REKLAMA

Nowy system opłat za śmieci upadł. Przez kombinatorów

Argumentacja przeciwko planowanym opłatom jest dość zaskakująca i pokazuje, że naprawdę mamy poważny problem z odpadami.

smieci
REKLAMA

- Odstępujemy od wprowadzenia modelu opłaty uzależnionej od ilości wytwarzanych odpadów – mówi Anita Sowińska, wiceszefowa resortu klimatu i środowiska, w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Zasada wydawała się prosta i sensowna: "ustalana przez gminy część opłaty za odpady miała być uzależniona od ich masy", jak wyjaśnia dziennik. Czyli płacisz za to, ile wyrzucasz. Takie podejście zmartwiło jednak samorządy. Resort wsłuchał się w ich głosy. Wiceministra klimatu i środowiska przyznała w rozmowie z "DGP", że "ze względu na możliwe negatywne skutki społeczne" z pomysłu zrezygnowano.

REKLAMA

Plan uczciwy i sprawiedliwy. Im mniej odpadów ktoś generuje, tym mniej płaci. Logiczne? Tylko w teorii. Zdaniem samorządów, tak otworzyłaby się wielka brama do szarej strefy. Oficjalnie ludzie produkowaliby w swoich domach mało śmieci, ale w praktyce te lądowałyby w lesie, na łąkach czy w rzece. Mówiąc wprost, nadmiaru trzeba byłoby się pozbyć w inny sposób, żeby nie psuł statystyk gwarantujących niskie kwoty.

Ale kto sprawdzi, ile mieszkaniec wytworzył odpadów? Gmina zobaczy tylko, ile oddał. Ale co zrobił ze wszystkimi wytworzonymi - czy część nie wylądowała w lesie, czy w piecu - to już jest zupełnie inna sprawa. Ministerstwo odwołuje się tutaj do wzorców z różnych krajów zachodnich, tylko że one mają ROP, mają rozszerzoną odpowiedzialność producentów, a u nas tego nie mamy – komentowała w rozmowie z Portalem Samorządowym Małgorzata Izdebska, szefowa Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Związku Miast Polskich.

"Nie możemy mieć ładnych rzeczy", odcinek nie wiem już który

Co gorsza, to wytłumaczenie może nie tyle co do mnie trafia, ale rozumiem przesłanie. Tak, to pewnie możliwe, że od razu zaczęłoby się kombinowanie i szukanie oszczędności. Nie byłby to jednak przejaw rozsądnego zarządzania budżetem, a zwykłe cwaniactwo i zatruwanie środowiska.

Jak przerażająco absurdalnie to brzmi. Nie możemy płacić za liczbę wyprodukowanych śmieci, bo po prostu generujemy ich za dużo i rachunki by przytłoczyły. Zaczęłyby się masowe wywózki worów do lasu.

To tak, jakby powiedzieć, że nie możemy ograniczać prędkości, bo inaczej wyjdzie nam, że mamy zbyt wielu piratów drogowych. Owszem, moglibyśmy zwiększyć kontrole trzeźwości kierowców, ale wtedy okaże się, że zbyt wiele osób siada za kierownicę pod wpływem.

Szara strefa jest w Polsce odpowiedzią na wszystko

Tyle że często okazuje się, że strachy były przesadzone. Np. prohibicja wprowadzana w miastach miała skutkować tym, że powstaną tzw. meliny, ale dziwnym trafem nic takiego się nie dzieje.

Wygonienie aut z centrum miast miało powodować, że te staną się pustynią, nikt nie będzie chciał w nich przebywać. I co? I nic. Żyją i mają się świetnie.

Dlatego z dystansem podchodzę do rewelacji, że u nas to się niczego nie da zrobić, bo zły i cwany Polak i tak znajdzie obejście. Niestety rozumiem, skąd taka obawa się bierze. Ale jest przy tym dość niesprawiedliwa i blokująca szansę na dobre rozwiązania.

I przemawia nie tylko moja słodka naiwność. W rozmowie z Portalem Samorządowym Hanna Marliere, ekspertka do spraw gospodarki odpadami, argumentowała, że w Polsce "mamy już dziesiątki, a nawet setki gmin, które są przygotowane do wdrożenia takiej metody". Są inteligentne śmietniki, więc można dokładnie sprawdzać, kto i ile odpadów wytwarza.

- Dlatego ta metoda powinna być metodą promowania tych, którzy robią dobrze. I ona jest bardzo skutecznym narzędziem. Myślę jednak, że w Polsce jest brak zrozumienia metody pay-as-you-throw. Uważam tak chociażby po zeszłotygodniowym spotkaniu w ministerstwie, gdzie wszyscy powtarzali slogan, że jak będą mieli płacić za tyle, ile wyrzucają, to nagle spadnie ilość odpadów i będą zawalone rowy i lasy. Nie, metoda PAYT nie oznacza powrotu do sytuacji sprzed 2016 r. - zapewniała branżowa ekspertka.

REKLAMA

Jak więc motywować Polaków, żeby generowali mniej śmieci? Jedni powiedzą, że marchewką, a nie kijem – tyle że, jak przekonuje Hanna Marliere, tak właśnie miało być w tym przypadku.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-30T09:54:04+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:15:14+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:11:29+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:10:20+02:00
Aktualizacja: 2026-03-30T06:09:05+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T08:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-03-29T08:00:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA