Tech  / Artykuł

Zdjęcie polskiego fotografa bez zgody w iTunes - kto odpowie?

Polską scenę fotograficzną wzburzył fakt pojawienia się zdjęcia Pana Wiktora Franko w ramach usługi iTunes. Pojawiły się nawet głosy o tym, że Polak jest teraz na prostej drodze do "zbankrutowania" Apple. Czy tak jest w istocie?

Sytuacja prezentuje się w następujący sposób:

Zdjęcie autorstwa fotografa Wiktora Franko zostało wykorzystane przez twórców aplikacji Oggi stworzonej przez zespół Hipstamatic, LLC. Jest to program przygotowany z myślą o systemie operacyjnym iOS, a w związku z tym można go było znaleźć w ofercie sklepu iTunes. W materiałach promocyjnych aplikacji wyświetlanych w ramach iTunes znalazło się jedno ze zdjęć polskiego fotografa.

Wiktor Franko wraz ze swoimi pełnomocnikami zwrócił się do firmy Apple domagając się usunięcia zdjęcia, a następnie także o zapłatę stosownego odszkodowania. Poniżej możecie zapoznać się z pełną treścią historii, opisaną bezpośrednio przez samego zainteresowanego.

Post ten wywołał mała burzę w środowisku polskich internautów i fotografów, a niewątpliwie obecność firmy Apple w tle (słynącej z procesowania się z każdym, o wszystko i panicznej ochrony swoich praw, a także praw, które nigdy im nie przysługiwały) dodawała wszystkiemu pikanterii. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka?

Moja ocena zaistniałej sytuacji jest następująca.

Niewątpliwie Wiktorowi Franko, który jest autorem spornej fotografii, przysługuje ochrona na gruncie prawa autorskiego. Nie mamy tutaj styczności z sytuacją dozwolonego użytku, a sądząc z oburzenia autora nie zawarł on z nikim stosownej umowy licencyjnej lub o przeniesienie majątkowych praw autorskich do tego zdjęcia. Jednocześnie nie jest prawdziwy zarzut niektórych internautów, że z chwilą wgrania zdjęcia jakiś czas temu na Facebooka, to właśnie Facebook stał się wyłącznym dysponentem tej fotografii - i że być może on jest winnym całego zamieszania. Zapisy w regulaminie Facebooka w żadnym stopniu nie "wywłaszczają" twórców z praw majątkowych do zdjęć, a jedynie zabezpieczają sam serwis i jego użytkowników na wypadek pretensji o dokonywanie rozpowszechnienia przy użyciu funkcji "like", "share" czy np. wykorzystywaniu naszych zdjęć profilowych przez np. grę FarmVille.

Autor, którego prawa zostały naruszone, może domagać się określonych działań spoczywających na naruszającym, wliczając w to zaniechanie naruszenia, zapłatę odszkodowania i kilka innych kwestii, które zostały wyliczone na przykład w art. 79 polskiej ustawy. Podobnie wygląda to we właściwym w niniejszym sporze prawie amerykańskim, które na dodatek posiada nieco przychylniejsze pokrzywdzonym sądy, które w sprawach cywilnych nie mają w zwyczaju przesadnie długo zastanawiać się czy aby kara nie będzie zbyt surowa.

Pełnomocnicy Wiktora Franko uznali, jak można wyczytać w komentarzach, że Apple jest współwinne zaistniałej sytuacji naruszenia praw autorskich fotografa. Jestem skłonny zrozumieć ich tok myślenia. Tutaj w grę wchodzi konstrukcja prawna, którą my w naszym prawie autorskim mamy zawartą w art. 116, a mianowicie: rozpowszechnienie utworu. Wspominałem Wam o niej już kilkukrotnie przy omawianiu prawnoautorskich konsekwencji linkowania i embedowania. Czyli np. linkując lub wstawiając (embedując) piracki filmik z YouTube'a, umieszczony tam bez zgody autora, możemy odpowiadać za naruszenie prawa autorskiego w drodze rozpowszechniania utworu (choć, gwoli ścisłości, muszę nadmienić, że polskie i europejskie sądy nie do końca wiedzą co z tym zrobić i kolejne wyroki w tej materii często sobie przeczą).

Zakładam więc, że podobną logiką kierowali się pełnomocnicy fotografa, ponieważ skoro Apple rozpowszechniło materiały promocyjne wraz ze zdjęciem naruszającym prawa Wiktora Franko, to równie dobrze można ich uznać za współwinnych zaistniałej sytuacji. Rozumiem linię ataku przyjętą przez prawników. Jednakże według mnie...

Apple się obroni

Wyobraźcie sobie sytuację, w której redakcja Spider’s Web musiałaby prawnie odpowiadać za każdym razem, gdy ktoś z Was znieważy inną osobę w publikowanych pod tekstami komentarzach. Albo gdyby serwis YouTube i Google musieli płacić każdemu artyście za to, że użytkownik wgra filmik, w którego tle przygrywa akurat piosenka znanego muzyka. Albo gdy uparcie jedenasty raz w tym tygodniu wgrywa na YouTube wszystkie trzy części Matrixa.

Dlatego właśnie Amerykanie w 1998 roku wprowadzili ustawę DMCA (Digital Millennium Copyright Act), a wraz z nią konstrukcję notice & takedown. Konstrukcja ta trafiła zresztą także do europejskiej dyrektywy ECC z 2000 roku , a wraz z nią zawędrowała z czasem i do polskiego prawa (m.in. w postaci art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). Zgodnie z jej treścią przechowujący dane usługodawca generalnie nie ponosi odpowiedzialności, jeżeli

nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych

Poniekąd tak właśnie zrobiło Apple, na wezwanie fotografa, usuwając sporną fotografię z materiałów promocyjnych aplikacji w iTunes. Ten argument częściowo słusznie podnoszą również internauci. Istnieją sytuacje, w których podmiot świadczący usługę nie może się powołać na DMCA, ale wydaje mi się, że w sprawie Pana Wiktora gigant technologiczny zachował się zgodnie z prawem. Dla zainteresowanych, wycinek amerykańskiej ustawy, który wyłączyła odpowiedzialność Apple z chwilą usunięcia zdjęć na wniosek autora:

(c) Information Residing on Systems or Networks At Direction of Users.—

(1) In general.— A service provider shall not be liable for monetary relief, or, except as provided in subsection (j), for injunctive or other equitable relief, for infringement of copyright by reason of the storage at the direction of a user of material that resides on a system or network controlled or operated by or for the service provider, if the service provider—

(A)
(i) does not have actual knowledge that the material or an activity using the material on the system or network is infringing;
(ii) in the absence of such actual knowledge, is not aware of facts or circumstances from which infringing activity is apparent; or
(iii) upon obtaining such knowledge or awareness, acts expeditiously to remove, or disable access to, the material;
(B) does not receive a financial benefit directly attributable to the infringing activity, in a case in which the service provider has the right and ability to control such activity; and
(C) upon notification of claimed infringement as described in paragraph (3), responds expeditiously to remove, or disable access to, the material that is claimed to be infringing or to be the subject of infringing activity.

Jednocześnie od takiej odpowiedzialności nie uwolnią się pracownicy Hipstamatic. Zdjęcie zostało wykorzystane w sposób bezprawny, a Konwencja Berneńska i inne przepisy mówią wprost, że nawet niemożność określenia autora nie wyłącza prawnoautorskiej ochrony. W swojej pracy często współpracuję z fotografami, rozumiem artystów i ich problemy, a w sporze przeciwko Hipstamatic Panu Wiktorowi oczywiście kibicuję. Walka z Apple może być raczej stratą czasu i środków. Twórców samej aplikacji odsyłam zaś do wpisu Darmowe i legalne zdjęcia na Twoją stronę www, ponieważ stworzyłem go jakiś czas temu właśnie dla takich ludzi jak oni. I właśnie ci, którzy z tamtym wpisem się nie zapoznali, mogą mieć takie problemy, jak teraz będzie miał HIpstamatic.

Reasumując - roszczenie uzasadnione. Adresaci roszczenia - kwestia problematyczna. Hipstamatic - niewątpliwie. Apple - uwolniło się od odpowiedzialności prawnej z chwilą usunięcia problematycznych zdjęć z iTunes, działając w ramach procedury notice & takedown.

Więcej artykułów, które mogą zainteresować fotografów - na mojej stronie internetowej. W przypadku pytań, wątpliwości, chęci współpracy - zapraszam do kontaktu: kuba@techlaw.pl.

kralka

Jakub Kralka – prawnik, specjalizuje się we własności intelektualnej i problemach prawa cywilnego, wspiera nowe media, artystów, startupy i e-commerce, autor bloga Techlaw.pl – Prawo Nowych Technologii. We wrześniu szczególnej uwadze polecamy poradnik Jak zarejestrować portal/blog jako prasę? oraz dział prawo autorskie.

Więcej wieści na temat logo techlaw Prawa Nowych Technologii w serwisie Facebook. Twitter @jakubkralka.

Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst