Gry  / Felieton

Perły z lamusa: Airline Tycoon

Airline Tycoon był jednym z pierwszych tycoonów, który miałem okazję ograć. Tytuł zyskał moje uznanie nie tylko z powodu świetnej, komiksowej grafiki, dużej grywalności, ale także zapadającej w pamięć lokalizacji.

Zanim głowy wszystkich maniaków technologii zaczął zaprzątać problem Y2K, studio CD Projekt wydało grę, która znalazła wielu miłośników. Airline Tycoon pozwalało wcielić się w szefa jednej z czterech linii lotniczych i zdominować podniebne podróże.

W pełni zlokalizowana gra pojawiła się w Polsce pod koniec roku 1999, dokładnie 11 września. Programiści niemieckiego studia Spellbound Software chcieli stworzyć strategię ekonomiczną dla szerokiego grona odbiorców, stąd techniczne elementy musiały zostać ograniczone do minimum. Twórcy uznali, że trudna tematyka będzie miała dobry odbiór dzięki wykorzystaniu komiksowej, dwuwymiarowej grafiki oraz całej masy dobrego humoru. Z całą pewnością im się to udało!

Airline Tycoon
Na plażę, lecę na plażę!

Twoje własne OLT Express!

W grze możemy wybrać spomiędzy czterech postaci kierujących nowopowstałymi liniami lotniczymi. Wybór nie ma znaczenia na przebieg rozgrywki i będzie wiązał się tylko z położeniem swojego biura na lotnisku oraz jego wystrojem.

Rozgrywka polegała na odpowiednim zarządzaniu całą linią lotniczą – od ogarnięcia floty samolotów, ich odpowiedniego obłożenia, po codzienne konsumowanie whisky pochodzącą ze sklepu bezcłowego. Pomimo wielu rzeczy, które trzeba było ze sobą odpowiednio zsynchronizować – mam tutaj na myśli zaplanowane loty, strajkujący personel czy przeprowadzanie ataków bombowych na konkurencję - rozgrywka nie nastręczała zbyt wielu problemów. Dużą rolę odegrały tutaj wizualne reprezentacje poszczególnych elementów lub procesów a także humorystyczne podejście.

Airline Tycoon
Centrum dowodzenia (zanim dorobiło się laptopa, terminarza oraz telefonu komórkowego za 300000 zł!)

Lotnisko, po którym się poruszaliśmy żyło. Ruch turystów uzależniony był od godziny oraz faktycznego obłożenia lotami, pasażerów mogliśmy żegnać lub witać o danych godzinach przy swoich bramkach i monitorować ich działania (dymek nad głową mówił wszystko). Podobnie rzecz się miała z komunikatami tła – zapowiadane odprawy, zagubieni pasażerowie czy odgłos startujących samolotów.

Kreskówkowy humor

Mimo, że wesołe elementy rozgrywki były tylko smaczkami, na długo potrafiły zapaść w pamięci. Niektóre z postaci, z którymi mogliśmy wejść w interakcję w mniejszy lub większy sposób potrafiły wywołać uśmiech na twarzy. Do niektórych lokacji oraz obecnych tam osób twórcy gry podeszli stereotypowo - właściciel lotniska z nieustannie niezadowoloną miną i cygarem w gębie (choć na drzwiach biurowych widniał znak zakazu palenia), w warsztacie nic nie powinno działać, jak należy, a jego kierownikiem jest zapewne młody absolwent zawodówki z fajką w gębie (zaraz obok beczki z radioaktywnymi odpadami oraz bodaj pojemników z tlenem i acetylenem), a whisky ze sklepu bezcłowego sprzedaje nam blond-dziewuszka z dużymi... kolczykami.

Airline Tycoon
"Salem alejkum", chce Pan kupić bombę?

Polska lokalizacja

Polska wersja językowa jest jedną z niewielu lokalizacji, które mnie urzekły (podobnie jak Shogo, które niedawno opisywałem). Doborowe jak na tamte czasy towarzystwo, które bardzo dobrze wpasowało się w dane postaci – Gabriela Kownacka w roli rudej Doroty, Artur „Norek” Barciś jako Andrzej Balicki czy Krzysztof Kowalewski w roli kierownika lotniska – do dziś pamiętam niektóre z ich wypowiedzi. Obsadę dopełnili Piotr Machalica oraz Jan Piechociński. Dialogi były dobrze skonstruowane i idealnie oddawały klimat gry. Twórcom lokalizacji należały się wtedy ogromne brawa!

Airline Tycoon
Odpowiednia roślina w odpowiednim miejscu - bank skonsumuje wszystkie Twoje pieniądze!

Airline Tycoon reaktywacja

Tak jak w przypadku Shogo do dziś ubolewam, że nie powstały kontynuacje, tak z Airline Tycoon mam nieco odmienne uczucia. Samodzielne rozszerzenia, czyli Airline Tycoon: Deluxe oraz Evolution, mimo braku zmian w mechanice rozgrywki, a jedynie dodaniu kilku misji oraz elementów, nie potrafiły przyciągnąć tak, jak pierwowzór. Ponadto przy lokalizacji zatrudnione zostały inne osoby, co skutecznie odebrało czar jedynki. Wersji w trzech wymiarach nawet nie uruchamiałem - nie był już to ten sam klimat.

Airline Tycoon 2
Trzy wymiary nie zrobiły tej grze dobrze

Słowo na koniec

Gra jest już wiekowa i raczej nikt do niej nie powróci, miło było choć na chwilę wrócić do młodzieńczych lat. Airline Tycoon świetnie oddawał klimat linii lotniczych oraz podniebnych podróży. W przejrzysty i całkiem ładnie wyglądający sposób (choć nawet w tamtych czasach grafika była co najwyżej przeciętna) przedstawiono istotę problemów zaprzątających głowę magnata przestworzy. Warstwa edukacyjna na tym się nie zamykała - można było liznąć nieco wiedzy z zakresu giełdy i emisji akcji czy dywidend, przestudiować kilkanaście (kilkadziesiąt?) modeli samolotów oraz nauczyć się położenia niektórych państw oraz ich stolic oraz dużych miast. W pamięci zapadła mi także umieszczona na ostatniej stronie broszury odrodzeniowa zasada głoszona niegdyś przez Machiavellego - w grze bardzo lubował się w niej najemnik-terrorysta, kolega kolegi z Arab Air. ;)

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst