Tech  / Artykuł

Moje życie nie jest tylko po to, żebym się nażarł i umarł - mówi nam Włodek Markowicz

107 interakcji
dołącz do dyskusji

Kilka tygodni temu na Spider's Web ukazał się mój tekst dotyczący Włodka Markowicza. Tekst dość krytyczny, w którym zastanawiałam się nad tym, jakie treści tworzy Włodek i do kogo one są kierowane. Niedługo po publikacji artykułu, odezwał się do mnie sam Włodek. Z tej rozmowy urodził się wywiad. Podczas niego Włodek odpowiedział na moje pytania dotyczące YouTube'a, treści, które tworzy, a także opowiedział o szukaniu swojego miejsca nie tylko w Sieci.

Joanna Tracewicz, Spider's Web: Podczas występu na TEDx powiedziałeś, że przez długi czas robiłeś coś, z czego nie byłeś zadowolony. Co się zmieniło wraz z końcem Lekko Stronniczego? Dlaczego to, co robisz teraz daje ci satysfakcję?

Włodek Markowicz: Dobre pytanie. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego to, co robiłem nie dawało mi satysfakcji. Wydaje mi się, że po prostu lubię robić nowe rzeczy. Robienie Lekko Stronniczego chyba mnie wypaliło, bo trwało to bardzo długo. A dlaczego to, co robię teraz daje mi satysfakcję...

Tak, dlaczego teraz jesteś zadowolony z tego, co robisz? Musiał nastąpić jakiś przełom. Chodzi o formę, o tematykę? A może po prostu lepiej ci, kiedy pracujesz sam, bo jesteś zupełnie niezależny?

Myślę, że podczas wystąpienia na TEDx – choć muszę przyznać, że już nie pamiętam dokładnie, jakich słów tam użyłem – miałem na myśli fakt, że nie mogłem się wyrażać w Lekko Stronniczym. Przez to, że było to ubrane w takie ramy, można powiedzieć żartobliwe, tam nie było dla mnie pola manewru. Musiało być rozrywkowo, zabawnie i co najgorsze musiało być – a może tylko takie ramy na siebie narzuciłem – powierzchownie. Zaczęło mi to przeszkadzać, że to jest tak płytkie. Jeśli coś nie jest zgodne ze mną, to mnie nie cieszy. Natomiast wszystko to, co teraz robię, wypływa ze mnie. Tak samo Flashback wypływa ze mnie, jak i inne wideo. Jak książka, którą teraz piszę.

Nie myślisz, że byłeś niezadowolony, bo jesteście z Karolem zupełnie różni?

Nie sądzę, żeby to był problem we współpracy.

Raczej chodzi mi o to, czy nie czułeś się zmęczony... bo byłeś przytłoczony? Karol jest osobą, która lubi być w centrum uwagi, a ty jednak byłeś trochę z boku.

Tak, to co mówisz, jak najbardziej miało miejsce. Miałem takie wrażenie, że przez ostatnie cztery lata nie pokazywałem siebie. Na pewno miałem poczucie, że muszę komuś coś udowodnić.

A jak się teraz czujesz z tym, że to twoja twórczość zdobyła większą popularność? Pierwsze wideo, te na których grasz na pianinie, wzbudziły ogólny zachwyt. To dobra decyzja, że skończyliście Lekko Stronniczego? Jest możliwe, żebyście jeszcze kiedyś coś wspólne razem zrobili?

Nie przywiązywałbym się do miejsca, w którym aktualnie jestem. Być może od teraz ja nie zrobię już nigdy niczego dobrego, a Karol będzie produkował same świetne materiały. Na chwilę obecną nie planujemy współpracy, ale życie jest tak nieprzewidywalne, że kto wie.

Dla wielu waszych odbiorców Lekko Stronniczy mógł być sygnałem, że z Karolem widujecie się codziennie, przyjaźnicie się. A potem nagle nastąpił koniec. Nie spotkałeś się z opinią, że Lekko Stronniczy się skończył, bo jesteście z Karolem w konflikcie?

Ludziom się wydaje, że to, co widzą, wyjaśnia wszystko. Że wiedzą, jaka kogo łączy relacja, co dzieje się za kulisami. Z Karolem nie spotykaliśmy się codziennie, najczęściej bywało tak, że nagrywaliśmy dwa razy w tygodniu wszystkie odcinki na dany tydzień. Traktowaliśmy Lekko Stronniczego jako pracę.

I staliście się w pewien sposób celebrytami, ludzi interesuje wasze życie prywatne.

I ja dlatego tym bardziej wolałbym o tym nie mówić. Nie lubię tego. Przed chwilą dostałem propozycję wyjazdu na narty z innymi celebrytami i ważnymi osobami. Wyjazd polegałby na tym, że mam jeździć na nartach i pozować na ściance. Strasznie tego nie lubię. Jeśli ktoś sam chce dzielić swoim życiem prywatnym, nie mam z tym problemu. Ale mam problem z portalami plotkarskimi, które wykorzystują ludzi, bo dobrze wiedzą, że ich czytelnicy nie szukają faktów, a opinii i ofiar do pożarcia.

Kiedy odezwałeś się do mnie po opublikowaniu mojego tekstu na Spider's Web, napisałeś, że jeśli będę chciała porozmawiać, powiesz mi dlaczego operujesz truizmami. Jest okazja, więc dlaczego i...?

Dlaczego się odezwałem?

A to też jest interesujące. Zatem dlaczego? Pierwszy raz spotkałeś się z krytyką?

Odezwałem się, bo to ciekawsze porozmawiać z kimś, kto mnie nie rozumie, niż z kimś, kto mnie rozumie. Z krytyki można się więcej nauczyć niż z pochwał. Kiedy ktoś jest wobec ciebie bezkrytyczny, rozmowa bywa wtórna. Wiesz, mówią, opowiedz, jak to się zaczęło, jak to robisz...

I pada "ulubione" pytanie: jak zaczęła się twoja przygoda z YouTube'em.

Tak. Z krytyką nie spotkałem się pierwszy raz. Właściwie od momentu opublikowania pierwszego materiału poza wideo z pianinem i poza Flashbackiem, zauważyłem krytykę na swój temat, na temat tego, co robię. Nie pamiętam teraz, który to był film, ale jakiś pierwszy z truizmami.

Więc o co chodzi z tymi truizmami?

Ludziom się wydaje, że ja porzuciłem Flashbacka, żeby zajmować się truizmami. Mało kto chce spojrzeć na te filmy w ten sposób, że te truizmy to mogą być najważniejsze rzeczy, które ja zrozumiałem w życiu. Robienie Flashbacka w porównaniu z tymi materiałami jest niczym. To tak jak babcia, która mówi nam, że zdrowie jest najważniejsze. Machamy na to ręką, bo przecież wszyscy o tym wiemy. Ale ta babcia, mając kilkadziesiąt lat, ona naprawdę zrozumiała, że to jest najważniejsze. I chce się tym z kimś podzielić. Jeśli dzięki tym filmom ja jestem w stanie komuś pomóc lepiej zrozumieć siebie i świat, to ja to zrobię i chcę robić. Niezależnie od krytyki. Zdarza się, że piszą do mnie osoby, które mają około dwudziestu lat, że pierwszy raz czują się zrozumiane, bo mówię o tym, co siedzi w ich głowach. To jest dla mnie ważne, bo to znaczy, ze to, co robię, do kogoś trafia. Na YouTubie widzisz tylko cyferki, a taka wiadomość warta jest więcej. Wiem, że ktoś obejrzał mój film i go to obeszło.

Mówisz, że posługujesz się truizmami, bo nimi podkreślasz fakt, że coś jest dla ciebie ważne, coś zrozumiałeś. Ale wiesz, że to ma pejoratywne znaczenie?

Wiem, choć chciałbym, żeby tak nie było. Mój problem polega na tym, że mówię wprost o czymś, co powinno być przedstawione w kamuflażu. Stanley Kubrick powiedział kiedyś, że najgorszym sposobem na zakomunikowanie emocji, pomysłu, idei to zrobienie tego dosłownie. Nie rozumiałem tego i dopiero powoli się tego uczę.

Na jakiego odbiorcę jesteś w takim razie nastawiony? Kto jest twoim targetem? Nie sądzisz, że aby zyskać dorosłego widza...

Ja nie robię czegoś, aby zyskać widza.

Dla kogo robisz filmy? Dla nastolatków? Youtuberzy lubią się wypierać, że nie tworzą dla dzieci czy tzw. gimbazy.

Ja nigdy się nie wypierałem, że robię filmy dla dzieci. Ja wręcz chętniej będę robił wideo dla nastolatków niż dla dorosłych, bo na nastolatka mam jeszcze szansę pozytywnie – jak przynajmniej mi się wydaje – wpłynąć. Bo on szuka wzorców. Przed robieniem filmu, nie myślę o tym do kogo on trafi, po prostu chcę wyrazić siebie.

Ale nawet jeśli nie myślisz, kto cię obejrzy, po stworzeniu kilkudziesięciu filmów, na pewno wiesz, kto jest statystycznym odbiorcą Włodka Markowicza?

Sporo jest licealistów, sporo jest ludzi na studiach, młodych pracujących. To są ludzie wokół dwudziestki. Nigdy chyba do mnie nie napisał żaden dwunastolatek. Nie wiem, czy mając dwanaście lat da się zrozumieć to, o czym ja mówię.

W odniesieniu do twojej twórczości, w Internecie pojawia się słowo "coaching". Czy Ciebie coaching interesuje i czy uważasz, że twoje materiały można określić tym mianem?

Nie wiem, czy ja bym się nazwał coachem, z tego względu, że ja nie zachęcam ludzi do brania udziału w wyścigu szczurów.

Coaching zachęca do brania udziału w wyścigu szczurów?

Absolutnie tak, choć oczywiście są też dobrzy coachowie w Polsce. Moją aspiracją nie jest robienie mów motywacyjnych. Z coachingiem mam też ten problem, że nie wiem, na ile on robi krzywdę ludziom, a na ile im pomaga. Czy te głosy zadowolenia są prawdziwe? Czy jeżeli ktoś robi coś tylko dla pieniędzy, ale pomaga ludziom, to jest to dobre? Czy cel uświęca środki? Ja się wciąż uczę, jak przekazywać to, co sam zrozumiałem. Być może wynika to z braku wiedzy, że ja to, co mam do przekazania, przedstawiam w taki prosty sposób. Być może wszyscy ci, którzy mnie krytykują już dawno zrozumieli to, co ja rozumiem dopiero teraz. Może to dla nich oczywiste.

Polski YouTube jest zdominowany przez let's playerów i "śmieszków". Myślisz, że tworząc takie treści mocno "na poważnie", można jeszcze na polskim YouTubie zaistnieć? Tobie udało się, bo to, co robisz jest potrzebne czy... dlatego, że ludzie kojarzą cię jako Włodka z Lekko Stronniczego?

Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś dziś mógł zacząć robić poważne treści na YouTubie i by to stało się popularne. Ja na pewno bazuję na tym, co robiłem wcześniej. Zbudowałem relację z widzami i teraz jest mi łatwiej powiedzieć im coś innego. Z YouTube'em i poważnymi treściami jest ten problem, że jesteś oceniany przez pryzmat samej platformy. A jeśli 99% rzeczy jest rozrywkowych i śmiesznych, to z czegoś to wynika. Na YouTubie co prawda możesz wrzucić wszystko, ale to nie znaczy, że ktoś to będzie oglądał.

W jednym ze swoich filmów powiedziałeś, że łatwo być ironicznym i śmiesznym w Internecie? To Cię męczy? Męczy cię beka z beki i śmieszkowanie? To jest złe?

Nie, to nie jest złe. Ale mam taką teorię, że ironia i sarkazm to mechanizm ochronny. Wyśmiewanie to często reakcja obronna, gdy czegoś nie rozumiesz. Bo najłatwiej jest to wyśmiać.

Ludzie nie chcą być prawdziwi? Być na serio?

Nie chcą, bo się boją. I to czasem jest niebezpieczne. Kiedy za bardzo się odsłaniasz możesz zostać wykorzystany.

Jaki jest cel twoich filmów? Jaka jest twoja misja?

Ja po prostu mam takie przekonanie, że moje życie nie jest tylko po to, żebym się nażarł i umarł.

A możesz stwierdzić, że twoim celem jest edukacja innych?

Tak, jak najbardziej.

Poziom techniczny Twojego wideo to absolutna czołówka, znacznie wyżej, niż 99% polskiego YouTube'a. Nie myślałeś spróbować czegoś bardziej... artystycznego? Kręcenia krótkometrażówek, opowiadania historii nie w formie autorefleksji, tylko prawdziwej narracji? Nie sądzisz, że wtedy zyskałbyś większe uznanie w oczach tych, którzy teraz deprecjonują cię za to, że postawiłeś się w roli mentora?

Jak najbardziej, chciałbym tego spróbować i zrezygnować z tego mentorskiego tonu. Ale tak naprawdę nie wiem jeszcze, co będę robił. Skończyłem książkę, ona teraz przechodzi przez redakcję. Dostaję uwagi, co można byłoby poprawić. Ale to się za chwilę skończy. A kiedy to się skończy, nie mam nic kompletnie do roboty i... nie zdecydowałem jeszcze, czym będę się zajmował. Czuję się jak taki nastolatek, który zastanawia się, co z sobą począć. Nie wiem, czy w ogóle dalej będę kontynuował swój kanał na YouTubie. Mógłbym robić nadal Flashbacka, ale chciałbym zrobić coś innego, coś głębszego, trudniejszego.

A może chodzi o to, że tak naprawdę nie znalazłeś jeszcze miejsca, medium, które pozwoliłoby ci się wyrazić? Może to tak naprawdę nie powinien być YouTube?

Być może. Być może właśnie o to chodzi.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst