REKLAMA

Czerwony grzybek uciekł z klawiatury. To najdziwniejsza myszka, jaką zobaczysz

Klasyczny trackpoint powraca w nietypowej, zewnętrznej formie jako projekt Ploopy Bean. Czy miniaturowa mysz z legendarnym grzybkiem ma dziś rację bytu?

Kultowy grzybek jako mysz. Za drogi i bez sensu
REKLAMA

Wiele osób wciąż uważa, że najlepsza myszka do laptopa to ta, której wcale nie trzeba ze sobą nosić. Mała, zazwyczaj czerwona wypustka umieszczona w samym środku klawiatury dla wielu użytkowników nadal bije na głowę standardowe gładziki.

Rozwiązanie to spotykaliśmy przede wszystkim w biznesowych maszynach Lenovo, a wcześniej IBM, czy też w wybranych modelach Della.

REKLAMA
Lenovo Thinkpad X1 Titanium Yoga

Dla licznego grona profesjonalistów był to jedyny słuszny sposób nawigacji w systemie, zwłaszcza podczas pracy w ciasnych warunkach w podróży, na przykład w pociągu czy samolocie, gdzie zwykle brakuje miejsca na tradycyjnego gryzonia.

Największa siła tego wariantu zawsze tkwiła w doskonałej ergonomii. Trackpoint pozwalał na sprawne sterowanie kursorem bez odrywania dłoni od rzędu domowego klawiatury. W połączeniu z dedykowanymi przyciskami umieszczonymi tuż pod spacją, oferował kompletne doświadczenie myszy i eliminował ułamki sekund marnowane na przenoszenie dłoni.

Wydruk w 3D i zaawansowane wnętrze

Firma Ploopy postanowiła wskrzesić ten koncept w zupełnie innej formie, prezentując model Bean. Jest to zewnętrzna, miniaturowa myszka, w której tradycyjny sensor optyczny zastąpiono właśnie charakterystycznym grzybkiem.

Urządzenie - z przesyłką - zostało wycenione na około 240 zł + podatki i cła. Co ważne, obudowa powstaje w technologii druku 3D. Takie podejście wpisuje się w ideę otwartego sprzętu i ułatwia ewentualne naprawy, wymianę zużytych elementów czy wprowadzanie samodzielnych modyfikacji. Ale za 240 zł?

Wewnątrz skrywają się bardzo solidne komponenty:

  • za ruch kursora odpowiada precyzyjny sensor magnetyczny firmy Texas Instruments, wykrywający ruchy rzędu 3 mikronów,
  • sam drążek oferuje szeroki zakres fizycznego wychylenia, sięgający do 11 milimetrów we wszystkich kierunkach,
  • główny manipulator otaczają cztery przyciski oparte na sprawdzonych przełącznikach Omron D2LS-21.

Ogromną zaletą modelu Bean jest otwartość oprogramowania. Sprzęt działa pod kontrolą oprogramowania układowego QMK. Za pomocą popularnego narzędzia VIA użytkownik może dowolnie konfigurować funkcje przycisków, przypisując im skomplikowane makra lub wybrane kombinacje klawiszy, co stwarza świetne możliwości personalizacji.

Nie jest idealnie

Głównym problemem urządzenia pozostaje brak łączności bezprzewodowej. Bean wymaga stałego podłączenia do komputera za pomocą kabla USB-C. I gdy mówimy o sprzęcie mobilnym, mającego z założenia ułatwiać pracę poza domem, jest to ogromna niedogodność i zauważalny krok wstecz względem dzisiejszych standardów.

A i czy przypadkiem zewnętrzny trackpoint przeczy oryginalnej idei twórcy tego rozwiązania? Głównym celem zintegrowanego manipulatora było zatrzymanie dłoni użytkownika na klawiaturze. Samodzielne urządzenie i tak zmusza nas do odrywania rąk od klawiszy, a celowanie palcem w mały drążek na płaskim, zewnętrznym pudełku wydaje się mniej naturalne niż chwycenie klasycznej myszy.

Udany eksperyment na skostniałym rynku

Mimo pojawiających się wątpliwości, projekt Ploopy Bean jest całkiem intrygujący. Wprowadza on pożądane ożywienie na rynek urządzeń wskazujących, który od dłuższego czasu kręci się wokół tych samych, utartych schematów.

Trudno wyrokować, czy ten konkretny model odniesie jakikolwiek rynkowy sukces, ponieważ to sprzęt skierowany do specyficznej i dość wąskiej grupy odbiorców lubiących eksperymentować ze swoimi stanowiskami.

REKLAMA

Z wielką chęcią położyłbym na nim dłoń, żeby na własnej skórze sprawdzić, jak takie nietypowe sterowanie wypada w codziennej pracy przy biurku i przeglądaniu sieci.

Dawno nie widzieliśmy na rynku tak interesującej myszki, rzucającej bezpośrednie wyzwanie naszym przyzwyczajeniom ruchowym. Nawet jeśli ostatecznie okaże się to ślepym zaułkiem w ewolucji peryferiów, takie sprzętowe eksperymenty zawsze warto bacznie śledzić.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-08T06:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-08T06:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T21:50:02+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T20:57:01+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T20:36:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T19:03:42+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T18:53:13+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T18:29:09+02:00
Aktualizacja: 2026-05-07T16:40:12+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA