Nauka  / Artykuł

Religia i nauka nie muszą się zwalczać. Watykan zorganizował konferencję o czarnych dziurach

120 interakcji
dołącz do dyskusji

Watykan zorganizował konferencję naukową na temat czarnych dziur i fal grawitacyjnych. Kościół katolicki zaprosił na nią wybitnych uczonych, by dyskutować o wyzwaniach kosmologii.

"Bóg nie jest magikiem z czarodziejską różdżką" - mówił w październiku papież Franciszek członkom Papieskiej Akademii Nauk. Według głowy Kościoła katolickiego, Wielki Wybuch i ewolucja nie stoją w sprzeczności do pojęcia bożego stworzenia. Wypowiedź Franciszka to ważny dowód na to, że Watykan nie chce odwracać się plecami do nauki. 8 maja rozpoczęła się w obserwatorium astronomicznym w Castel Gandolfo konferencja na temat czarnych dziur, fal grawitacyjnych i osobliwości czasoprzestrzeni. Dziś konferencja dobiega końca.

Co się stanie jeśli wpadniesz do czarnej dziury? Co zdarzyło się podczas wczesnego etapu Wielkiego Wybuchu? Jakie jest ostateczne przeznaczenie kosmosu? Te i inne pytania znajdą się w sercu dyskusji podczas konferencji naukowej "Czarne dziury, fale grawitacyjne i osobliwości czasoprzestrzeni", która potrwa od 9 do 12 maja - czytamy w oficjalnym biuletynie Stolicy Apostolskiej.

Na konferencję zaproszono 35 naukowców. Wśród nich jest Gerald 't Hooft, laureat Nagrody Nobla z fizyki, uhonorowany za pracę na temat oddziaływań słabych w mechanice kwantowej. Innym znanym badaczem jest zajmujący się czarnymi dziurami i osobliwościami  Roger Penrose. Jaki jest cel konferencji? Watykan pisze o interakcji między uczestnikami reprezentującymi kosmologię teoretyczną i obserwacyjną, ale i szukaniu nowych kierunków badawczych w kosmologii.

Gdy myślimy o Kościele katolickim i jego stosunku do nauki, przychodzą nam do głowy niezbyt pozytywne skojarzenia. 24 lutego 1616 r. Święte Oficjum potępiło tezy zawarte w dziele "O obrotach ciał niebieskich" Mikołaja Kopernika. Miało to związek z działaniami prowadzonymi przeciwko innemu wielkiemu uczonemu, Galileuszowi. O tym, że młyny Kościoła mielą powoli świadczyć może fakt, że dopiero w XX wieku papież Jan Paweł II powołał komisję mającą zbadać tzw. "sprawę Galileusza", przyznając wcześniej, że uczony "musiał wiele wycierpieć" z rąk ludzi Kościoła. Obrońcy tego ostatniego przypominają jednak, że teoria heliocentryczna "zeszła" z indeksu już w XIX wieku, co ma dowodzić, że Watykan znacznie wcześniej przyznał się do błędu.

Przypominając tę niezbyt chlubną kartę relacji między nauką i religią musimy pamiętać też o drugim biegunie.

Zebrani w Castel Gandolfo naukowcy uczcić mają pamięć wybitnego astronoma, Georgesa Lemaître. Ten belgijski ksiądz w 1927 roku doszedł do wniosków, które można uznać za podwaliny teorii o Wielkim Wybuchu.  Jego hipoteza pierwotnego atomu nie była doskonała, ale stała się ważnym głosem w dyskusji na temat początków wszechświata.

Zrozumiał, że wszechświat powinien pierwotnie znajdować się w stanie wysokiej gęstości, skompresowany w takim punkcie, jak pierwotny atom, od którego wszystko się zaczęło - czytamy w zapowiedzi wspomnianej konferencji w Castel Gandolfo.

Gdy w 1927 r. Lemaître spotkał się w Brukseli z Einsteinem usłyszał od twórcy teorii względności niezbyt przyjemne słowa. Einstein bez ogródek powiedział, że zawarte w artykule astronoma tezy wydają mu się odrażające. O co chodziło? O rozszerzający się wszechświat, który w owym czasie był dla niego nie do zaakceptowania. Przypomnijmy, że 10 lat wcześniej wprowadził on do swoich równań tzw. stałą kosmologiczną, która miała pogodzić ogólną teorię względności z wizją statycznego wszechświata. W późniejszych latach Einstein nazwał człon kosmologiczny swoją największą pomyłką. Stało się to już jednak po odkryciach Edwina Hubble'a.

Georges Lemaître na początku lat 40. XX wieku został członkiem Papieskiej Akademii Nauk. Dwadzieścia lat później stanął na jej czele. Kierował nią do śmierci w 1964 roku.

Relacja Kościoła katolickiego i nauki jest burzliwa, ale też coraz bardziej przyjazna.

Na obrzeżach Kościoła znaleźć możemy kreacjonistów spod znaku integrystycznego Bractwa św. Piusa X, którzy do dziś nie potrafią zaakceptować teorii ewolucji. Powołują się m.in. na przemówienie Piusa XII z 1940 r.. w którym papież mówił o "pewnikach bez jakiejkolwiek możliwości alegorycznej interpretacji" mając na myśli biblijny opis stworzenia zapisany w Księdze Rodzaju.

Otwartość Franciszka zapewne gorszy negacjonistów nauki, zwalczających tę ostatnią z pozycji religijnych. Tym bardziej, że jego słowa uderzają mocno w kreacjonizm. "Kiedy czytamy w Księdze Rodzaju opis stworzenia popadamy w niebezpieczeństwo wyobrażenia sobie Boga, jako magika z czarodziejską różdżką, która może wszystko. Nie jest on nim" - mówił papież w październiku. Wywołał tym uśmiech aprobaty wśród wiernych traktujących naukę z właściwą powagą.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst