Windows Phone Mango debiutuje lada chwila. Niestety, 45% konsumentów nie wie, że WP istnieje
Na oficjalnym blogu projektu Windows Phone pojawiła się informacja, że prace nad wydaniem „Mango” dobiegają końca i będzie ono gotowe najpóźniej za „tydzień lub dwa”. To świetna wiadomość – pierwsze wydanie Windows Phone to fajny system, ale ma kilka irytujących braków i mam nadzieję, że w nowej wersji ich nie będzie. Ale jednocześnie z tą zapowiedzią pojawiła się informacja, która powinna nieco zmartwić Microsoft – firma NPD Group opublikowała raport, z którego wynika, że prawie połowa konsumentów nie ma pojęcia, że koncern z Redmond ma ofercie coś o nazwie Windows Phone.
Jak sprawić, by internauci byli bezpieczni? Proste: nie pytać ich, czy tego chcą
Miałem wczoraj coś na kształt objawienia – grając w głupią grę na XBoksie uświadomiłem sobie, jak sprawić by w Internecie zrobiło się znacznie bezpieczniej. Recepta nie jest specjalnie skomplikowana – wystarczy zrezygnować z namawiania użytkowników do aktualizowania swojego oprogramowania. Zamiast tego trzeba ich zacząć do tego zmuszać. Proste? Proste. Jeszcze kilka lat temu powiedziałbym, że coś takiego nie ma szans się sprawdzić. Praktyka pokazuje jednak, że jest zupełnie inaczej – pokazał to najpierw Microsoft, a później Google.
Od pewnego czasu wiadomo, że użytkownicy Windows 8 będą mieli do dyspozycji twór o nazwie Windows Store – czyli serwis z aplikacjami, którego idea jest żywcem skopiowana z App Store’a Apple. Microsoft ujawnił na konferencji BUILD nieco szczegółów na temat tego projektu, ale tak naprawdę to wciąż za mało, by móc z całą stanowczością stwierdzić, czy to będzie coś fajnego. Bo z app store’ami jest tak, że czasami wystarczy jedna głupia decyzja, by ze świetnego serwisu zrobić paskudztwo. Oby w tym przypadku tak się nie stało.
Przez ostatnią dekadę wszyscy (włącznie z niżej podpisanym) narzekali, jaki to Microsoft jest skostniały, nudny i przewidywalny. Bo faktycznie taki był – kolejne produkty były tylko lekko odświeżonymi wersjami swoich poprzedników. Od kilku miesięcy coś się jednak zmienia – koncern złapał drugi oddech i jest pomysłowy, oryginalny, odważny… Szczerze mówiąc, nie sądziłem, że pod wodzą Steve’a Ballmera coś takiego jest w ogóle możliwe.
Apple z kilkoma rzeczami radzi sobie fantastycznie. Projektowanie produktów – idzie doskonale. Tworzenie spójnego ekosystemu sprzętu i softu – na medal. Zarabianie pieniędzy – obłędnie. Ale z paroma rzeczami firma nie radzi sobie zupełnie. Szkoda, że jedną z nich jest coś tak ważnego, jak łatanie własnych produktów.
Nokia z Microsoftem dobre pół roku temu ogłosiły światu swoje wielkie porozumienie, problem w tym, że od tego czasu nie słyszeliśmy od nich właściwie nic nowego na temat ich współpracy. Do teraz – bo Nokia poinformowała właśnie, że wyposaży smartfony z systemem Symbian Belle w pakiet aplikacji Microsoftu. Dziwna trochę ta decyzja – nie od dziś wszak wiadomo, że „symbian is dead”.
Internet Explorer poniżej 50%, Firefox za Chrome - nadchodzą wielkie zmiany w świecie przeglądarek
W połowie przyszłego roku powinno ziścić się wielkie marzenie twórców Firefoksa – popularność przeglądarki Internet Explorer po raz pierwszy od ponad dekady spadnie poniżej 50%. Niestety, Fundacja Mozilla nie będzie mogła w pełni napawać się tym sukcesem, bo mniej więcej w tym samym czasie firmowana przez nią przeglądarka straci drugie miejsce – na rzecz Google Chrome.
Gdy swego czasu pisywałem teksty o tym, jak to organizacje antypirackie dobierają się do kolejnych serwisów torrentowych (które zwykle są po prostu odpowiednio skonfigurowanymi wyszukiwarkami treści dostępnych w zewnętrznych zasobach), w komentarzach do nich zwykle pojawiało się pytanie: dlaczego w takim razie antypiraci nie mają zastrzeżeń do działalności Google’a. Otóż okazuje się, że chyba jednak mieli, bo koncern już jakiś czas temu zaczął wdrażać swój wielki plan walki z piractwem. Teraz pochwalił się wynikami…
W Windows 8 będzie też tradycyjny interfejs - a wszyscy i tak będą korzystać z Metro
Steven Sinofsky z Microsoftu postanowił nieco uspokoić tych użytkowników Windows, których przeraża fakt, że na prezentacjach Windows 8 nie ma widać tradycyjnego przycisku Start, Kosza i Mojego Komputera. Sinofsky popełnił sążnisty wpis blogowy, w którym rozwodzi się nad licznymi zaletami nowego interfejsu, ale jednocześnie uspokaja tradycjonalistów zapewnieniami, że będzie można bez problemu korzystać ze starego interfejsu. To zrozumiałe – w końcu Metro to radykalna zmiana, ale z drugiej strony dam sobie coś uciąć, że 2-3 lata po premierze Windows 8 większość użytkowników będzie używała nowego interfejsu. Microsoft interfejsowe rewolucje (fakt, że na mniejszą skalę) przeprowadzał już kilka razy i zawsze było tak samo.
O zjawisku post-pc mówi i pisze się ostatnio wiele, ale w wielu przypadkach jest to tak naprawdę tylko bezproduktywne mielenie tych samych informacji, niejasnych teorii i prognoz. Czasami trafia się jednak rodzynek – taki jak na przykład najnowsza zapowiedź firmy VMware, która szykuje usługę, umożliwiającą uruchamianie dowolnych aplikacji na każdym urządzeniu obsługującym język HTML5. MS Excel na Androidzie albo Firefox na iOS? Wygląda na to, że to całkiem realne.
Przypadek RSA: banalne włamanie o niebanalnych skutkach
Przed kilkoma miesiącami firma RSA poinformowała, że ktoś włamał się do jej systemu informatycznego i przejął kod niektórych produktów. O sprawie zrobiło się głośno, bo w końcu nie co dzień ktoś łamie zabezpieczenia firmy specjalizującej się w zabezpieczeniach. Ale teraz zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo właśnie wyszło na jaw, że włamanie wcale nie było tak skomplikowane, jak się początkowo wydawało – do sforsowania zabezpieczeń firmy wystarczył e-mail, zawierający niespecjalnie skomplikowanego backdoora.
Operator Skype’a uruchomił właśnie swój własny serwis z aplikacjami rozszerzającymi zakres funkcji popularnego komunikatora. Start nie jest szczególnie imponujący (szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w zasobach serwisu znajdziemy 23 pozycje), a na dodatek nie bardzo wiadomo, jak Skype chce zachęcić użytkowników do korzystania z dodatkowych aplikacji.
Mozilla pyta: Czy naprawdę musicie wiedzieć, z jakiej wersji programu korzystacie?
Kilka dni temu dobrzy ludzie z Mozilla Foundation przedstawili społeczności zaangażowanej w rozwój Firefoksa kontrowersyjny (jak się okazało) koncept – zaproponowali, by w aplikacji znacznie ograniczyć eksponowanie informacji o wersji. Ich zdaniem, użytkownik nie musi wiedzieć, jaki dokładnie numerek ma jego aplikacja – wystarczy, jeśli będzie wiedział, że jest to wydanie aktualne. Pomysł niegłupi, ale tradycjonaliści zwyciężyli – po lawinie krytycznych komentarzy Mozilla wycofała się ze swojej propozycji.
Jak to w końcu jest – czas peceta się skończył, czy nie? A jeśli tak, to na czym to „skończenie się” będzie polegać? Bo przecież największy nawet entuzjasta tabletów i smartfonów nie spodziewa się, że komputery PC z dnia na dzień znikną z rynku… Swoje trzy grosze (arcyciekawe) do tej dysputy dorzucił właśnie jeden z najbardziej kompetentnych specjalistów na świecie – człowiek, który uczestniczył we wprowadzeniu na rynek pierwszego peceta.
Ja jestem z tej grupy, która ze Spider’s Web w pewnym sensie związana jest od samego zarania – toczyliśmy z Przemkiem komentarzowe boje w czasach, gdy pisałem o nowych technologiach dla Gazeta.pl. On pisał, że ja nie wiem nic o Apple, ja pisałem że jest fanatykiem… i tak sobie miło, acz dość monotonnie korespondowaliśmy.