych zasilaczy.

„Pisacze” będą potrzebowali dłuższej chwili na przyzwyczajenie.

Klawiatura - naturalnie - podświetlana.

Klawiatura – jak to w laptopach Lenovo – to klasa sama w sobie. Klawisze mają odpowiedni rozmiar, idealny skok, nie klekoczą, są odpowiednio osadzone. Jednak aby komfortowo pisać na nowej Yodze, potrzeba solidnych kilku dni przyzwyczajenia.

Wszystko przez specyficzny prawy Shift, który – podobnie jak w Yodze 900s – jest bardzo krótki i osadzony po prawej stronie strzałki w górę. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do długiego Shifta, przez jakiś czas będzie notorycznie naciskał strzałkę, zamiast właściwego klawisza.

Lenovo – jak większość producentów – zapomniało, że kreatywni nadal używają kart pamięci.

Serio, kompletnie nie rozumiem tego trendu. Nie licząc kilku wyjątków, praktycznie wszyscy producenci usunęli ze swoich laptopów czytniki kart SD. A przecież to nadal podstawowy nośnik w większości aparatów fotograficznych!

W Lenovo Yoga 910 również zabrakło tego czytnika, choć moim zdaniem spokojnie znalazłoby się na niego miejsce.

Ogólnie pod względem łączności Lenovo podążyło śladami konkurencji i stawia na oszczędny minimalizm, czyli absolutne minimum portów – mamy tu tylko jedno pełnowymiarowe USB, jeden port USB-C (bez obsługi Thunderbolt 3) i port USB-C do ładowania.

Na szczęście pozostało gniazdo słuchawkowe, które produkuje dźwięk całkiem niezłej jakości, podobnie zresztą jak głośniki JBL Premium – grają głośno, nie przesterowują i jak na laptopowe przetworniki oferują dobrą szczegółowość.

Yoga, czyli as w rękawie.

Yodze 910 wiele można wybaczyć, z prostego powodu – ten laptop potrafi więcej, niż inne konstrukcje. Dzięki wspomnianemu zawiasowi 360 stopni, możemy ekran nachylić pod dowolnym kątem, lub po prostu wywinąć go na drugą stronę.

Spróbuj tak zrobić z MacBookiem...

Jest to szczególnie użyteczne w tzw. Trybie namiotu – laptop zajmuje wtedy niewiele miejsca i spokojnie możemy postawić go np. na kuchennym blacie czy małym stoliku.

Różne tryby pracy dobrze spiszą się też przy „kreatywnych” zastosowaniach. Tak duży tablet doskonale nada się np. do prezentacji zdjęć/grafiki dla klienta albo jako… książka z nutami, którą swobodnie postawimy chociażby na pianinie.

Yoga może więcej. Kosztując… mniej.

Jeżeli za bezpośrednią konkurencję Yogi 910 przyjmiemy MacBooka Pro lub nowego Surface Laptopa, łatwo zauważyć, że kosztuje ona zauważalnie mniej, oferując zauważalnie mocniejszą specyfikację.

Surface Laptop w wersji z Core i5, 8 GB RAM i dyskiem 256 GB kosztuje 6499 zł. MacBook o tej samej specyfikacji? 7499 zł. A Lenovo Yoga 910? 5899 zł. Dorzućmy tysiąc złotych i mamy wersję z Intel Core i7 i znacznie mocniejszą zintegrowaną kartą graficzną.

Oczywiście specyfikacja to nie wszystko, ale biorąc pod uwagę, jak wiele potrafi Yoga 910, Lenovo wyprzedza rywali co najmniej o jedną długość jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości i możliwości. Nie mówiąc już o stosunku ceny do… wyglądu.

Jeżeli więc jesteś osobą kreatywną, która wymaga od mobilnego sprzętu naprawdę wiele a do tego ceni walory estetyczne swoich urządzeń – Yoga 910 jest dla ciebie.

Ta maszyna może śmiało konkurować z najlepszymi, a pod kilkoma względami nawet wprawić rywali w kompleksy. Jeśli masz co do tego wątpliwości, to… spróbuj wygiąć ekran swojego MacBooka o 360 stopni*.

*Psst – na własną odpowiedzialność.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst