Minister radzi, jak omijać kolejki do butelkomatów. No, szlag może trafić
Butelkomaty podzieliły opinię publiczną, bo nie działają tak jak powinny. Nie przyjmują wszystkich butelek, psują się. Sam widziałem na własne oczy kolejkę na pół parkingu pod dyskontem, bo automat przestał przyjmować nowe porcje butelek. Właśnie dowiedzieliśmy się, jak można poradzić sobie z kolejkami. Z dobrą radą przyszła Ministra Klimatu i Środowiska - Paulina Hennig-Kloska.

Jak sobie radzicie z kolejkami przy butelkomatach? Wytrwale czekacie? A może jedziecie do innego punktu? Sam obserwuje te zjawiska z pewnym podziwem. Nie korzystam z systemu kaucyjnego, bo doszedłem do wniosku, że nie będę tracił czasu za 3 zł tygodniowo, bo mniej więcej na tyle oceniam zużycie butelek w moim domu. Zdarza mi się jednak widywać kolejki, a nawet czytałem o spektakularnych zarobkach na butelkach. Co raz widzę nagłówki o nastolatkach, którzy z oddawania butelek zrobili sobie regularne źródło kieszonkowego. Młodzi ludzie mają dużo czasu na stanie w kolejkach, ale co mają zrobić inni? Mam dla was radę.
Minister radzi, jak omijać kolejki do butelkomatów. Lepiej się trzymajcie
Wypowiedź jest tak wspaniała, że nie można jej dzielić. To strumień myśli, który sam sobie przeczy. Muszę przyznać, że to najlepsze podsumowanie polskiego systemu kaucyjnego. Oto rada dla was:
Nie trzeba gromadzić się przy butelkomatach, jeśli jest kolejka. Jest baza punktów odbioru, można sprawdzić, gdzie inne punkty są. Nie trzeba jeździć i szukać, tworząc ślad węglowy, bo absolutnie do tego nie zachęcam.
Powiecie, że to sobie wymyśliłem, że nikt tak nie powiedział. To patrzcie na to:
Tak, to prawdziwa wypowiedź członka rządu. Widzicie kolejkę, to szukacie innego punktu, ale nie jedźcie do niego, bo tworzycie ślad węglowy. To jest wypowiedź na miarę: jest zima, musi być zimno, czy innego sorry, taki mamy klimat. Nie jeździjcie po mieście, nie szukajcie punktów. Sprawdźcie gdzie są, ale zastanówcie się, czy na pewno chcecie tworzyć nowy ślad węglowy?
Jazda do innego punktu obarczona jest ryzykiem. Nie znajdziecie w internecie oficjalnych informacji o kolejkach przed butelkomatami, stopniu ich zapełnienia itd. Podejmujecie się gry w swoistą rosyjską ruletkę. Uda się lub nie uda. Sama ministra nie korzysta z butelkomatów. Oddaje butelki w kasie. Nie cierpię takich klientów, blokują kasy, bo takie oddawanie trwa. W małych sklepach w ogóle nie ma obowiązku przyjmowania takich opakowań, więc siłą rzeczy i tak trzeba udać się do dyskontu. Wypowiedź ministry to idealne podsumowanie systemu kaucyjnego i jego obrońców. Nie działa dobrze, ale trzeba się przemęczyć w imię jakiegoś bliżej nieokreślonego dobra.
Marzyłby mi się system znany z krajów zachodnich - przychodzisz z dowolną butelką do dowolnego punktu i dostajesz zwrot kaucji do ręki. Nie musisz martwić się o etykiety, o poprawne odczytanie kodu. Ba, są takie automaty, w których po prostu przesypujesz butelki, a ten sam wszystko zlicza, podsumowuje i wydaje pieniądze. Proces jest skrócony do minimum. U nas jest celebracja oddawania butelki. I to mnie smuci, bo jeżeli się krytykuje system kaucyjny, to wpada się do zakładki hejter. Na to też komentarz ma pani minister.
Zostałem zdemaskowany, jestem botem. Dlatego już więcej nic nie piszę. System jest wspaniały, tylko ludzie sobie z nim nie radzą.



















