Ta latarka uratuje ci każdy wypad. Nie chodzi tylko o światło
Co powinna robić latarka? Świecić. Co robi ta latarka? Świeci, ale też ma szansę uratować podczas wycieczki twój pozostały sprzęt elektroniczny.

I przy tym ratowaniu będzie cały czas świecić.
Dobra, koniec tych górnolotnych wstępów. Co to za latarka?
XRF101, co oznacza, że z górnolotnością i podobnymi koniec. Producentem jest dobrze raczej wszystkim znany Xtorm, a sama latarka wygląda tak:

I co w niej ciekawego, że zasługuje na tekst? Poza świeceniem.
To, że tak naprawdę jest nie tylko latarką, ale też sporym powerbankiem, z wbudowanym akumulatorem o pojemności 38,85 Wh.
Czyli...?
Czyli można tym naładować "dużego" iPhone'a tak ze dwa razy, mniejszego nawet więcej razy. Ewentualnie można sobie nawet na styk podładować tym pojedynczy akumulator do drona, takiego jak DJI Avata 360.

No dobra, nie w pełni (38,67 Wh), ale czasem i to jest bezcenne.
Ale pewnie potrwa długo?
Niekoniecznie. XRF101 ma dwa złącza ładowania, gdzie USB-C z PD powinno dawać do 20 W, natomiast USB-A z QC 3.0 - do 18 W. Czyli można liczyć na względnie szybkie ładowanie, choć przyznaję, że więcej szczęścia miałem z ładowaniem USB-C do USB-C.
O ile bowiem w przypadku USB-A jakoś nie mogłem się za bardzo dogadać powyżej 10 W (możliwe, że kwestia kabli, ale na wszystkich, które miałem w domu, było tak samo), o tyle przy USB-C okolice tych teoretycznie obiecywanych 20 W były jak najbardziej realne.
Mogę ładować dwa urządzenia jednocześnie?
Tak, przy czym teoretyczna maksymalna moc to wtedy 15 W.
A można ładować inne urządzenia i świecić?
Tak. Nawet dwa podłączone urządzenia nie blokują podstawowej funkcji latarki.

Czyli można - dajmy na to - podczas wycieczki ładować sobie jednocześnie i telefon, i jakiś zegarek, kable puścić do plecaka, a jednocześnie korzystać z latarki.
I pewnie piekielnie się przy tym grzeje?
O dziwo nie. Mam aktualnie w biurze 25 stopni, latarka od dłuższego czasu ładuje telefon i akumulatory do drona. I trudno nawet stwierdzić, że jest jakoś wyraźnie ciepła.
Trzeba coś włączać, żeby powerbank zaczął ładować?
Nie, ładowanie zaczyna się automatycznie.
Można ładować latarkę i z niej ładować inne urządzenie?
O dziwo tak. Tyle tylko, że producent ogranicza wtedy moc ładowania do 10 W.
A można ładować latarkę i świecić?
Niestety nie. W tę stronę to już nie działa.
To może chociaż szybko się ładuje?
Względnie szybko. Teoretycznie wejście ładujące (to samo USB-C, co w drugą stronę) może przyjąć 20 W, w praktyce uzyskiwałem przeważnie ok. 17 W, niezależnie od stanu rozładowania latarki. Daje to ok. 2,5 godziny od zera do pełna, co raczej pokrywa się z deklaracjami producenta.
Ale jeśli ładuję coś z latarki, to skraca się czas pracy samej latarki, nie?
Oczywiście, co jest ryzykiem wartym przemyślenia albo dobrego planowania.

W dużym skrócie - nie zaczynałbym całodniowej czy całodobowej wędrówki od ładownia sobie na lewo i prawo wszystkich sprzętów z tej latarki. Podczas moich wypadów traktowałem ją głównie jako powerbank awaryjny - kiedy zapomniałem standardowego, kiedy wiedziałem, że nie będę wracał po ciemku albo kiedy wiedziałem, że do celu jest już blisko.
Z drugiej strony - możemy i naładować jakiegoś dużego iPhone'a od zera do pełna i dalej mieć mniej więcej połowę poziomu naładowania, co spokojnie powinno wystarczyć na jakieś 4 - może ciut więcej - godzin świecenia z pełną mocą.
Przy mniej hardkorowych wypadach - świetny wynik.
No dobra, ale chyba zgubiliśmy naważniejsze. Jak to świeci?

Piekielnie mocno i - opcjonalnie - piekielnie daleko. Żeby przy tym nie pozostawiać zbyt wiele wyobraźni, tak świeci latarka w trybie "niskim":

A tak w "wysokim":

Oba zdjęcia robione właściwie przy pełnej ciemności i z dokładnie tym samym ustawieniem aparatu. Żeby było śmiesznie, tak po fakcie stwierdzam, że nie do końca oddają one to, jak faktycznie ta latarka świeci - w rzeczywistości nawet ten słabszy tryb jest zupełnie wystarczający do poruszania się w warunkach okołodrogowych. Natomiast tryb najmocniejszy jest wręcz czasem zbyt jasny.
Ale coś jest między nimi?
Teoretycznie tak, choć przyznaję, że obsługa tej latarki wymaga trochę nauki i przyzwyczajenia.

Jeśli chodzi o włączanie, to trzeba kliknąć dwukrotnie w jedyny przycisk na obudowie. Miło, bo szanse na przypadkowe włączenie są zerowe, choć dla pewności pewnie wolałbym rozwiązanie z DJI, czyli dwa kliknięcia, ale o różnej długości.
Latarka po takim kliknięciu zawsze uruchamia się w trybie maksymalnej mocy. Jeśli klikniemy raz - przejdziemy w tryb niższej mocy. Jeśli klikniemy dwa razy - wrócimy do wyższej mocy, jeśli znów raz - wyłączymy latarkę.
Możemy jeszcze przytrzymać przycisk zasilania i wtedy dość płynnie przyciemnimy światło latarki, uzyskując coś pomiędzy dwoma głównymi trybami.
Spoko, ale... to tyle?
Nie do końca. Bo tę całkiem już i tak sporą latarkę (50-175 mm) można jeszcze... rozciągnąć.

I co to daje?
Zmniejsza oświetlany obszar i wydłuża zasięg. Teoretycznie do 605 m, w praktyce - naprawdę hen, hen daleko.
Dla szybkiego porównania, trzymając latarkę w taki sposób, żeby było widać zakres oświetlanego terenu (więc trochę nienaturalnie na pierwszych ujęciach):
Tryb domyślny z niskim poziomem mocy:

Tryb domyślny z wysokim poziomem mocy:

I latarka w trybie maksymalnego zoomu raz:

Dwa:

Oraz trzy:

Można wezwać Batmana?
Niestety nie ma odpowiedniej nakładki.
Szkoda. Ale można chociaż ten zasięg i rozmiar regulować?

Tak, zoomowanie odbywa się poprzez ręczne odciąganie "końcówki" i mamy pełny, manualny wpływ na to, jak wąskie będzie pasmo światła.
I do czego to się może przydać?
Do sięgania światłem dalej, niż w nie-zoomowanym trybie. Różnica w zasięgu jest kolosalna - oczywiście kosztem oświetlanego obszaru.
No dobra, czyli bardzo uniwersalna latarka z powerbankiem?
Prawie. Tzn. tak, uniwersalność bez wątpienia, ale nie wiem, czy to jest latarka, którą wziąłbym ze sobą np. na wieczorny spacer.

Powodem, jak można już zacząć zgadywać po zdjęciach, są rozmiary i masa. o ile jeszcze 50 x 175 (199 mm z rozciągniętym zoomem) to nie tak źle i zmieścimy to w kieszeni, tak 515 g to już nie ciężar, o którym można zapomnieć. Chyba że na spacery chodzimy z plecakiem i wtedy tych dodatkowych pół kilo nie robi nam różnicy.
Ale jednak na rundkę dookoła osiedla wziąłbym coś innego, nawet pomimo tego, że wyważenie tej latarki jest niemal perfekcyjne.
Czyli raczej jakieś góry albo coś?

Tak, tym bardziej, że XRF101 jest nie tylko bardzo dobrze wykonana, ale też całkiem całkiem odporna na czynniki zewnętrzne. IP 44 sugeruje, że wprawdzie lepiej z nią nie pływać, ale z deszczem powinna sobie poradzić - co zresztą potwierdza fakt, że celowo zostawiłem ją przy trawnikowych zraszaczach i działała potem jak trzeba.
Jeżeli miałbym się do czegoś na tym etapie doczepić, to głównie do faktu, że cała obudowa jest przyjemnie metalowa, ale to z kolei powoduje, że potrafi być bardziej śliska, niż bym tego chciał. Owszem, z pozoru wszystko tu jest żebrowane, żłobkowane i karbowane, ale jakaś odrobina gumowania pewnie by nie zaszkodziła.
Z drugiej strony - jest w zestawie smycz, więc raczej nie przekonamy się, na ile latarka jest odporna na upadki. O odporności na które producent niestety nie wspomina w swoich materiałach w ogóle.
Czyli w sumie dla kogo jest ta latarka?

Biorąc pod uwagę cenę, czyli trochę ponad 300 zł, wykluczamy raczej spontaniczne, przypadkowe zakupy osób, które "ot, po prostu chcą sobie kupić jakąś latarkę".
Zakup XRF101 ma natomiast sporo sensu, jeśli wiemy, że a) potrzebujemy dobrej latarki odpornej na czynniki atmosferyczne, do tego z regulowanym zasięgiem i potężnym strumieniem świetlnym i b) regularnie zapominamy na wyprawy powerbanka, ale za to latarki nie zapominamy nigdy.
Co kluczowe - obie te potrzeby powinny występować jednocześnie. Żeby było śmiesznie - coś takiego ma miejsce u mnie. Regularnie potrzebuję na trasie powerbanka i regularnie... nie mam go przy sobie. Jednocześnie bez latarki raczej w góry nie wyjdę, biorąc pod uwagę, że wiem, jak potrafią mi się przeciągnąć takie wypady - i jak bardzo nie lubię się na nie wybierać z samego rana.
Xtorm XRF101 - zalety:
- świetne połączenie latarki i powerbanka;
- opcja ładowania jednocześnie dwóch urządzeń;
- opcja jednoczesnego ładowania latarki i dodatkowego urządzenia z latarki;
- świetny poziom jasności maksymalnej;
- solidna konstrukcja;
- smycz w zestawie (ok, to mały plus, ale zawsze coś);
- opcja "zoomowania" oświetlanego pola dla zyskania zasięgu;
- sprawdzony producent, więc raczej nie ma czego się bać;
- odporność na warunki atmosferyczne na nie-ekstremalnym, ale satysfakcjonującym poziomie;
- względnie szybkie ładowanie.
Xtorm XRF101 - wady:
- obsługa niby łatwa, a jednak trzeba się przyzwyczaić i zerknąć do instrukcji;
- obudowa bez żadnych śladów ogumowania potrafi być ciut śliska;
- ponad pół kilograma masy robi swoje;
- pierścienie pod "zoomem" mogą sugerować, że się nimi kręci - nic bardziej mylnego;
- nie można świecić i ładować latarki.



















