Microsoft Flight Simulator 2024 na PS5 - recenzja. Żegnam Xboksa, chce ktoś kupić?
Microsoft Flight Simulator 2024 wylądował na PlayStation 5. Ten lot można symbolicznie określić jako ostatnią podróż Xboksa. Nie licząc Game Passa, po prostu nie ma powodu, aby kupować konsolę Microsoftu w 2026 roku.

Ostatnim powodem, dla którego Xbox Series X wciąż leży u mnie pod telewizorem, jest MFS 2024. Co kilka(naście) dni transportuję pasażerów z Katowic w różne części Europy, niesamowicie się przy tym relaksując. Uwielbiam latać na znanych mi trasach, które wcześniej przebyłem w realu. Takie loty z padem w ręku to moja medytacja. Moje Qi Gong.
Wszystkie inne – od Gears of War po Forzę Horizon – mam już na PS5. Microsoft Flight Simulator 2024 był ostatnim tytułem Microsoftu, którego brakowało na konsoli Sony i który sprawiał, że mój Xbox nie wrócił do pudełka. Dlatego debiut symulatora na PS5 to dla mnie koniec epoki Xboksa. Moment, w którym pierwszy raz od czasów X360 konsola Microsoftu znika z szafki RTV. Zostaje Switch 2 i PS5.
Microsoft Flight Simulator 2024 lądujący na PlayStation 5 to symboliczny, ostatni lot Xboksa. Gra na moim PS5 Pro imponuje graficznie.


MFS 2024 to jedna z tych produkcji, przy których ma GIGANTYCZNE znaczenie, którą konsolę Sony posiadasz. Bazowe PS5 renderuje grę w natywnym 1440p i ma problemy z zachowaniem 30 klatek na sekundę. PS5 Pro renderuje grę w 1800p, oferuje dalszy zasięg widzenia i zachowuje stabilne 30 fps. Co więcej, dzięki VRR w telewizorze 30 klatek na sekundę podbijam do 45 - 60, w zależności od ustawień i tego, gdzie latam. Różnica jest więc kolosalna.
- PS5: 1440p, upscaler 4K, 30 fps (ledwo), mały LOD
- PS5 Pro: 1800p, upscaler 4K, 30 fps, VRR 50 fps, większy LOD
Mój znajomy, grający na zwykłym PS5, wspominał o szarpnięciach i zwolnieniach płynności. Takie problemy są mi jednak obce. Latając nad polskimi łąkami i lasami, dzięki VRR osiągam do 60 klatek na sekundę. Z kolei nad molochami pokroju Nowego Jorku czy Tokio gra wciąż działa w 45 fps. Przy tym mój obraz jest znacznie ostrzejszy, ponieważ to natywne 1800p podniesione do 4K, wobec natywnego 1440p na PS5.
Sporo zmienia też zwiększony zasięg widzenia na PS5 Pro. Dzięki niemu widzę oddalone landmarki, co szczególnie pomaga podczas latania na orientację. Zasięg widzenia na wydajnych PC pozostaje niezrównany, ale konsolowy port dla PS5 Pro nie irytuje magiczną mgłą, spowijającą dalsze tereny pod stopami pilota. Doświadczenie jest więc drastycznie inne niż na bazowym PS5, a Microsoft robi Sony sporą przysługę, tak silnie wyróżniając droższy wariant konsoli.
Microsoft Flight Simulator 2024 na PS5 Pro to jedna z kilku najładniejszych gier w historii konsol.


Na moich zrzutach ekranu być może brakuje efektu wow, ale uwierzcie: gdy lecicie nad Tokio albo nad Bali, ustawicie zachód słońca i obniżycie się do poziomu 300 metrów, można się zakochać. MFS2024 jak mało która gra pokazuje piękno naszego świata. Czasem piękno naturalne, jak norweskie fiordy, czasem sztuczne i ludzkie, jak Vegas nocą.
Część magii znika, kiedy odpalam grę na PC z GeForce RTX 5080. Na komputerze zyskuję dalszy zasięg widzenia, tekstury w wyższej rozdzielczości, bardziej złożone efekty świetlne oraz lepsze cienie. Jednak największa różnica w pojedynku PS5 Pro vs PC dotyczy otoczenia. Na wydajnym komputerze jest więcej drzew, więcej samochodów i więcej cieni. Gęstość środowiska to coś, co mocno premiuje granie na PC.
Oczywiście nie oczekuję, że konsola zapewni taką samą oprawę, jak PC w którym samo GPU jest dwukrotnie droższe. Przeciwnie – uważam, że ekipa opłacana przez Microsoft wykonała kapitalną robotę. Przynajmniej dla posiadaczy Prosiaków. To, jak prezentuje się MFS2024 na moim 65-calowym telewizorze, jest palce lizać. Doceniam wsparcie dla VRR i mocno czekam na osobny tryb dla gogli PSVR2. To dopiero będzie zabawa.
Niestety, w tym cyfrowym lustrze całej kuli ziemskiej wciąż brakuje logiki.


Mimo ponad roku obecności na rynku, Microsoft Flight Simulator 2024 wciąż nie rozwiązał problemu widocznego poniżej 500 metrów. Samochody dalej wjeżdżają w góry i budynki, tankowce wbijają się w plaże i linie brzegowe, a tory są puste. Ułuda żywego świata w skali makro nie została w żaden sposób dopracowana, przez co symulator pozostaje równie piękny, co nienaturalny. Biorąc pod uwagę, że bazowy MFS został wydany w 2020 roku, twórcy od pół dekady stoją z tym tematem w miejscu.
Jasne, przelot nad własnym domem, nawet jeśli ten jest tylko płaską teksturą i nie doczekał się bryły 3D, wciąż daje frajdę. Odkrywanie miejsc, w których naprawdę postawiliśmy stopę, to przyjemność sama w sobie. Przykładowo, podczas urlopu byłem na Maderze, a teraz odświeżam sobie tamte ciepłe wspomnienia, lecąc Cessną nad niesamowitym szlakiem turystycznym. Tego typu eksploracja jest przyjemna i dobrze idzie w parze z casualową rozgrywką na padzie.
Szkoda tylko, że świat gry wciąż wykazuje się błędami godnymi wczesnej wersji Matriksa. Wspomniany szlak nagle kończy się łąką, odradzając się kilometr dalej. Nie ma na nim zwierząt ani turystów. Część rzek zostaje niebieskimi pikselami, a tylko część zamienia się w cyfrowe cieki wodne. Ktoś może powiedzieć, że nie po to gra się w MFS, aby podziwiać trawkę, ale będzie w błędzie. To tak duży tytuł, że każdy powinien móc cieszyć się nim na własny sposób.
Po roku od premiery na PC, MFS2024 wciąż nie rozwiązał wielkiego problemu z samolotami pasażerskimi. To kompromitacja.


Gra wciąż ma ten sam problem. Samouczki oraz szkolenia drobiazgowo przygotowują do latania awionetkami i maszynami z jednym silnikiem. Za to kompletnie po macoszemu traktują naukę sterowania samolotami pasażerskimi. Przez to przeskok z poczciwej Cessny 172 Skyhawk na wielkiego Airbusa A320 to jak zamiana kajaka na łódź podwodną. Kilka kiepsko przeprowadzonych szkoleń nie jest w stanie dobrze przyuczyć do operowania kokpitem dużej maszyny pasażerskiej.
Rozwiązaniem okazuje się YouTube, gdzie doświadczeni gracze (a nawet licencjonowani piloci) uczą tego, czego zabrakło w grze. Miło, tylko to zdecydowanie nie tak powinno wyglądać. Brakuje pomostu między awionetkami oraz samolotami pasażerskimi. Brakuje dobrych lekcji, szczegółowych instrukcji oraz rozbudowanych testów. Co więcej, postępując zgodnie z samouczkiem pasażerskim gry, prędzej rozbijecie samolot o płytę niż poprawnie wylądujecie Airbusem.
Idiotyczne o tyle, że na dłuższą metę właśnie samoloty pasażerskie dają najwięcej frajdy. Przynajmniej podczas relaksujących sesji. Dlatego kompletnie nie rozumiem takiego podejścia, zwłaszcza w kontekście rozbudowanego trybu kariery, gdzie domyślnym celem każdego pilota jest właśnie zdobycie licencji na komercyjne loty pasażerskie między kontynentami.
Cały świat zmieszczony w 28 GB. O ile masz dostęp do szybkiej sieci i sporo cierpliwości.


Na PS5 Pro MFS2024 zajmuje mi dokładnie 28,47 GB. Czemu tak mało? W przeciwieństwie do edycji PC, konsolowy port nie przechowuje permanentnie zasobów na dysku. Trzyma na SSD wyłącznie szkieletową zawartość, wszystko inne tymczasowo zasysając z sieci. Dla mnie to nie problem, mój terabit zapewnia płynne doświadczenie. Jednak osoby z wolną siecią raportują o efekcie pop-up, czyli elementami otoczenia pojawiającymi się nagle.
Za to niezależnie od prędkości łącza oraz modelu PS5, wszyscy konsolowi gracze cierpią na dłuuugie czasy ładowania. Pierwsze czytanie gry do głównego menu trwa kilka minut (!). W tym czasie produkcja pobiera i rozpakowuje zasoby, aby przy ponownym uruchomieniu robić to ponownie, tyle samo czasu. Czyli odpalam MFS2024, idę robić herbatę, wracam z kubkiem i dopiero gram. Grrr.
Co najgorsze, nie mam żadnej możliwości, by raz zassane zasoby zostawić na SSD. Gra nieustannie czyści się z danych, a my możemy co najwyżej podejrzeć, ile ich pobrała w okresie od dnia do miesiąca. Mamy też możliwość ustalenia limitu pobierania, po przekroczeniu którego gra nas ostrzeże. Możemy też decydować o przepustowości łącza wykorzystywanej przez MFS. Jednak same zasoby – nawet dodatki – są zawsze w chmurze i muszą być każdorazowo strumieniowane.
Żegnaj Xboksie. To była ciekawa przygoda, ale już cię nie potrzebuję.


Xbox popadł w moją niełaskę od czasów modelu One oraz fatalnego debiutu z Kinectem. Mimo serii potknięć oraz blamaży, zielona platforma posiada kilka serii na wyłączność, które uwielbiam: Forzę, Gears of War czy właśnie Flight Simulatora. Dlatego regularnie z niej korzystałem. Jednak teraz, wraz z debiutem MFS2024 na PS5, nie mam już po co trzymać XSX pod telewizorem. Zwłaszcza, kiedy cena Game Passa wystrzeliła. Ktoś chce kupić?
Za to Microsoft Flight Simulator 2024 na PS5 Pro działa lepiej, niż zakładałem. Port jest solidny, chociaż interfejs wciąż woła o pomstę do nieba. Tak samo wkurza wykorzystanie AI, na przykład do zautomatyzowanych dialogów. Kiedy jednak ląduje Airbusem 320 na Islandii, przy silnym wietrze, mając satysfakcję z rosnących umiejętności, to wiem, że MFS2024 zostanie ze mną na długo. Szkoda tylko, że mimo długiej obecności na rynku, produkcja pozostaje niedogotowana w wielu obszarach.
Największe zalety:
- Świetne działanie na PS5 Pro, zwłaszcza gdy TV ma VRR
- Przepiękna gra, cyfrowy świat imponuje
- Kariera to duża zmiana względem poprzedniej części
- Wiele wyzwań oraz trybów, jest co robić
- Grze wystarczy mniej niż 30 GB na konsoli do działania
Największe wady:
- Bez znośnego internetu się nie obejdzie.
- Brak możliwości pobierania zawartości offline/na dysk
- Świat wciąż bez logiki. Auta znikają w górach etc
- Fatalny interfejs, tym bardziej na konsoli
- Długie ekrany wczytanio-pobierania, nawet z szybką siecią
- Gra wciąż nie uczy jak latać wielkimi samolotami
- Wykorzystanie AI
Ocena recenzenta: 7/10
Zastanawiam się, dla kogo właściwie jest MFS2024 na PS5. Miłośnicy symulatorów grają na PC, z podłączonymi akcesoriami takimi jak wolant, przepustnica i pedały. Z kolei zwolennicy akcji mają Ace Combat oraz War Thundera. Ciekawe, ilu jest takich dziwaków jak ja, którzy lubią przewieźć pasażerów z Katowic do Frankfurtu, z padem w ręku, z ułatwieniami wymuszonymi przez specyfikę kontrolera.







































