Social media  / Felieton

Twitter stawia na multikulturowość... a co z kompetencjami?

Strach przed posądzeniem o dyskryminację mniejszości kulturowej, rasowej czy seksualnej może powodować absurdalne wnioski i decyzje. Twitter jest na skraju zrobienia sobie dobrej reklamy kosztem jakości swojej siły roboczej.

Uważam, że żadna z mniejszości o jakimkolwiek charakterze nie powinna być dyskryminowana z jakiegokolwiek powodu. I wydaje mi się, że zarówno reszta blogerów Spider’s Web, jak i większość z was, Czytelników, się z tym poglądem zgodzi. Odróżnijmy jednak równe prawa dla wszystkich od zdobywania przywilejów kosztem innych.

Niestety, za każdym razem, gdy dana grupa jest prześladowana, następuje potem efekt jo-jo: z poczucia winy i strachu przed powtórzeniem karygodnych zachowań, boimy się być twardzi wobec przedstawicieli tej grupy. Co niektórzy z jej członków, a w każdej grupie znajdziemy cwaniaków, bezwstydnie to wykorzystują, wypaczając cały zamysł „politycznej poprawności”.

Opinia publiczna jest najważniejsza

Dlatego też rządy i pracodawcy dwoją się i troją, by pokazać, jak bardzo są tolerancyjni wobec mniejszości jakiegokolwiek typu. Nie tylko dlatego, by uniknąć kłopotów. To również bardzo dobrze wygląda w kampaniach wyborczych, materiałach promocyjnych i tym podobnych. Ludzie nie chcą mieć nic wspólnego z instytucją, która kojarzy im się z homofobią, rasizmem czy seksizmem.

twitter

Zapominamy jednak o jednej rzeczy, którą wszak te mniejszości głoszą. One nie są od nas w ogólnym ujęciu gorsze. Ale też nie są lepsze. Kolor skóry, orientacja, wyznanie religijne czy cokolwiek innego, raczej nie decydują o tym, czy jesteśmy lepszymi programistami, dyrektorami, marketingowcami, i tak dalej. W normalnym przedsiębiorstwie, ludzi najmuje się z uwagi na ich kompetencje. A nie poglądy czy rasę.

Twitter jednak najwyraźniej o tym „zapomniał” (cudzysłów zamierzony, bo jestem przekonany, że motywy są zupełnie inne). Poinformował na swoim blogu, że popełnił pewien błąd najmując swoją siłę roboczą. Z trzech tysięcy pracowników Twittera, 90 procent jest biała lub pochodzenia azjatyckiego, a 70 procent zatrudnionych to mężczyźni.

„To trzeba zmienić!”

Tak przynajmniej zapewnia dyrekcja Twittera, chcąc zróżnicować swoją siłą roboczą. A ja się pytam… czemu trzeba zmienić? Jak rozumiem, osoby najmowane do Twittera były wybrane za ich kompetencje, wykształcenie, doświadczenie zawodowe czy inne talenty. Teraz, jak rozumiem, to schodzi na drugi plan.

Osoba czarnoskóra będzie miała przewagę nad Azjatą. Kobieta będzie miała przewagę nad mężczyzną. Nie z uwagi na swoje umiejętności, a płeć czy rasę. Chore? Nie tak do końca. Jestem przekonany, że napisanie takiego postu to świetna reklama dla tego serwisu. Wiele osób bez refleksji podejdzie do tego wpisu, zapamiętując tylko, że Twitter to takie fajne, tolerancyjne miejsce i dobrze tam być. Przy okazji udało mi się dowiedzieć, że w Twitterze pracuje „wiceprezes do spraw różnorodności i braku wykluczenia”. Niestety, nie udało mi się dowiedzieć ile na takim stanowisku się zarabia…

Na Spider’s Web na chwilę obecną regularnie piszą wyłącznie biali mężczyźni. Obawiam się, że w nowoczesnym świecie wkrótce z tego powodu możemy mieć przechlapane.

Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst