Tech

Nawet jeśli PC umarł, to jeszcze da się na nim zarobić!

Miało być post-PC, spadek i stopniowe odchodzenie od komputerów w formie, do której przywykliśmy przez ostatnie lata. Miała być era tabletów, smartfonów i wszystkiego co „nie jest komputerem”. Tymczasem branża mimo wszystko zanotowała umiarkowany wzrost i pokazała, że po prostu na tak nasyconym rynku nie ma już miejsca dla słabszych i tych, którzy nie mają pomysłu na dalszą ekspansję. Taki pomysł miało jednak Lenovo, które po publikacji najnowszych kwartalnych wyników można uznać za jednego z największych zwycięzców w tej wyniszczającej rywalizacji.

Wyniki chińskiego producenta komputerów zdają się przeczyć forsowanej ostatnio namiętnie tezie o końcu PC-tów, nawet jeśli założymy, że jest ona wyłącznie określeniem trendu sprzedażowego. Rozwój Lenovo oraz wzrost zysków można bowiem niemal bezpośrednio porównać do osiągnięć jednego z gigantów w branży smartfonów i tabletów – HTC. Podobnie jak w jego przypadku, zysk, w porównaniu do analogicznego kwartału w roku poprzednim wzrósł o prawie 90%. Nieco mniejszy (co zrozumiałe) był za to wzrost sprzedaży – „zaledwie” 35% w skali roku, co jest i tak imponujące, zważywszy na fakt, że wzrost całej branży wyniósł 5%. Tym samym Lenovo kontynuuje serię 10 kwartałów pod rząd, kiedy rozwijało się lepiej od całego rynku oraz 8 kwartałów, kiedy rozwijało się szybciej, niż pozostali konkurenci z „wielkiej czwórki”. Potwierdziły się również prognozy analityków i możemy już bez najmniejszego wahania mówić o chińskiej korporacji, jako drugim największym dostawcy komputerów osobistych na świecie.

W zdobyciu tak silnej pozycji najmocniej pomógł Lenovo rodzimy rynek chiński, który obecnie pod względem wielkości wyprzedził nawet rynek Stanów Zjednoczonych. Tam trafiło właśnie aż 40,8% sprzedanych w ciągu ostatnich trzech miesięcy urządzeń, zwiększając tym samym popularność Lenovo w tamtych regionach o 21% w skali roku, osiągając w rezultacie wynik równy 31,5%.

Nie bez znaczenia były także dwa genialne zakupy dokonane na przestrzeni ostatnich miesięcy. Przejęcie 51% udziałów w NEC, doskonale odnajdującego się na rynku japońskim i władającego dokładnie jedną czwartą tamtejszych komputerów, pozwoliło na błyskawiczną ekspansj, zakończoną ogromnym sukcesem. Efekt? Producent m.in. serii IdeaPad jest obecnie największym dostawcą komputerów dla dwóch największych rynków na świecie – Chińskiego oraz Japońskiego, bez naprawdę widocznej konkurencji.

W podobny sposób Lenovo wypracowało sobie swoją pozycję w Europie zachodniej, decydując się na wykupienie pakietu akcji niemieckiej spółki Medion. W rezultacie natychmiastowo jego udziały na terenie Niemiec zwiększyły się do 14%, a w całej Europie do ponad 7% (obecnie ponad 9%). Wbrew przekonaniu o niemal całkowitym nasyceniu rynków „dojrzałych”, wzrost na terenie m.in. Europy i USA wyniósł w skali roku aż 55%.

Zgodnie z przewidywaniami większość sprzedanych urządzeń stanowiły laptopy (niemal 60%), notując przy tym średni wzrost około 30% (segment laptopów biznesowych i konsumenckich). Co ciekawe, dzięki umiejętnemu rozszerzaniu portfolio firmy, w ciągu roku aż o 36% podwyższono dostawy klasycznych komputerów stacjonarnych, na które – jak się okazało – wciąż są chętni.

Wyniki Lenovo pokazały jedno – na tym rynku w dalszym ciągu da się zarobić i nie musi tego robić wyłącznie Apple, łączące swoje urządzenia w jeden spójny i atrakcyjny ekosystem. Strategia przyjęta przez Chińczyków kilka lat temu, zapoczątkowana wykupieniem od IBM działu komputerów i sukcesywnie realizowana przez kolejne kwartały, zdaje się przynosić doskonałe rezultaty (w tym i finansowe), a rejestrowane wzrosty bez problemów można porównać z najdynamiczniej rozwijającymi się firmami z branży urządzeń mobilnych.

Gdzie jeszcze Lenovo może starać się o zwiększenie sprzedaży i zysków? Na niesamowicie zatłoczonym i zmierzającym raczej donikąd rynku tabletów w obecnej formie, trudno będzie się przebić nie tylko konsumenckiemu A1, ale również dumie projektantów – urządzeniu o dość wymownej nazwie ThinkPad Tablet. Telefony komórkowe i smartfony tego producenta nigdy nie były i prawdopodobnie w najbliższym czasie również nie będą jego domeną. Mogą się nią za to stać tzw. „ultrabooki”, które w najbliższej przyszłości mają szansę zacząć powoli wypierać z obiegu klasyczne laptopy, a wraz ze spadkiem cen – również netbooki. Do tego momentu jeszcze jednak dość daleko i chiński gigant będzie musiał jeszcze przez pewien czas starać się utrzymać rewelacyjne wyniki za pomocą ogólnodostępnych i najpopularniejszych rozwiązań.

Jak widać – nie tylko smartfonami i tabletami żyje dzisiejszy rynek.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst