REKLAMA

Śmiejecie się z ludzi, którym utrudniacie życie. Wsadźcie sobie ten wasz prima aprilis

1 kwietnia z okazji dnia żartownisia trzeba zadać sobie pytanie: kto się śmieje i tak naprawdę z kogo?

dowcipy
REKLAMA

Nie miałem złudzeń – prima aprilis w dobie dezinformacji i fake newsów raczej nie ma większego sensu. Według definicji dzisiejsze święto żartów powinno polegać na "konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego", jak opisuje Wikipedia. Tyle że takie zawody obecnie trwają dzień w dzień, a uczestnicy mogą chwalić się niemałymi sukcesami. A to ktoś uwierzy w wygenerowany przy pomocy sztucznej inteligencji filmik, a to kliknie w link z fałszywej wiadomości czy nabierze się na podaną dalej bzdurę. Nieustanny 1 kwietnia to nasza rzeczywistość.

REKLAMA

A jednak trochę liczyłem na absurd, przesadę, groteskę. Niech już będą żarty w stylu "restauracja ze stekami przechodzi na tofu", niech ktoś pisze o słoniu błąkającym się po częstochowskim osiedlu albo hollywoodzkim aktorze, którzy zgodził się zagrać w polskim paradokumencie. Lepsze to niż codzienna groźna, cyniczna manipulacja. Concorde na katowickim lotnisku? O to chodzi, urocze, niewinne, nieszkodliwe. Można się delikatnie uśmiechnąć, przypomnieć sobie o takiej maszynie, i wrócić do szarej rzeczywistości. Dwupiętrowy pociąg? Autobus cabrio, który chce być luksusowym? Mrugnięcie okiem widać nawet z daleka.

Gorzej, że prima aprilis skręcił dziś w zupełnie inną stronę

Wiedziałem, że nie będzie mi do śmiechu, ale żeby od razu było strasznie?

Warszawska Szybka Kolej Miejska ogłasza pojawienie się Asystentów Domykania Drzwi na wybranych stacjach. Przewoźnik zdaje sobie sprawę, że na peronach bywa tłocznie, więc wyznaczeni pracownicy będą dopychać podróżnych, tak aby każdy się zmieścił i odjechał. Ha, ha, zatłoczone pociągi, jazda w tłoku, trudności z wejściem do pojazdu i wyjściem na dworzec. Boki zrywać.

W podobnym tonie żartuje sobie MPK z Zduńskiej Woli. Aby ominąć remonty i utrudnienia, wprowadzona zostanie komunikacja powietrzna na żądanie. Skrzydlate autobusy ominą korki i dotrą na czas wszędzie. Rozkład jazdy będzie " jak czasem bywa – elastyczny".  Wiecie, autobusy się spóźniają, trzeba czekać na przystanku i martwić się, kiedy dotrzemy do domu. Dystansik.

A w Warszawie pojawią się autobusy dwukierunkowe, na wzór pociągów i tramwajów. Koniec z zawracaniem na pętli, pojazdy będą mogły jeździć również po wąskich uliczkach i docierać tam, "gdzie dziś infrastruktura ogranicza rozwój transportu publicznego".

To szansa na uruchamianie połączeń w rozwijających się osiedlach oraz miejscach o trudnych warunkach przestrzennych – bez kosztownej rozbudowy układu drogowego – czytam.

Rozwiązany problem wykluczenia transportowego? Nic z tego, prima aprilis, uważaj, bo się pomylisz! A teraz idź po samochód, bo rozszerzenie siatki połączeń i walka z korkami to przecież tylko dowcip z okazji 1 kwietnia.

SKM w Trójmieście informuje natomiast, że w każdym z nowych Impulsów będzie wagon restauracyjny. Tak, w tych samych pociągach, w których trzeba było rezygnować z toalet, aby zrobić więcej miejsca dla ludzi. Bo wiecie, ludzie chcą mieć dostęp do niby podstawowych, ale tak naprawdę niepotrzebnych usług. To ci dopiero psikus!

PKP ogłasza wizualizację nowego dworca na Morskim Oku. Miliony turystów z całego świata wygodnie, ekologicznie i bez zmęczenia dotrze na miejsce, by rozpocząć wędrówkę w wyższe partie gór. Profil o Warmii i Mazurach donosi z kolei, że powstał projekt rowerowej kładki przecinającej wielkie jezioro. Gmina w moich rodzinnych stronach ekscytuje się, że wielka platforma streamingowa wybrała właśnie naszą okolicę, aby kręcić tu swój serial.

I jakby to wszystko było z przekąsem, ironicznym komentarzem nt. zabetonowywania kolejnych (i coraz mniej) dzikich terenów, obśmiania leniwych turystów, którzy przykładają swoją rękę do niszczenia krajobrazu, aby im było wygodniej i żeby mieli dostęp do bardziej ekscytujących przeżyć (słynne wieże widokowe). Tyle że zamiast tej celnej krytyki – pomijam fakt, czy akurat 1 kwietnia jest ku temu odpowiednią okazją – mamy raczej westchnienie pełne żalu. W sumie to szkoda, że wielka korporacja nie nakręci u nas filmu. Może zjechaliby się turyści? Pal licho, że stracilibyśmy spokój i cenne krajobrazy. A ta kładka? Ale by się jechało!

Wiem, wiem. Przyszedł maruda i niszczy dobrą zabawę. Nic mi się nie podoba, bo jestem ponurym, zgryźliwym starym chłopem. Rozchmurz się i żartuj!

Np. z tego, że w mieście powstanie basen – sam premier to ogłosił, jak czytam na jednym profilu. A ochotnicza straż pożarna chwali się nowym wozem strażackim. Jest naprawdę wypasiony, a do tego różowy. Boki zrywać, OSP wreszcie będzie dodatkowy pojazd do gaszenia pożarów i ratowania życia, a mieszkańcy zyskają wyczekiwaną atrakcję. Aż brzuch boli od tego śmiechu, już naprawdę przestańcie!

Tak, humor służy do wyśmiewania absurdów rzeczywistości. Za jego pomocą możemy oswoić albo rozbroić niewygodne tematy. Satyra może być impulsem do zmiany, szansą na dostrzeżenie i nagłośnienie problemu.

Tylko też liczy się to, kto się śmieje. I z kogo

Gdy na przerwie w pracy pracownicy żartują ze skąpego szefa, który od dawna nie dał nikomu podwyżki czy premii, ich cięte dowcipy mogą być zrozumiałe. "Pewnie dzisiaj fajrant cztery godziny wcześniej. A nie, prima aprilis!". Kiedy jednak ten sam szef wchodzi na salę i mówi, że każdy ma tydzień płatnego wolnego, a do tego jeszcze 1000 zł bonusu na przyjemności, po czym wskazuje palcem na kalendarz, robi się raczej niesmacznie.

Kiedy więc przewoźnicy żartują sobie z ciasnoty w pojazdach, zastanawiam się, kto jest obiektem drwin i żartów. Wychodzi na to, że my, pasażerowie, wiecznie upychani.

Nie jest mi do śmiechu na wieść o autobusach, które omijają korki albo mogą dotrzeć w niedostępne miejsca, bo często jestem tym, który na ten autobus czeka i doczekać nie zawsze się może. Nie bawią mnie więc skrzydła ani możliwość jazdy w dwóch kierunkach.

Niestety, wybaczcie, ale nie mogę śmiać się też z przystanku kolejowego "Morskie oko", gdy wiem, że gdzieś w górach, nad morzem albo innej pięknej krainie powstaje kolejny betonowy kolos, niszczący przyrodę. Jakoś nie śmieszą mnie przeludnione Tatry. Ani wieś, którą miałaby na własność przejąć platforma streamingowa, żeby kręcić serial, który zwiększy jej zyski.

REKLAMA

Być może jestem przewrażliwiony. A może po prostu nie lubię się śmiać z tematów, które nie zasługują na śmiech, zaś wymagają innych rozwiązań.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-01T12:53:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T12:51:15+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T09:36:42+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T08:53:42+02:00
Aktualizacja: 2026-04-01T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-31T20:19:29+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA