Tech  / Felieton

Internet nie lubi kobiet? A może to nie internet, a ludzie?

110 interakcji
dołącz do dyskusji

Z ciekawością przeczytałam tekst Joanny Tracewicz o tym, że internet (małą literą,  jako zjawisko kulturowo-społeczne a nie technologia) nie lubi kobiet.

Najpierw muszę rozprawić się z twierdzeniem, że internet nie lubi kobiet. Cześć internetu lubi, część nie. W zasadzie łatwiej mi zrobić cokolwiek jako kobiecie przez internet niż w rzeczywistości -  to po pierwsze.  Po drugie drobne, ale uderzające w poczucie własnej wartości sprawy dziejące się w rzeczywistości uderzają bardziej, niż częstsze "hejty sieci. Do "hejtów" w sieci, nawet masowych, łatwiej się przyzwyczaić i uodpornić na nie, niż na dyskryminację w realu.

Asiu - jeśli ktoś w sieci powie Ci, że jesteś brzydka, gruba, że powinnaś siedzieć w kuchni i w ogóle jesteś idiotką, to co pomyślisz? Że pewnie po drugiej stronie siedzi tchórz, który wylewa swoje niepowodzenia w życiu i związkach w komentarzach czy na fejsie.

W rzeczywistości raczej nikt obcy nie podejdzie do Ciebie i nie powie tych rzeczy w twarz, bo tchórz nie bez powodu jest tchórzem.

Za to w rzeczywistości możesz usłyszeć, że utyłaś, że wyglądasz jakoś źle. Może w autobusie jakiś oblech przyklei się do Ciebie pod pozorem braku miejsca, tak żeby chociaż się poocierać. Może gdy pójdziesz na rozmowę o pracę poczujesz, że rekruter ocenia Cię po wyglądzie i stawia na tej szali Twój los, ale nie zrobisz z tym nic, nikomu się nie poskarżysz, bo wiesz, że jeśli powiesz coś głośno, to nazwą Cię ironicznie feministką, jakby to było prześmiewcze słowo i powiedzą, że jesteś niepoważna, zbyt pewna siebie albo po prostu marudzisz.

Być kobietą w internecie jest dużo łatwiej, niż w realu. W sieci łatwiej walczyć o swoje, łatwiej powiedzieć oblechowi czy chamowi że jest idiotą i żeby się odwalił.  I zdecydowanie łatwiej znaleźć kogoś, kto rozumie problem i stanie po Twojej stronie.

Chociaż ta jedna osoba - ta, której poparcie pozwoli na olanie baranów i pójście dalej.

W realu nie dość, że ciężej jest się postawić i powiedzieć "spieprzaj dziadu", bo można narazić się na kpiny, wyzwiska czy nawet na przemoc fizyczną, to nawet drobniejsze, z pozoru mniej istotne i dla większości mężczyzn niezrozumiałe sprawy uderzają mocniej i bardziej podkopują poczucie własnej wartości i pewność siebie. Nawet ogromna skala dyskryminacji w internecie nie ma tu specjalnego znaczenia - w pewnym momencie kobieta musi uodpornić się na to wszystko, a gdy to zrobi to reszta spływa jak po kaczce.

kobieta fuck you

Co zrobisz, gdy komentator napisze, że chętnie by Cię przeleciał lub że jesteś ohydna? Przez chwilę poczujesz się niepewnie, potem się wkurzysz i odpiszesz mu że jest idiotą,  zignorujesz albo skasujesz komentarz.

Co zrobisz, gdy podejdzie do Ciebie starszy o dekady gościu i z nieprzyjemnym uśmiechem,  nawet lekko żartobliwie powie, że chętnie by Cię poobracał, gdyby miał znowu dwadzieścia lat, albo że szedł za Tobą i gapił się na Twój tyłek bo jest taki apetyczny? Przypomnij sobie taką sytuację i odpowiedz sobie szczerze a potem porównaj to z reakcją z internetu.

Gdy następnym razem poznasz nowych rówieśników zwróć uwagę jak "obcinają" Cię wzrokiem i oceniają, czy jesteś atrakcyjna seksualnie.

To ekwiwalent internetowych cycków, o których pisałaś, że stają się wyznacznikiem tego kim jest kobieta.

W rzeczywistości też tak jest, tylko prawie nikt nie mówi tego głośno.  Zresztą same rozmawiałyśmy kiedyś o tym, którzy celebryci są przystojni, których aktorów oglądamy w filmach i serialach tylko ze względów estetycznych. Czy to po części nie podobne uprzedmiatawianie osoby i sprowadzanie jej do wyglądu?

Internet nie tyle nie lubi kobiet, co jest odbiciem i amplifikatorem świata rzeczywistego. Tu mówi się to, co w realu pozostaje niedopowiedziane. Nie daję na to przyzwolenia - jakakolwiek dyskryminacja i uprzedmiotawianie jest z zasady zła i oprócz świadectwa o autorze wpływa także na odbiorców przekazu i resztę internautów. Jednak w internecie łatwiej sobie z tym radzić.

Mam obawę, czy skala tego zjawiska w sieci nie odbije się na zachowaniach w rzeczywistości, ale to obawa podobna do tej o złych wzorcach dla młodych chłopców.

Chłopców, którym od wieków powtarza się, że muszą być twardzi, że męskość polega na przemocy i pokazach siły. Dziś te wzorce rezonują w mediach, w kreskówkach i filmach o napakowanych superbohaterach, którzy zamiast radzić sobie z problemem idą w przemoc. Jak Batman na przykład,  który ze stratą rodziców radzi sobie ułudą pomocy społeczeństwu. Jego działania polegają na walkach ze złymi kolesiami, które skutkują pomocą dla jakiejś garstki osób, podczas gdy prawdziwe problemy wielkiego miasta pozostają nienaruszone. Batman, zamiast pomóc na poważnie, stworzyć program inwestycji w policję i usprawniania jej działania,  zamiast założenia jakiegoś stowarzyszenia pomagającego osieroconym dzieciom bije się na prawo i lewo.

Ale taki jest wzorzec męskości, który teraz rezonuje w życiu i internecie pogardą, niezrozumieniem dla innych i nienawiścią do przeciwnej płci czy innych grup społecznych,  który każe udowadniać hejterom męskość przez stroszenie piórek i każe traktować kobiety z góry.

Bo te, gdy nie okażą się idealnymi księżniczkami z Mario stają się obiektem podrzędnym.

Tytuł Twojego tekstu brzmi "Internet nie lubi kobiet". Jakiś bezosobowy internet nie lubi nas, kobiet. Dlaczego taka emfaza na kobiety?  Dlaczego nie tytuł,  który zamiast zwracać uwagę na kobiety przeniesie punkt ciężkości na seksistów,  na przykład "seksiści w sieci przekraczają wszystkie granice" lub coś w tym stylu, coś co zruga winnych takiej sytuacji a nie postawi kobiet na starcie jako słabszych, tych innych, nielubianych?

Internet, Asiu, nie jest tu problemem samym w sobie. Przyczyn trzeba szukać gdzie indziej,  zwłaszcza jeśli chce się zaradzić problemowi.

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst