Gry  / Felieton

Horror dziesięciolecia nie powstanie. W Konami zachowują się jak obrażeni gimnazjaliści

Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Interaktywny zwiastun Silent Hills na PlayStation 4 wstrząsnął mną. Przeraził. Sprawił, że jak dziecko bałem się tego głupiego korytarza. To było najlepsze, najbardziej mrożące krew w żyłach przeżycie ostatnich kilku lat. Teraz dowiaduję się, że Konami – wydawcy gry – anuluje swój projekt. Prawdopodobnie na skutek dziecinnych przepychanek.

Kiedy wersja demonstracyjna nic nikomu niemówiącego horroru P.T okazała się interaktywnym zwiastunem Silent Hills, zostaliśmy zszokowani. To była prawdziwa bomba. Legendarny twórca gier Hideo Kojima oraz reżyser del Toro połączyli siły, aby dać światu najbardziej przerażający program, jaki kiedykolwiek powstał.

Znani twórcy wysłali w świat jasny przekaz – chcą zrobić grę, przy której będziemy nosić pampersy. Żadnej taryfy ulgowej.

Po tym, czego doświadczyłem w wersji demonstracyjnej Silent Hills, nie miałem żadnych wątpliwości. Wiedziałem, że dostaniemy najbardziej przerażający tytuł, z jakim będziemy mieli do czynienia od czasów Silent Hill 2. Przyznam się i napiszę prosto z mostu – z P.T nie wytrzymałem dłużej niż 10 minut. Mówiąc bardzo kolokwialnie – skichałem się ze strachu. Przepraszam za to wyrażenie, ale zwyczajne „bałem się” czy „byłem przerażony” nie odpowiada stanowi faktycznemu.

Dalszą część wersji demonstracyjnej zobaczyłem już na Twitchu. Byłem pełen uznania dla twórców. Sposób, w jaki budowali atmosferę bez hektolitrów krwi, juchy na podłodze czy wiszących wnętrzności był niesamowity. Tylko ty, ciemny korytarz i drzwi. Znowu, ponownie i jeszcze raz. W coraz bardziej przerażających wariacjach. Kto grał w P.T, ten doskonale wie, że było to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

silent hills 2

Silent Hills byłoby murowanym hitem. Niekoniecznie sprzedażowym, ale gra ustanawiałaby nowe standardy dla całego gatunku horrorów.

Wczoraj dowiedziałem się, że gra ostatecznie i definitywnie nie powstanie. W oficjalnym stanowisku wydawcy, firmy Konami, można przeczytać:

„Konami jest oddane tytułom z serii Silent Hill. Jednakże produkcja Silent Hills tworzona wraz z Guillermo del Toro, z wykorzystaniem wizerunku Normana Reedusa, nie będzie kontynuowana.”

Sytuację potwierdził sam del Toro. Kolejne potwierdzenie przyszło od Normana Reedusa. Tweet po tweecie, miłośnikom interaktywnych horrorów zaczęły pękać ich czarne serca. Amatorzy mocnych wrażeń już dawno nie grali w nic tak dobrego jak P.T. Teraz długo wyczekiwana produkcja się nie pojawi, ponieważ… no właśnie, ponieważ co?

Chociaż oficjalne przyczyny anulowania Silent Hills nie są znane, można przypuszczać, że dużą rolę odegrał konflikt władz Konami z Hideo Kojimą.

W sieci huczy od plotek mówiących o starciu między legendarnym twórcą gier oraz wydawcą. Cieszący się olbrzymią niezależnością w procesie twórczym i rozpoznawalnością Kojima miał być solą w oku władz Konami. Podobno trwający do grudnia 2015 roku kontrakt między wydawcą i twórcą nie zostanie przedłużony, natomiast Konami już teraz działa tak, jak gdyby chciało usunąć Kojimę ze świadomości milionów graczy.

Logo studia Kojimy zniknęło z oficjalnych materiałów reklamowych nadchodzącego, kapitalnie zapowiadającego się Metal Gear Solid V. Z oficjalnych stron internetowych należących do Konami wyparowały wszelkie informacje o legendarnym twórcy. To samo tyczy się witryn poświęconych Silent Hills. Chociaż sam Hideo zapewnia, że jest stuprocentowo zaangażowany w ostateczne prace nad MGS V, najprawdopodobniej będzie to ostatnia gra w serii z jego udziałem. Skandal.

konami

Władze Konami zachowują się jak obrażony gimnazjalista, usuwający człowieka ze znajomych na portalu społecznościowym.

Na kilka tygodni przed premierą Metal Gear Solid V wydawca robi wszystko, aby w jak największym stopniu była to gra Konami, nie legendarnego twórcy. To jak walka z wiatrakami. Udział, jaki wniósł Kojima w branżę gier, jest nieoceniony. Mówimy o jednym z najbardziej niesamowitych producentów interaktywnych programów w historii.  Mimo tego Konami się obraziło.

Plotki mówią o poważnych zmianach w strukturze Konami. Studia pracujące dla tego wydawcy mają być zarządzane w bardziej scentralizowanym stylu. Ba, podobno część z nich zmieni nawet swoje nazwy, dostając człon „Konami” w tytule. Jak cudownie. Niech zgadnę, które studio jako pierwsze doczeka się nowego szyldu. Co tam u was słychać, chłopaki z Kojima Productions?

Nie obchodzi mnie, kto jest winny w tym konflikcie. Obchodzą mnie świetne gry. Za ich dystrybucję odpowiada z kolei wydawca.

To w obowiązku Konami było, aby dostarczyć mi świetnie zapowiadające się Silent Hills. Nie dostanę gry, która zapowiadała się na najlepszy interaktywny horror dziesięciolecia. Obwiniam za to tylko i wyłącznie wydawcę, tak jak EA obwiniam za zniszczenie wielu kapitalnych marek, Ubisoft za niedorobione gry na skutek sztywnych dat debiutu, z kolei Activision za powtarzalne odsłony Call of Duty.

Nie obchodzi mnie, jak bardzo dziwne mogły być żądania Hideo Kojimy. Jak wielkich potrzebował pieniędzy albo zasobów. Jestem wściekły na Konami, że najpierw daje mi porcję niesamowitego kodu, a później oznajmia, że finalnej gry nigdy nie dostanę w swoje ręce. Tak się po prostu nie robi. Nie po tak świetnej akcji reklamowej, po tak potężnym doświadczeniu i tak wspaniałych nazwiskach na liście producentów.

silent hills 3

Jestem wściekły. Podobnie jak masa innych graczy. W tym samym czasie Konami znika z nowojorskiej giełdy.

Działania wydawcy mają zapewne związek z anulowaniem Silent Hills, co za tym idzie, wielkiej wściekłości graczy. Konami może nie liczyć się ze zdaniem swoich klientów, ale na pewno musi liczyć się z akcjonariuszami. Ci z kolei na pewno nie są zadowoleni, widząc błoto wylewane na wydawcę w dziesiątkach tysięcy internetowych komentarzy.

Wczoraj Konami dobrowolnie wycofało się z New York Stock Exchange. Osobom wieszczącym rychły upadek wydawcy chciałbym jednak wylać wiadro zimnej wody na głowę. Wydawca ma się naprawdę dobrze. To przecież w jego kolekcji są takie marki jak Pro Evolution Soccer, Castlevania czy Metal Gear Solid V. Nie zmienia to faktu, że Konami stara się amortyzować potencjalne zniszczenia.

Szkoda, że na tym wszystkim najbardziej cierpią gracze.

Internetowe horrory od dłuższego czasu są w zapaści. Gatunek niedomaga, ratowany jedynie niezależnymi, bardzo ciekawymi projektami. Silent Hills mogło być czymś wielkim. Czymś na miarę pierwszego Cichego Wzgórza. Interaktywne demo pokazało, że nad tytułem pracują najlepsi możliwi specjaliści. No i co? No i figa z makiem.

Nie wyobrażam sobie kolejnych odsłon Metal Gear Solid bez wizjonera Hideo Kojimy. Za sprawą jednej przepychanki Konami nadszarpnęło wizerunku dwóm wspaniałych seriom gier, które są z nami od lat. Mam szczerą nadzieję, że wydawcy odbije się to czkawką.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst