Czekali trzy godziny w kolejce do PSZOK. Następnym razem wybiorą las
Wbrew temu, co uważają eksperci z wielkich miast, polska gospodarka komunalna kuleje. W sąsiedniej miejscowości mieszkańcy czekali trzy godziny w kolejce, żeby oddać śmieci do Punktu Selektywnej Zbiórki odpadów, ale mieli pecha. Nie zdążyli oddać swoich odpadów, więc mogą spróbować znowu. Za jedyne 2 tygodnie.

Gdy napisałem artykuł o tym, co mnie spotkało podczas oddawania odzieży do jedynego Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów w Lublinie, to byłem hejtowany. Miałem robić problemy, nie doczytałem wystarczająco uważnie zasad segregacji odpadów, a poza tym system jest wspaniały, tylko użytkownicy idioci. Podzieliliśmy się w Polsce na dwa obozy - jeden kontestuje wszystko, co związane jest z segregacją odpadów, a drugi zajmuje się głównie narzekaniem na poziom inteligencji pierwszej grupy. Tymczasem wbrew temu, co twierdzą wielcy eksperci z jeszcze większych miast, system segregacji odpadów rodziny kolejne patologie i jest kompletnie oderwany od rzeczywistych potrzeb mieszkańców.
W wielu dużych miastach Punkty Selektywnej Zbiórki Odpadów działają codziennie, tutaj ich problemem jest jedynie liczba. W takim Lublinie na 400 tys. mieszkańców mamy jeden punkt, a w Warszawie na 2 miliony działa 4 punkty. Prawdziwe życie zaczyna się dopiero poza granicami miasta. W gminach wiejskich PSZOK działa rzadko i do tego w określonych godzinach. Nie wierzycie? Zapraszam do gminy Głusk
Czekali 3 godziny w kolejce do PSZOK. Nie doczekali się, może następnym razem spalą śmieci w piecu
Gmina Głusk liczy ponad 13 tys. mieszkańców. To głównie sypialnia Lublina i miejsce, gdzie przeprowadzają się ludzie mający dość życia w bloku. Jej granice płynnie przechodzą w miasto, a położenie sprawia, że dojazd z niej trwa krótko. To jedna z niewielu gmin w województwie lubelskim, która notuje przyrost mieszkańców z roku na rok. Co ciekawe - liczba mieszkańców może nie do końca odpowiadać rzeczywistości, bo część z nich jest nadal zameldowana w Lublinie, ale to nie jest ważne. Pomimo rozrastającej się społeczności gospodarka komunalna działa jak w kilkukrotnie mniejszych gminach. Według harmonogramu odbioru odpadów tak wyglądają godziny pracy PSZOK:

Punkt jest czynny w jeden piątek w miesiącu przez 8 godzin i w jedną sobotę w miesiącu przez 6 godzin. W okresie od maja do września jest czynny przez 3 dni w miesiącu. Powoduje to kolejki. Wiosenna pogoda sprzyja porządkom na posesjach, czego wyrazem był trzygodzinny korek.

Komentarze potwierdzają dramatyczną sytuację:

Pojawiły się i inne komentarze: sytuacja z minionej soboty powtarza się praktycznie zawsze podczas sobotniego dyżuru (P)SZOKU. Mieszkańców gminy przybywa (a także odpadów), a panowie zamykają bramę 15-30min przed 16.00. Czas oczekiwania 3h, bez gwarancji dotarcia do celu i oddania odpadów. Kolejką sięgająca ulicy Strojnowskiego zainteresowała się straż miejska z uwagi na duże zagrożenie w ruchu drogowym. Co pan na to panie wójcie?
To nie jest jednostkowy przypadek. W ościennych gminach PSZOK-i są czynne raz w miesiącu, w innych wymagają umówienia się z urzędnikiem odpowiedzialnym za gospodarkę komunalną.
Przegrywamy bitwę o czyste środowisko
Zaletą systemu segregacji odpadów wprowadzonego w 2013 r. na skalę ogólnopolską była prostota. Kilak worków, łatwe zasady, mała uciążliwość dla mieszkańców i niskie opłaty. Z roku na rok sytuacja się pogarsza. Dochodzi więcej odpadów wymagających specjalnych zasad sortowania, opłaty za odbiór odpadów poszły mocno do góry, a gminy nie radzą sobie z systemem, do którego muszą dopłacać. Gmina Głusk w budżecie na 2026 r. zakłada 7 milionów wpływów z opłaty za gospodarowanie opadami i tyle samo wydatków, bo ten system musi się równoważyć (tako rzeczą przepisy).
Wydłużenie godzin funkcjonowania PSZOK to zwiększenie wydatków. Zwiększenie wydatków to podwyżka opłaty za odbiór odpadów. Podwyżka opłat to niezadowolenie mieszkańców. Wpadliśmy w błędne koło segregacji. To na nas przerzucono wszelkie obowiązki, a model funkcjonowania tego systemu sprawia, że z roku na rok będzie coraz gorzej. Dzisiaj kwitniesz 3 godziny w kolejce do PSZOK, a za tydzień będziesz zastanawiał się czy na pewno możesz wyrzucić kubełek po jogurcie do plastików i czy nie lepiej zawieźć go na PSZOK. Nie mam żadnej rady, bo nie da się cofnąć czasu. Mamy coraz bardziej skomplikowane zasady, a jednocześnie coraz więcej odpadów krąży w gospodarce. My wozimy odzież na PSZOK, a producent owija pomidora trzecią warstwą folii. Bo może.



















