Biznes  / Artykuł

Zabawna sytuacja. Polacy wyjechali do Irlandii, a irlandzki biznes ciągnie do Polski

Do Irlandii wyjechały dziesiątki tysięcy Polaków. Teraz irlandzki biznes inwestuje w Polsce. 

Zaryzykuję stwierdzenie, że przed wejściem Polski do Unii Europejskiej Irlandia była jednym z kilku krajów na zachodzie Europy, z którymi nie czuliśmy żadnej więzi. Zupełnie inaczej niż Niemcy, gdzie Polacy już wcześniej odnaleźli się na rynku pracy, czy Hiszpania, którą kojarzyliśmy z piłki nożnej czy wakacyjnych kurortów.

Wejście do Wspólnoty, jednolity rynek czy swoboda przemieszczania się, a także podejmowania pracy doprowadziły do powstania nowych więzów z Zachodem. Polacy zaczęli stanowić największe mniejszości narodowe w Wielkiej Brytanii i Irlandii. W miarę jak język polski stawał się coraz częściej słyszany na ulicach, wzrosła również generalna świadomość istnienia takiego kraju na wschodzie jak Polska.


Dziś wymiana gospodarcza pomiędzy oboma krajami jest warta 3,1 mld euro. Polska jest dla Irlandii 12 rynkiem jeśli chodzi o eksport, a Irlandia dla Polski 16. Choć w obu przypadkach są to miejsca w drugiej dziesiątce, to warto odnotować, że dynamika wzrostu w ostatnich latach była dwucyfrowa. Dodatkowo, podróże pomiędzy oboma krajami są dziecinnie łatwe od kiedy tygodniowo mamy aż 60 połączeń.

Dla wielu Irlandzkich firm Polska jest przyczółkiem do prowadzenia działalności w całej Europie Środkowej, czyli na bardzo dużym rynku zamieszkanym przez 300 mln ludzi. W naszym kraju działa ponad 50 irlandzkich firm z sektorów takich jak budowlany czy obsługa klienta.


Są też i firmy działające w sferze najnowszych technologii. 3D4Medical zatrudnia 20 grafików 3D, którzy pracują nad modelami ludzkiego ciała, a S3 Connected Health zajmujący się telemedycyną ma w Polsce swoje centrum rozwoju oprogramowania.

Z rozmów z przedstawicielami tych firm wynika, że choć koszty życia w Polsce są znacznie niższe, to płace w wysoko wyspecjalizowanych zawodach IT są mniej więcej takie same w całej Europie. Polska wygrywa jednak bogactwem ofert na rynku pracy. W Irlandii przez obecność takich gigantów jak Google czy Facebook najbardziej utalentowani graficy czy programiści są już dawno wciągnięci w korporacyjne trybiki. W Polsce zaś można jeszcze znaleźć specjalistów szukających pracy.

Aby podkreślić znaczenie Polski jako liczącego się gracza na arenie międzynarodowej, premier Irlandii, Enda Kenny odwiedził 9 lutego Warszawę i wziął udział w Irlandzko - Polskim Forum Innowacji. Podkreślał, że w obliczu Brexitu jego kraj stanął przed wyzwaniem znalezienia sobie nowych partnerów. Jednym z nich może być właśnie Polska.

Premier
Enda Kenny, premier Irlandii, podczas wizyty na Google Campus.

O ciekawostkach związanych z biznesowymi relacjami na linii Polska – Irlandia rozmawiam z Bartoszem Sieprackim, zarządzającym biurem Enterprise Ireland w Warszawie.

Karol Kopańko, Spider’s Web: Czym robienie biznesu w Irlandii różni się od robienia biznesu w Polsce?

Bartosz Siepracki, Enterprise Ireland: W irlandzkim biznesie dominuje bardziej bezpośrednia, nieformalna relacja bazująca na wzajemnym zaufaniu. Ten nieformalny sposób nawiązywania relacji jest też stosowany z klientami, kiedy biorę udział w spotkaniach z polskimi firmami. Irlandczycy zwracają się wtedy do Polaków po imieniu, a ja na „Pan”, bo przecież u nas jest to normalne, a oni od początku „na Ty”.

Irlandczycy mają też naturalnie wpojoną etykę pracy. Przytoczę tu przykład Colma Lyona, twórcy Realex Payments, które zostało przejęte za 115 mln euro przez amerykańską firmę Global Payments. Jeszcze przed sprzedażą firmy Lyon zaczął tworzyć nowy startup finansowy Fire, który moim zdaniem jest najlepszym przykładem tego jak tworzy się rozwiązania z sektora fintech, bo obejmuje sektor B2B i produkt konsumencki. Pomimo ogromnego sukcesu jest przesympatycznym, uśmiechniętym, otwartym gościem w jeansach, który nadal ciężko pracuje w niewielkim zespole tworząc kolejny produkt. W Irlandii ważny jest też aspekt rozrywkowy czy społecznościowy biznesu, tzn. spotkania w pubie po pracy, które są świetną okazją do opowiadania historii i anegdot, w czym Irlandczycy są mistrzami.

Wydaje się, że Irlandia zyskała bardzo mocno dzięki temu, że na swoją siedzibę na Europę wybrały ją takie koncerny jak Google czy Facebook. Dlaczego właśnie ten kraj tak ich przyciągnął?

To nie tylko największe firmy internetowe, ale również farmaceutyczne - 9 z 10 największych firm farmaceutycznych świata ma swoje bazy w Irlandii. Wpłynąć na to pośrednio mogła irlandzka diaspora w USA, która cały czas jest bardzo aktywna w Stanach Zjednoczonych. Oprócz tego rynek jest anglojęzyczny, a społeczeństwo irlandzkie bardzo tolerancyjne. Irlandia ma też najniższy podatek korporacyjny w Europie - 12,5 proc. i przyjazne środowisko biznesowe.

Zdaje się, że społeczeństwo toleruje też imigrantów, którzy przyjechali na „zieloną wyspę” za chlebem.

Istotnie, widać to bardzo wyraźnie w statystykach demograficznych. Po wejściu Polski i innych krajów do Unii w 2004 roku i otworzeniu granic, społeczeństwo irlandzkie powiększyło się o 10 proc.! Do Irlandii przybyło wówczas aż 400 tys. ludzi i było to bezprecedensowe wydarzenie w historii Zielonej Wyspy.

Jak tę imigrację zarobkową postrzegają sami Irlandczycy?

Bardzo pozytywnie; imigranci przyłożyli się do rozwoju kraju - pracują i rozwijają się.

Wydaje mi się Irlandczycy taką tolerancję mają we krwi, w końcu to kraj, z którego na przestrzeni dziejów również pochodziło bardzo wielu emigrantów.

W Irlandii mieszka ok. 4,6 mln ludzi. Do "irlandzkości" przyznaje się 80 mln ludzi, a irlandzkich paszportów jest na świecie aż 50 mln. Dodatkowo w każdym miejscu, gdzie są Irlandczycy, rolę nieformalnej ambasady pełni irlandzki pub. Tam można znaleźć i pracę i małżonka i psa... wszystko (śmiech). Atmosfera jest bardzo przyjazna, a miejscowi dzielą się informacjami i pomagają. Tylko warto pamiętać, że nie każdy pub z napisem „Irish” jest rzeczywiście irlandzki. Najlepszym wyznacznikiem jakości jest oczywiście obecność lokalnych Irlandczyków. W Warszawie takim miejscem była Tortilla Factory, prowadzona przez Irlandczyka.

A jak rząd pomaga małym firmom?

Irlandia to mały kraj, więc firmy muszą myśleć o rynku globalnym od samego początku. Nie jest tak, jak w Polsce, gdzie rynek lokalny jest wystarczająco duży, aby zmieści firmę działającą w jakiejś niszy. Irlandczycy zresztą są bardzo skupieni na znajdowaniu nisz i wykorzystaniu ich do maksimum.

Enterprise Ireland jest kluczowym graczem tego ekosystemu. Mamy 32 biura na świecie i jeśli jesteś irlandzkim przedsiębiorcą w każdym z nich znajdziesz miejsce na spotkanie ze swoim klientem, a także dostęp do konsultantów, którzy pomogą rozwinąć biznes na lokalnym rynku.

Dajecie też wsparcie finansowe?

Tak, Enterprise Ireland jest największym inwestorem zalążkowym w Europie. W 2016 r. zainwestowaliśmy ponad 30 mln euro w 229 startupów, z czego aż 63 prowadzonych przez kobiety.  Najbardziej popularnym programem jest Competitive Startup Fund w ramach którego obejmujemy 10% udziałów za 50 tys. euro i oferujemy pakiet wsparcia, mentorów, dostęp do rynków zagranicznych za pomocą sieci biur. W kolejnej rundzie zbiera się zaś komitet inwestycyjny i wówczas indywidualnie rozstrzyga każdy przypadek i jeżeli inwestujemy to wspólnie z funduszami.

Jakie wymagania musi spełnić firma, aby kontynuować z wami współpracę?

Produkt lub usługa muszą mieć charakter globalny. Biznesplan musi zakładać, że w ciągu 3 lat firma będzie zatrudniała minimum 10 pracowników, a sprzedaż wyniesie 1 mln euro. Dodajmy, że nie są to pieniądze na pomysł, a na coś co już w jakiejś formie istnieje. Firmy mogą też otrzymać granty na R&D do wykorzystania na badania na uniwersytecie. Irlandia ma znaczne sukcesy w komercjalizacji badań i takie firmy jak Feedhenry czy Iona Technologies, które zaczynały jako spin-outy uniwersyteckie zostały później przejęte przez światowych graczy za kwoty odpowiednio 63 i 162 mln euro.

Czego od Enterprise Ireland mogliby się uczyć polscy gracze na rynku wspierania przedsiębiorczości?

Mam wrażenie, że choć Polska ma wiele inicjatyw wspierania młodych firm, to są one rozproszone. Nam udało się stworzyć zintegrowany system wspierający przedsiębiorców od pomysłu, przez budowę produktu i globalne skalowanie. Wiem, że PFR ma plan, aby to zintegrować, ale stworzenie takiej dobrze działającej organizacji i efektywnych procesów musi potrwać kilka lat.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst